Kolejny wstrząs i dawka motywacji

Ciągle to przechodzę odkąd trenuję cokolwiek z psami. Najpierw jest plan, motywacja do jego zrealizowania, zaangażowanie, częste treningi, potem stopniowo zwalniamy, trenujemy rzadziej, byle jak, po jakimś czasie trafiam na bodziec (obejrzane zawody, udział w semi, film ze startu któregoś z moich "idoli", albo baaardzo nieudany trening), następuje chwilowe załamanie nad moimi ciągłymi błędami, potem wielki kop motywacyjny, determinacja, zupełnie nowy plan, regularne treningi i po jakimś czasie... koło się zamyka. Właśnie teraz nastąpiło załamanie i kop motywacyjny, i tym razem zrobię co w mojej mocy żeby nie wrócić do tego co było wcześniej. Rozchodzi się o obedience z So, kilka razy miałam to samo z frisbee, raz z wychowaniem Kerego, parę razy w obi i dawniej w szkoleniu Skwara.


To co sobie teraz uświadomiłam (znaczy uświadomiono mi to niby wcześniej, ale jakby teraz serio to do mnie dotarło) to to, że my praktycznie w ogóle nie mamy wypracowanych fundamentów pracy, solidnych podstaw. Konkretnie...


Popatrzcie chociażby na to: Dla laika może tego nie widać, ale dla kogoś bardziej zaawansowanego jest to widoczne, jak dobry te pary mają kontakt, jak mocne te psy mają podstawy... Bez tego te teamy w życiu nie doszłyby na taki poziom.

Joanna i Dobby


Kamila i Devi

Może starczy, bo mogłabym jeszcze kilku wymienić, a pewnie nikomu nie chce się oglądać tylu filmików ;).
Nam tego brakuje. Całą pracę zaczęłam od ćwiczeń, a nie od podstaw. Bez nich nigdy nie osiągnę tego czego chcę, od razu zaznaczam, że nie marzę o klasie międzynarodowej, na razie chyba nawet nie marzę  o dwójce, ani o pucharach, moim celem jest sam start w zawodach i (co ważniejsze) jak najlepsze porozumienie, kontakt z Psiną i to, żeby ten sport był dla nas obu wspaniałą zabawą. Więc co należy zrobić? Odpuścić trudniejsze elementy, dopracowywanie całych ćwiczeń i wrócić do samiuśkiego początku, muszę zacząć pracować z Sonią tak jak pracuje się ze szczeniakiem.

Po pierwsze kontakt wzrokowy. Soń od zawsze patrzy mi się na ręce, bo są źródłem smaków. Trzeba to zmienić, musi patrzeć na moją twarz i wiedzieć, że nagrody pochodzą ode mnie.
Po drugie różne formy nagrody - żarcie (z nim jest lepiej, odrobiłyśmy ćwiczenia z semi, jednak nadal nie ma karmienia do miski, całą porcję podaję z ręki, albo podczas treningu), zabawa, nagroda socjalna (ważna, bo tylko to mamy na zawodach) i przechodzenie pomiędzy różnymi formami nagrody. Z tym jest duży problem, bo jak już nakręcę Dzidzię na zabawkę to kiedy zaproponuję jej smakołyk, zabawka już jej nie obchodzi, jest tylko jedzenie. Trafiłam na sposób, żeby używać bardzo atrakcyjnej zabawki (u nas to futrzasty szarpak) i mało interesujących smaków, np. suchej karmy, i nie ustępować psu który nastawi się na jeden sposób nagrody tylko energicznie namawiać go do drugiego aż w końcu się przekona. Muszę też zaopatrzyć się w nowe ciekawe zabawki (łi! pretekst do zakupów :D, ale to zaczeka, bo kasy mało a planów dużo, trafiłam na świetną ofertę sprzedaży mojego wymarzonego obiektywu i czekam na koniec licytacji) i mieć po dwie takie same, żeby je wymieniać podczas zabawy.
Po trzecie samokontrola. Bałam się jej wcześniej, bo nie chciałam zgasić motywacji, ale nie można przechodzić w skrajność. Będziemy robić przede wszystkim elementy kontroli w życiu codziennym. Dla Soni to będzie wskakiwanie do samochodu, ona zawsze bardzo się ekscytuje kiedy gdzieś jedziemy i jak tylko zobaczy otwarte drzwi samochodu to już jest w środku. To samo będziemy powtarzać przy wychodzeniu z domu na spacer i wychodzeniu z klatki, żeby nie wybiegała od razu tylko czekała na zwolnienie. Poza tymi codziennymi ćwiczeniami zrobimy jeszcze utrzymywanie pozycji, żebym nie nagradzała jej ciągle za sam ruch.
Po czwarte rezygnacja z atrakcji i odłożona nagroda - ale to trochę później.
Po piąte jak najwięcej wyjazdów i treningów w różnych miejscach.
Czeka mnie też praca nad sobą. Muszę być bardziej wyluzowana, nie spinać się, nie nakładać presji, tylko cieszyć się i energicznie nagradzać. W końcu cały sport ma być zabawą i dawać obu stronom radość. Poza tym mam kontrolować się i wysyłać jasne sygnały.
Oprócz tych czysto podstawowych elementów, jeszcze zaznaczanie pozycji przy nodze, poprawienie dostawiania, naprawianie 'zostań' które zepsuło nam się odkąd zaczęłam przykładać się do motywacji i szybkości i w wolnych chwilach trzymanie różnych przedmiotów, a w tym koziołka.
Plan bardzo podobny jak był wcześniej, ale bardziej uściślony i będzie konsekwentniej realizowany.

