Frisbee + smakołyki (?!)

Domyślam się, że ten post wywoła burzę komentarzy dotyczących tego, że stosuję najgorszą możliwą metodę i w ten sposób zepsuję wszystko (chociaż chyba nie ma co psuć). Jakoś to przeżyję, ale wcześniej radzę przeczytać notkę dokładnie i spróbować mnie zrozumieć...

Dawno na tym blogu nie było nic o frisbee. Można domyślić się dlaczego, nie robiłyśmy prawie nic oprócz kilku rollerków które zostały przez Sonię zignorowane. Nie wiem co się stało ale psica kompletnie przestała interesować się dyskami. Raz na jakiś czas próbowałam rzucić jej rollerka, małego overka przez nogę które zawsze kochała i często robiła na piłeczkę. Nie chciała wziąć dysku do pyszczka. Było kilka wyjątkowych sytuacji (tak może ze 3?) kiedy to Sonia zechciała pogonić rollera i raz nawet pobawiła się frisbee w domu. Już myślałam, że się przełamała ale znowu nastała pustka. Bawiła się piłeczkami, czasem szarpaczkiem (też miewaliśmy małe problemy, ale już powoli dajemy sobie radę), ale na frisbee nie było żadnej metody. Próbowałam podczas zabawy piłeczką nagle wyjąć dysk i zachęcać ją do zabawy, ale wtedy odwracała się i odchodziła (jak to ma w zwyczaju kiedy proponuję jej ćwiczenie jakiegoś elementu którego nie lubi, albo zabawę czymś czego nie lubi). Nie wiedziałam co się dzieje, bo wcześniej było całkiem nieźle. Chciałam to całkowicie rzucić (i w tym postanowieniu przetrwałam ze 2 miesiące), ale kilka dni temu doszłam do wniosku, że wolę aby psica bawiła się dyskiem za smakołyki, niż żeby w ogóle nie chciała wziąć go do pyska. Wiem że to najgorsza metoda, wiem że tak można wszystko zepsuć, ale my nie mamy co psuć. Frisbee będziemy robić tylko i wyłącznie dla funu tak jak te wszystkie elementy agility. Skupiamy się na obedience a wszystkie inne sporty są drugorzędne i na nich nam nie zależy. A więc zaczęłam od nowa uczyć małą obchodzenia i brania dysku z ręki. Z początku było ciężko ale jeszcze na pierwszej sesji udało mi się ją do tego namówić jak zobaczyła, że mam smakołyki, przechodzimy teraz powoli do małych floaterków. Smaki dawałam na samym początku po każdym złapaniu, teraz co 3-4 chwyty. Chcę zrobić to jeszcze rzadziej, może dojdzie do tego, że po jednej sesji z dyskiem Sonia będzie dostawała przysmaczka, a może polubi frisbee samo w sobie? W każdym razie trzymamy się tego, że NIE ZALEŻY NAM NA FRISBEE I ROBIMY TO DLA ZABAWY! I staram się już nic nie zepsuć :).

Komentarze

  1. Jeśli metoda działa i nie krzywdzi jakoś psa, to nie jest zła ;). Powodzenia!

    OdpowiedzUsuń
  2. Jeżeli pies jest zadowolony takim nagradzaniem i świetnie się przy tym bawi to czemu miałoby to być dla niego złe ? Może to i dobre wyjście ? Przecież, jak wspomniałaś frisbee to tylko zabawa ;)

    Życzę powodzenia !
    Pozdrawiamy,
    ŁAPKA !

    OdpowiedzUsuń
  3. Jeżeli to Ci wychodzi najlepiej i wszystko z psiakami jest okey, to nie jest ona zła :D
    Powodzenia i pozdrawiam ;)

    OdpowiedzUsuń
  4. My z frisbee też mamy wzloty i upadki, ale podobnie jak my robimy to raczej dla zabawy... Szczególnie, że i tak nie mogę folgować z Flopą w tym sporcie. Jak po przeprowadzce się ustabilizujemy i będziemy mieć wreszcie trawę to chociaż rollery będziemy robić. Z resztą po dzisiejszej wizycie u weta nie jest kolorowo... :c

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Ojej, a co się stało, że musieliście jechać do weta?

      Usuń
  5. Ale skoro to działa, a widzisz, że nie wpływa na psa niekorzystnie, to dlaczego miałoby być złe? :) Ważne, żeby znać granice.

    OdpowiedzUsuń
  6. Powiem Ci, że sama sporo zepsułam w pracy z Luną, aż doszło do momentu, gdy po prostu ignorowała dysk. Nie chciała go w ogóle łapać ani się szarpać. Wtedy też nauczyłam ją robic to za smaczki! Podobnie jak Ty, chciałam dojść do etapu, kiedy sucz będzie dostawała smaczek pod koniec sesji. I nigdy do niego nie doszłyśmy ;) Pewnego razu Luna po prostu zaczęła szarpać się dyskiem, co bardzo nagrodziłam (oczywiście dalszym szarpaniem), a potem przeprowadziłam kilka podobnych sesji. Luniak nakręcił się, że hej! Od tamtej pory przeprowadzałam jednak poziom trudności podnosiłam bardzo powoli i nigdy nie mogłam dopuścić do tego, że psica sama kończyła sesję, bo znowu się cofałyśmy. Teraz jest jednak zupełnie ok, kiedy zobaczy frisbee świat dla niej nie istnieje :D Oby Wam też się udało!

