Pozytywnie, nawet bardzo!

Zacznijmy od najlepszego...



Ostatnio uświadomiłam sobie na jak genialnego psa trafiłam. Nie chodzi tylko o te złapane na ostatnim treningu backhandy i jego świetną technikę skoku (której go nie uczyłam :D), tylko o całokształt, o to jaki jest piekielnie inteligentny, jak szybko się uczy, jak łatwo go wyprowadzić z problemu gdy tylko znajdzie się odpowiednią metodę (łatwo go też wprowadzić w problem, jeśli nieświadomie używa się dobrej metody wywoływania takiego problemu), jaki jest zmotywowany do pracy gdy się go dobrze poprowadzi, jak kocha zabawki... Ale o tym nie będę się rozpisywać, chce sobie te wyrazy uwielbienia do Kermita zostawić na naszą rocznicę. Tak, już  niedługo minie rok :).

Od jakiegoś czasu o wiele lepiej się dogadujemy, chociaż nadal zdarzają mu się chwile odmóżdżenia gdy poczuje jakiś zapaszek albo zobaczy jakieś zwierze, ale to mu wybaczam, będziemy pracować nad tym potem. Na spacerach nadal używamy linki i na razie nie zamierzam jej eliminować. Nie chcę ryzykować ponownego gonienia saren i nażerania się śmieciami w krzakach podczas gdy ja wołam i denerwuję się, bo nie wiem gdzie zniknął mój pies. Chcę mu wypracować ekstra przywołanie, a potem się weźmiemy za rezygnację z atrakcji, liczę na to że zdołam go odwoływać od zapaszków i znalezionych na spacerach "pyszności", będzie to trudne, ale myślę że się uda :).

Znalazłam skuteczne rozwiązanie naszego problemu agresji do psów. Dzięki Oli od Emeta, która opisywała podobny problem na swoim blogu, oświeciło mnie skąd u Kerego się to wzięło. Wcześniej to była dla mnie zagadka, dlaczego w schronisku mieszkał z psami, jak tylko do mnie trafił uwielbiał inne psy i bardzo ekscytował się na ich widok, a teraz się na nie rzuca. Wiedziałam że to nie jest agresja lękowa, wątpiłam w to że po prostu chce pożreć każdego napotkanego psa. Teraz już wiem - najpierw się ekscytował, potem to się nasilało, nie radził sobie z emocjami, a w końcu wyszła z tego agresja. Postanowiłam trochę zmodyfikować metodę opisaną przez Olę. Nie "palę" Kermitowej miski zupełnie. Po pierwsze dlatego, że nie codziennie spacerujemy obok psów, czasem wychodzimy po prostu pobiegać na polach za moim domem. Po drugie, przy Kermicie wystarczy, że połowę dziennej porcji dostaje na treningu, a drugą część dostaje wieczorem do miski. Samo to przynosi już wystarczające efekty, bo Kermit wystarczająco się motywuje do zdobywania jedzenia przez kontakt ze mną, a nie ma on nadwagi więc nie muszę go przy okazji odchudzać. Dodatkowo pracuję nad moim nastawieniem, co jest dla mnie bardzo trudne. Zawsze gdy przechodzimy obok psów jestem zdenerwowana, boję się że Kermit się rzuci i przez to od razu tracę kontrolę nad sytuacją. Teraz zaczęłam sobie wcześniej wyobrażać jak przechodzimy obok podwórka, gdzie za płotem biega pies, a Kermit idzie spokojnie. Dodatkowo włączam sobie jakąś przyjemną muzyczkę i staram się kontrolować swoją mowę ciała, oddech, być pewną siebie. Wszystko to połączone z nagradzaniem Kermita za kontakt wzrokowy podczas mijania psa, daje efekty! Po kilku takich treningach Kermit rzuca się o wiele rzadziej, zazwyczaj piszczy, trzęsie się (cofa się proces ekscytacja-agresja, wróciliśmy do ekscytacji), po czym ogląda się na mnie. Zdarzają nam się chwile słabości kiedy już Kermit wybucha, ale o wiele łatwiej mi go z tego szaleństwa wyciągnąć. Wystarczy moje jedno zdecydowane "ej!" i już się ogarnia :).