Teraz tylko nie odpuszczać, nie rezygnować z tych postanowień i nie zawalić tego samego w szkoleniu Kermita ;). Trzymam za siebie kciuki :D.

ok, wiem że zdjęcie nie na temat, ale nie chciałam dodawać notki bez fotki ;)

Komentarze

  1. Haa, my również wróciliśmy się z Barko do poziomu szczeniaka :D Obecnie, po poprawieniu motywacji i samokontroli wzięliśmy się za utrzymanie napięcia, by na moje jedno, kluczowe słowo Barkasowi gałki oczne z oczodołów wychodziły :D Powodzenia życzę, informuj na bieżąco jak wam idzie ;)

    OdpowiedzUsuń
  2. Ja też zrobiłam ten błąd, że zaczęłam od ćwiczeń nie mając podstaw ale na szczęście szybko trafiliśmy na treningi obi,gdzie od początku przepracowaliśmy wszystkie fundamenty. Wtedy zobaczyłam,jak bardzo jest to ważne i momentalnie zachowanie psa w innych dziedzinach zaczęło się zmieniać na lepsze. Dzięki temu możemy teraz iść do przodu i skupiać się na poszczególnych elementach.
    Trzymam kciuki żeby u Was wszystko się udało i poszło zgodnie z planem bo systematyczność jest najważniejsza :).
    Pozdrawiam!

    OdpowiedzUsuń
  3. Czytając ten post miałam wrażenie ,że jest to napisane o mnie . Mamy dokładnie te same problemy i braki u samych podstaw . Czeka nas wiele pracy , no ale błędy są po to by je naprawiać ! Trzymamy za Was kciuki , powodzenia !

    Pozdrawiam

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Właśnie - dzięki naprawianiu błędów stajemy się jeszcze lepszymi przewodnikami :). Myślę sobie, że jeśli kiedyś zdecyduję się jednak na rasowego, sportowego szczeniaka (nie wykluczam, ani nie potwierdzam, ale jeśli już to dopiero jak będę dorosła) to jego wychowanie to będzie pestka po tym co przepracuję z moimi obecnymi psami.

      Usuń
  4. Osobiście z Tytusem trenowaliśmy obi dla zabicia czasu, teraz to podstawa do pracy. Po prostu zakochałam się w tym sporcie, ale właśnie sobie uświadomiłam, że podstaw sie nie zna! :P
    Tak więc, zaczynamy, tak jak ktoś wyżej napisał, od szczeniaka i coraz wyżej stawiamy poprzeczkę. Życzy wam jak najwięcej sukcesów!

    OdpowiedzUsuń
  5. Jeśli chodzi o fundament pracy to u nas też z tym problem :/ po obejrzeniu filmiku mam kolejną motywację, żeby ćwiczyć z Kentucky'm :D mam podobnie jak ty z tą motywacją :P Kentucky ma tak samo jak Sonia jeśli chodzi o kontakt wzrokowy, on tylko patrzy się w moją rękę, żeby dostać smaka no i gdy nie mam smakołyka to wtedy powoli wykonuje komendy. Podsumowując mamy te same problemy co wy. Trzymam za Was kciuki no i życzę samych sukcesów! ;)

    OdpowiedzUsuń
  6. Mam dokładnie taki sam problem we frisbee. Tajga zrozumiała, że frisbee to dysk, a nie talerz, po kilku latach mojej pracy nad tym. Byłam z tego powodu tak zadowolona, że od razu zaczęłam jej rzucać, od razu robiłyśmy trudne elementy. Overy, itd miałyśmy przećwiczone na piłce, więc natychmiast je robiłam. W tym wszystkim zapomniałam o motywacji, a teraz muszę to naprawić, bo bez niej dalej nie dojdziemy.
    Życzę wytrwałości w ćwiczeniu fundamentów! :D

    OdpowiedzUsuń
  7. Życzę wam żeby te posranowienia nie były słowami rzuconymi na wiatr. Sama muszę popracować nad sobą, bo najczęściej ja robię większe halo niż pies :/.

    H&F

    OdpowiedzUsuń
  8. Ech ta motywacja, najgorzej gdy jej nie ma ;/
    Ja również dostałam zastrzyk motywacji, za sprawą pewnego posta.
    Kiedyś też np. oglądałam filmiki innych psów i to mnie motywowało.
    Pozdrawiamy.

    OdpowiedzUsuń
  9. Fundament pracy, jak sama nazwa wskazuje, jest absolutną postawą przy późniejszej pracy z psem. Zaufanie i wiedza jak poprowadzić zwierzę z pewnością da Ci oczekiwany rezultat. Obedience jest trudną dyscypliną. Wymaga całkowitego skupienia psa, perfekcyjnego rozumienia przez przewodnika potrzeb i zachowań psa, a także ogromnej dawki cierpliwości. To wszystko, razem, sprawia, że nic Was nie zniszczy ;)
    Każdy w swojej pracy z psem ma momenty załamania, "o matko, dlaczego mi nie wychodzi tak jak komuś tam". Ale wszystko co możemy osiągnąć poprzez tego wypracowanie u psa jest tylko i wyłącznie w nas. Filmik o fundamentach pracy - fenomenalny, genialny, och, ach. Z całego serca życzymy Wam tego samego <3 :]
    Pozdrawiamy Nina & Vivat

    OdpowiedzUsuń

Prześlij komentarz