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Nie sądziłam, że też miałaś z Luną takie problemy. Tak to jest, że jak się ogląda jakiegoś super psa to wydaje się, że zawsze taki był i nie miał żadnych problemów. Może i nam się to uda tak jak wam :).

      Usuń
  7. Hmm, owszem, w środowisku frisbiarskim panuje takie przekonanie że broń boże za smaczki. No i słusznie, u borderów itp ras ta metoda jest bez sensu, ale w przypadku psów które kochają jedzenie, a nie są przekonane do zabawek żarcie to dobre wyjście, bo sprawia że pies zaczyna interesować się zabawkami. I z moich obserwacji wynika, że tak jak pisała Estera powyżej - jeśli się będzie to mądrze robiło, to w końcowym efekcie żarcie można ograniczyć do minimum, a może nawet całkiem wykluczyć, a pies odkrywa że zabawki są fajne.
    Sama robiłam tak z Lucky'm - może nie stricte frisbee, ale szarpanie wypracowywałam na smaki, a to potem na frisbee się przełożyło.
    Jeśli miałabym Ci coś doradzić, i jeśli chcesz by frisbee nabrało wartości, to na początku nie rób tak: "po jednej sesji z dyskiem Sonia będzie dostawała przysmaczka". Ja bym robiła tak, że na koniec sesji ma być MEGASUPER nagroda, żeby pies wiedział że było warto. Czyli nie jeden smaczek, ale cała garść smaków, baaa - możesz jej np. przed śniadankiem/kolacją zrobić sesję frisbee, 3-4 rzuty, 2-3 razy w tygodniu to max na początek, i kończyć sesję dając jej całą michę karmy - niech ta nagroda ma wartość. Potem oczywiście stopniowo wydłużać :)

    OdpowiedzUsuń
  8. W takim razie życzymy powodzenia!
    Przyznam,że sama ćwiczyłam Majlem frisbee na smaki ;D

    OdpowiedzUsuń
  9. Ja się nie znam, uważam że frisbee to powinna być zabawa (dyskiem) i ja raczej bym próbowała nakręcić psa. Może nie ma sensu robić tego "na siłę" ? Estera napisała wyżej że ćwiczyły fri za smaczki a nagle Luna zaczęła się szarpać dyskiem - myślę że takie coś zależy od psa, jeden będzie cały czas wymagał smakołyków a inny, tak jak Luna dojdzie do takiego etapu że się nakręci i można będzie odstawić nagrody (w formie smakołyków!).
    Ale skoro wiesz co robisz, i uważasz że warto spróbować - ogromnie życzę powodzenia! ;)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Wiem o tym, że frisbee to powinna być zabawa, ale po wielu próbach Sonia nie chce nakręcić się na dysk. Skoro już żadne metody nie działały to postanowiłam zrobić to na smaki.

      Usuń
  10. Nie tylko ty próbujesz zachęcić psa do frisbee na smaki :D:D Ja też tak robię, bo mam tą samą sytuacje

    Pozdrawiam

    OdpowiedzUsuń
  11. 3mam kciuki żeby Wam się udało :)

    ps. Zapraszam do udziału w akcji dla psiaków: www.nieporzucajpsa.pl

    OdpowiedzUsuń
  12. Też mam problemy z nakręceniem Zuli na dysk. W ogóle najfajniejszą zabawką jest ringo i piłka (najlepiej od footballu, ale nie będę zabierała ogromniastej piłki na trening:). Niestety i tak zabawka vs. jedzenie jest totalnie ignorowana. Zula nie zrobi niektórych komend dopóki nie usłyszy obiecującego szelestu oznaczającego ''uwaga! żarcie''. Wpierw myślałam że chcesz ''wysmarować'' dysk np. pasztetem, ale z upływem czytania postu twój pomysł wydał mi się coraz bardziej sensowny. Na tyle, że sama zaczęłam nad czymś takim myśleć. Hm.. kurczę, w wakacje spróbuję twojej metody! Dzięki :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Opcja z wysmarowaniem dysku nie zadziałałaby u nas. Podejrzewam, że Sonia nawet nie spróbowałaby go złapać tylko wylizywać żarci :).

      Usuń
  13. Jest taka zasada, że nie można ćwiczyć z psem frisbee na przysmaki? Nie słyszałam o niczym takim dotychczas.

    OdpowiedzUsuń
  14. http://bitepsiak.blogspot.com/ - przepisy na domowe jedzenie, ciastka i przekąski dla psiaków - sprawdzone przez naszego Bite'a.
    Pozdrawiamy - zapraszamy - może ktoś skorzysta z jakiegoś pomysłu

    OdpowiedzUsuń

Prześlij komentarz