Druga sprawa...


Takie postępy poczyniłyśmy od treningu w Lublinie. No jestem z Dzidzi dumna! Półtora roku męczenia się z aportem i wreszcie jakiś krok naprzód!

Bawiłyśmy się ostatnio z Sonią w sztuczki. Nie wiem czy wspominałam o wskakiwaniu na stopy. Zrobione! Sonia wskakuje na moje stopy z ziemi, gdy leżę na plecach :). Wieczorami w domu wyklikałam jej "gadanie" (wydawanie dziwnych dźwięków, planowałam to od dawna) i "tuptanie". Tup tup miało wyglądać tak, jak robiła to Zoe (filmik), ale Sonia miała na to inny pomysł, więc już przystałam przy jej propozycji i wygląda to teraz tak:


Zaczęłyśmy naukę od metody 'do as i do' czyli naśladownictwa. Po przeczytaniu postu na blogu Janki, bardzo chciałam tego spróbować. Po jakimś czasie Sonia załapała że trzeba ruszać łapkami, dalej już jej kształtowałam i w końcu zaczęła robić takie dziwne podskoki. Niej już jej będzie, nie chce mi się tego odkręcać, tłumaczyć jej mojej wersji i frustrować się bo ona tego nie rozumie. Zostaniemy przy naszej wersji tuptania :D. 

Zwalniamy teraz trochę tryb naszego życia. Mniej spacerujemy, rzadziej biegamy, więcej siedzimy w domu. Mam ostatnio dużo zajęć, późno wracam ze szkoły, szybko robi się ciemno. Ale to nic, wszystkim nam należy się trochę odpoczynku, ten rok był dla nas aktywny. 
A niedługo święta, już się tak cieszę :D. 

Komentarze

  1. Zdolniachy z Twoich psów, ale przewodnika też mają zdolnego :-).
    Również muszę nad agresją mojego popracować, bo na spacerach o ile jakiś inny pies na niego nie zwraca uwagi, to jeszcze da się przejść z lekkim popiskiwaniem, ale jak tylko trafimy na jakiegoś szczekacza, to już jest nieciekawie.

    OdpowiedzUsuń
  2. Fajnie Wam idzie z tym aportem, swoją drogą ładny macie koziołek ;)

    hahaha przecież Wasze tuptanie też jest super ;)

    OdpowiedzUsuń
  3. Gratuluję postępów :) Kermitowi super wyszło łapanie dysku *______* A Soni świetnie wychodzą te sztuczki/komendy <3 Bardzo fajnie :D Filmiki oglądałam z wielka przyjemnością ;)
    Sonia robi przeuroczo "tupanie" <3

    Serdecznie pozdrawiamy ~Ola i Noris
    http://z-rudzielcem-przez-zycie.blogspot.com/

    OdpowiedzUsuń
  4. Zazdroszczę Wam tego aportu, my teraz zaczynamy od początku, bo poprzednia metoda w ogóle się nie sprawdziła i jak na razie jest całkiem dobrze :) Zobaczymy co z tego wyjdzie. Gratuluje postępów, wiem jak one cieszą i motywują, więc życzę ich jak najwięcej :D

    OdpowiedzUsuń
  5. Gratyluję postępów, a wasze tupanie jest po prostu genijalne *-*. My też mamy problem z agresją ale walczymy i widać efekty ale jeszcze dużo pracy przed nami.

    OdpowiedzUsuń
  6. Gratuluję tak ogromnych postępów. Widać, że ćwiczycie dużo, mimo roku szkolnego. Widać, że po tych treningach w Lublinie się wam dużo rozjaśniło ;).
    Nam teraz też spadła aktywność, ale czekam 3 tygodnie na świąteczną przerwę! Wtedy pokażmy na co as stać!

    H&F

    OdpowiedzUsuń
  7. Gratuluję postępów. My ostatnio po wzięciu się do roboty też mamy swoje małe sukcesy, ale jeszcze i tak dużo pracy przed nami... :)

    Pozdrawiamy. :)

    OdpowiedzUsuń
  8. Nie do wiary że już tuż, tuż stuknie rocznica od kąt Kermit trafił do Ciebie - wydawałoby się jak gdybyś "wczoraj" pisała post o tym jak do Ciebie trafił. :) Czas leci.. Gratuluję postępów, masz wielki powód do dumy z takich psów.

