Przejdź do głównej zawartości

Recenzje: szelki Wild Craft


W sierpniu Sonia otrzymała od Wild Craft nowe szeleczki z misją przetestowania ich. Ona testowała, ja spisywałam wnioski, co z tego wyszło - zapraszamy na recenzję :).


Wild Craft... cóż to za firma? Mało znana, ja dowiedziałam się o niej przy okazji jakiegoś konkursu.
Szyją obroże, szelki i smycze z bawełnianych tkanin, tasiemek z wzorkami, podszywają je neoprenem, siateczką, mięciutkim polarkiem. Ogólnie wszystko fajnie, sami komponujemy wygląd naszych akcesoriów.

Wybór wzorków jest trochę okrojony, przyzwyczaiłam się do dużego wyboru w innych firmach. Tutaj mamy tylko kilka tasiemek i trochę tkanin.
wzornik: tasiemki 1, tasiemki 2, tkaniny taśmy nośnepolarkineopren.



Do testowania otrzymaliśmy norweskie szeleczki z podszyciem neoprenowym. A może raczej 'obszyciem', bo całe szelki, nie tylko od spodu, są nim obszyte. Pierwszy raz spotykam się z takim rozwiązaniem. Wygląda to fajnie, ale wadą jest to, że całe szelki bardzo szybko się brudzą. Za to nie ma problemów z wyczyszczeniem, w naszym wypadku wystarczyło je namoczyć i przetrzeć gąbką z proszkiem do prania, dobrym rozwiązaniem będzie też wrzucenie ichszelek z innymi rzeczami do pralki. Co do samego neoprenu - jest od bardzo cienki. Miałam już do czynienia z neoprenem w akcesoriach Hurtty, Gadżeciaków, pianką neoprenową Kudłatego Art'a i tym neoprenem Wild Craft'a. Jaki wniosek? Hurtta ma najgrubszy neopren, a ten w akcesoriach Wild Craft jest podobny do pianki Kudłatego, może nawet cieńszy, a na pewno mniej miękki i puszysty, ale to może wynikać ze sposobu szycia i naciągania materiału. Ale nie wiem czy to dobrze czy źle... tak jest i już.

To co zwróciło moją uwagę i niestety nie zadziałało na mnie pozytywnie, to fakt że szelki są niedokładnie uszyte, szwy w niektórych miejscach są nierówne.


I niestety już po kilku spacerach zaczęły się pruć i w kilku miejscach powychodziły z nich nitki. A zaznaczam że szelki testowała Sonia - delikatna królewna, która nie ciągnie na smyczy i nie przedziera się jak szalona przez krzaki. Ona w tych szelkach tylko chodziła, biegała, dużo luzem, trochę na smyczy. Coś z tymi szwami jest nie tak, są źle zabezpieczone, albo nici są za słabe.


Spodobał mi się za to zatrzask. Jest taki fajny, lekki, niezbyt masywny, ale wytrzymały (przynajmniej u nas nic mu się nie dzieje, nie wiem jak byłoby w obroży u silnego psa który miewa zrywy).


A jak z dopasowaniem? Jest o wiele lepiej niż w naszych pierwszych norwegach, które miały za długi pasek piersiowy, a gdy So schudła to już praktycznie do niczego się nie nadawały i musiałam je sprzedać. Te się nie obracają, trzymają się na miejscu, wszystko jest odpowiedniej długości. Mam zastrzeżenia tylko do tego na jakiej wysokości znajduje się pasek piersiowy, ale tu mam pretensję tylko do siebie. Mierzenia psa do szelek nie jest moją mocną stroną.



Na plus jest cena. Takie szelki jak nasze kosztują 40 zł, ogólnie z cennika wynika że każde szelki norweskie o takiej szerokości taśmy będą kosztowały 40 zł. Znając ceny akcesoriów dla psów - to jest tanio!


