O naszym przywołaniu i uciekaniu słów kilka

Przywołanie jest jak wiadomo najważniejszą komendą którą każdy pies powinien mieć opanowaną do perfekcji. U nas z tą perfekcją było różnie.
Skwarek jest psem zmiennym. Różne fazy przechodzą u niego co kilka miesięcy. Poprzedniej wiosny miał duże problemy z przywołaniem, lato było takie sobie, a całą jesień był psiakiem super nakręconym na mnie, wiecznie skupionym, przybiegającym na każde wołanie i bardzo chętnym do pracy, zima też była taka sobie. Tej wiosny wróciły problemy z przywołaniem i uciekaniem. Szczególny problem sprawia mi to, że Skwar kiedy tylko ma ku temu okazję ucieka pod dom w którym mieszkają dwie suczki. Dom ten znajduje się blisko naszych ulubionych , leśno-polnych tras spacerowych. Uciekanie nie jest związane z cieczką tych suczek, bo Skwar ucieka cały czas. Nie zależy mu widocznie nawet tak bardzo na tym, żeby dostać się na to podwórko, bo kiedy przychodzę tam, aby go zabrać i przyprowadzić do domu, on zawsze stoi za płotem i szczeka, nawet kiedy brama jest otwarta. Postanowiłam popracować ponownie nad jego przywołaniem i skupieniem na mnie, tak żeby przychodził zawsze kiedy będę go wołać i aby uważał mnie, za najciekawszą rzecz na świecie. Chcę aby myślał, że nie warto uciekać bo o wiele ciekawiej jest kiedy będzie trzymał się blisko mnie. Chcę, żeby tak jak rok temu mógł biegać podczas spacerów luzem, smyczowe spacerki nie sprawiają takiej przyjemności ani mi, ani jemu.
Z początku sądziłam, że o sposobach nauki przywołania wiem prawie wszystko... tak było dopóki nie przeczytałam książki J. Gałuszki "Aria! Do mnie!". Serdecznie polecam tą lekturę wszystkim którzy mają z przywołaniem problemy. Dowiedziałam się na przykład, że kiedy ponad rok temu ćwiczyłam ze Skwarem przywołanie na 10 m lince popełniłam kilka błędów. Po pierwsze nie przyzwyczaiłam go wcześniej do obecności linki tylko od razu rozpoczęłam szkolenie przez co potem psiak na lince przychodził zawsze, a bez niej już nie. Poza tym wiem już, że nie wolno "spalić komendy" czyli pozwolić psu nie zareagować na przywołanie, bo kiedy raz się na to pozwoli to potem pies może myśleć, że wołanie właściciela nie znaczy, że trzeba koniecznie przybiec, ale że może przybiec jeśli chce.
Jeśli chodzi o Sonię, to nie mamy aż tak dużego problemu. Sonia ogólnie trzyma się na spacerach blisko mnie. Niedociągnięcia w naszym przywołaniu zauważyłam kiedy tego lata odważyłam się spuścić ją kilka razy ze smyczy w paku i nad jeziorem wśród innych ludzi. Wtedy psica była blisko kiedy była na mnie skupiona, ale już jak coś ją zainteresowało to odbiegała ode mnie i nie odwoływała się od razu. Dlatego postanowiłam jak najbardziej wzmocnić u niej tę komendę.
Na razie u obu psiaków wszystko idzie w najlepszym kierunku, a dziś Skwar biegał luzem w miejscu z którego często uciekał i cały czas skakał koło mnie i domagał się uwagi :D.



Komentarze

  1. Gratulujemy postępów i życzę Ci cierpliwości i sukcesu w przywołaniu. Na pewno wam się uda ;)

    OdpowiedzUsuń
  2. Super! :D Też mam książkę Gałuszki - jest super ;)

    OdpowiedzUsuń
  3. Przywołanie bardzo ważna rzecz ;) Miałam z tym problem, gdy Lola przechodziła 'okres dojrzewania' i miała mnie kompletnie w d.....stwierdziłam, że to ja muszę przejąć inicjatywę.O metodzie linkowej przeczytałam na forach i muszę przyznać, że bardzo dużo mi to dało :)
    Wam serdecznie gratuluje ,tak trzymać :)

    OdpowiedzUsuń
  4. Kolejna osoba poleca porady Jacka Gałuszki. Będę musiała zakupić tą książkę bo właśnie my mamy problem z przywoływaniem. Jest to dosyć trudna nauka mojego laba tej komendy.
    A ciągłe chodzenia na smyczy jest nieprzyjemne dla niego jak i dla mnie.
    Może i my zakupimy? Pozdrawiam Wiktoria&Fado

    OdpowiedzUsuń
  5. u nas z przywołaniem szczerze mówiąc jest bardzo dobrze,choć trochę nam to się 'zepsuły' podczas mojej choroby i biszkopta,ale damy radę.choć pamiętam że niestety był taki okres że wolałam go ile mogłam,stojąc obok krzyczałam,a Baddy udawał że NIC nie słyszy.

    pozdrawiamy
    Ola i Baddy.

    OdpowiedzUsuń
  6. I ja polecam książkę Jacka Gałuszki. Gratuluję postępów, przywołanie na pewno uda Wam się ogarnąć do perfekcji!
    Pozdrawiamy,
    MundkowaFerajna!

    OdpowiedzUsuń
  7. Tą książkę pożyczyłaś ode mnie :D hahah ;D. Ja też dowiedziałam się z niej bardzo dużo. Ponownie gratuluje waszych postępów :D. Pozdrawiamy :)

    OdpowiedzUsuń
  8. Świetne wieści, oby jak najwięcej takich :D.

    OdpowiedzUsuń
  9. Świetne zdjęcie. Notka zresztą też ;)

    OdpowiedzUsuń
  10. oj my męczyłyśmy bardzo, bardzo długo przywołanie na lince, a teraz jestem w szoku jak jest super! Oczywiście zdarzają się wpadki, ale często zawraca w połowie biegu gdzieś jak ją zawołam. Opłacało się wałkowanie przywołania na każdym spacerze. :)
    Choć wiadomo- to trzeba ćwiczyć zawsze bo bez ćwiczeń znowu będzie gorzej. :)))
    Powodzenia! :)

    OdpowiedzUsuń
  11. My to wałkujemy cały czas, ale to chyba po prostu taka komenda. Każde przywołanie staje się treningiem. Ale to bardzo ważne aby przychodzenie było opanowane. Raz nam Zula wybiegła na ulicę bez smyczy... no gdyby auto jechało wtedy szybciej...

    OdpowiedzUsuń
  12. Ahh, my też się męczymy z tym przywołaniem xD
    Nominacja od nas do LBA :D
    http://fuksthedog.wordpress.com/2013/09/30/libster-blog-award/

    OdpowiedzUsuń
  13. trzymam kciuki żeby wszystko co sobie założyłaś się udało :)

    OdpowiedzUsuń

Prześlij komentarz