    OdpowiedzUsuń
  9. Odniosę się do fragmentu ekscytacji na widok psów, która przeradza się w agresję, bo mieliśmy taki problem z Rio. Początkowo walczyliśmy z tym właśnie w taki sposób w jaki Ty - kontaktem wzrokowym. Jednak po czasie zdałam sobie sprawę z tego, że on owszem nie wybucha, ale za to wchodzi w tryb pracy, w dodatku na dużym pobudzeniu. Teraz używam tej metody tylko, kiedy nie jestem w stanie utrzymać odpowiedniej odległości od negatywnie nastawionych psów. Za to najlepiej sprawdziła nam się praca ze stopniowym zmniejszaniem dystansu i nagradzaniem za spokój.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Ja również ćwiczę skupianie, jednak najbardziej wartościową sytuacją jest dla mnie ta, kiedy to mój pies sam decyduje żeby zignorować zaczepki innych psów lub potraktować je jako tło. Jest to dużo trudniejsze i zajmuje więcej czasu, ale zależy mi, żeby Janka sama zrozumiała, że to bez sensu panikować na widok piesków ;)

      Usuń
  10. Uwielbiam czytać takie posty, radość jaka bije z Twoich słów napędza do pracy! Masz genialne psy, ale gdyby nie Twoje samozaparcie, to wiesz jakby się to skończyło ;)

    OdpowiedzUsuń
  11. Bardzo pozytywny post i motywujący do pracy!
    Świetnie Sonia radzi sobie z koziołkiem. Ja niestety długo nie ćwiczyłam z Texasem aportu formalnego i odnowił się problem z trzymaniem koziołka.
    Z poprzednim psem pracowałam nad właśnie taką ekscytacją przeradzającą się w agresję do psów, głównie tych za płotem. Pies wpadał w amok i nie byłam w stanie nic zrobić, gdy dochodziliśmy do pewnej odległości, więc użyłam awersji. Później już właśnie praca nad ignorowaniem szczekaczy i skupieniem na mnie na smaczki. Udało się poza jednym, konkretnym psem ;)

    OdpowiedzUsuń
  12. O tak, ja też uświadomiłam sobie,jak bardzo inteligentnego mam psa a przy tym trudnego. Pomyśl sobie, jak te psy dużo nas nauczą :).
    Na pewno w końcu dojdziecie do pełnego porozumienia. Ja idąc tą metodą wypracowałam już automatyczną reakcję pies=kontakt, nawet gdy inny pies go zaczepia. Jednak nadal nie mam odwagi puścić go przy psach, żeby sprawdzić odwołanie bez smyczy. W przyszłym tygodniu wybieramy się na grupowy trening, to chociaż zobaczę czy przy znajomych też będzie potrafił się na mnie skupić. Zauważyłam, że jeśli skubaniec dostanie więcej jedzenia to już tak się nie stara :P.
    Też teraz ćwiczymy sobie coś z aportem, z tym że ja robię wszystko na samokontroli. Mamy problem z podgryzaniem, więc chyba muszę cofnąć się i nagradzać za krótkie chwile trzymania.
    Życzę Wam powodzenia, będzie tylko lepiej! :)

    OdpowiedzUsuń
  13. Obserwuję wasz rozwój na fb i jestem naprawdę wami zachwycona :D Tyle pracy, tyle pasji, tyle sukcesów, nawet takich małych, które was cieszą :) Metoda Do as I Do... byłam nią kiedyś zachwycona, ale jakoś potem od niej odeszłam. Mimo że Zula od razu załapała o co chodzi, choć ja trochę zmieniłam metodę. Wiedziałam, ze dla Zuli najważniejsze jest jedzenie. W takim razie jeśli Zula będzie widziała, że robiąc coś (np. obiegając drzewo) zaczynam coś jeść, to znaczy że ona też będzie coś jadła :D

    Pomysł był genialny, bo Zula naprawdę od razu zaczaiła o co chodzi :) Może kiedyś do tego wrócimy...

    OdpowiedzUsuń

Prześlij komentarz