Podsumowując:
+ szelki są ładne, lubimy rzeczy ładne :)
+ niska cena
+ łatwo je wyprać
+/- neopren jest cienki
- nie nadają się dla szalonych psów, które niszczą swoje akcesoria
- niedokładne szycia
- mały wybór wzorków
- łatwo się brudzą

Czy bym kupiła? Niestety nie. Wolę dołożyć kilka zł i kupić coś porządniejszego. Jestem zdania że oszczędny płaci dwa razy.
Ale Was zachęcam do wyrobienia sobie opinii samemu. Akcesoria Wild Craft możecie kupić za pośrednictwem ich fanpage - facebook.com/wildcraftobroze. Obsługa jest bardzo miła :).


Komentarze

  1. Pomysł wydaje sie ciekawy, ale troche mało praktyczny niestety. Myślę że mógłby sprawdzić się przy szelkach dla mikropiesków jak np. pinczerki. Dla mnie ważne są również detale, dlatego gdybym zobaczyła takie wykonanie szycia to by mnie krew zalała :P Za to cena bardzo fajna i zdecydowanie zachęcająca :)

    OdpowiedzUsuń
  2. Ach te zszycia, aż kują w oczy. Jestem jedną z tych osób, którym przeszkadzają małe pierdułki, czasem bardziej niż te duże. Aczkolwiek bardzo spodobały mi się kolory, chociaż wydaje mi się, że większość podobnych firm ma identyczne lub bardzo podobne.

    H&F

    OdpowiedzUsuń
  3. Generalnie szelki prezentują się okej, na pierwszy rzut oka stwierdziłabym że nie ma zastrzeżeń. Firmę kojarzę właśnie z facebookowych konkursów, kiedy to wszyscy znajomi mają hopla i non stop na tablicy ląduje post konkursowy. Nigdy rzeczy od nich nie miałam, ale po waszej recenzji mogę stwierdzić jedno; nie kupiłabym od nich nic. Głównym powodem są zszycia które prezentują się nie najlepiej i ... niebezpiecznie. Mam psa który w każdej chwili może targnąć/szarpnąć/pociągnąć i wtedy moja osoba nie jest totalną przeszkodą do biegu np. za kotem. W psich akcesoriach cenię sobie przede wszystkim wygląd i trwałość. Cena jest na 3 miejscu. 40zł jak na szelki to nie dużo, jednak dla mojego psa bym się na nie nie zdecydowała.
    Ogółem rzecz biorąc wyglądają świetnie :)

    OdpowiedzUsuń
  4. Podejrzewam, że pękające szwy to kwestia zbyt słabych nici. Co do zapięć są faktycznie bardzo fajne, identycznych używam w akcesoriach dla psów które szyje sama i nie miałam do tej pory awarii :). Nie jestem fanką aż tak wielowarstwowych szelek, im więcej warstw tym mniej estetycznie to wygląda (najczęściej: niedokładnie zszyte warstwy brzydko się fałdują). Jeśli chodzi o cenę to faktycznie nie jest wysoka.

    OdpowiedzUsuń
  5. Widziałam na żywo od znajomej obroże z tej firmy i gdy ją zobaczyłam to od razu się zawiodłam i wiem, że tam nic raczej nie zamówię. Wole wydać więcej pieniędzy na coś porządnego i wytrzymałego niż wydać taniej i po kilku spacerach po danej rzeczy ;)

    OdpowiedzUsuń
  6. Muszę przyznać, że w ogóle jestem sceptycznie nastawiona do produktów hand made - raz, że często się zdarza, że są źle/ nierówno/ niestarannie odszyte, a dwa, że w większości firm hand made czas oczekiwania na realizację zamówienia jest po prostu kosmiczny, mimo deklaracji o maksymalnie dwóch tygodniach. Zdecydowanie wolę dołożyć i kupić porządne szelki, z gwarancją i odpowiednio starannie wykonane - przypuszczam, że w przypadku Gambita skończy się na Ruffwearach.

    OdpowiedzUsuń
  7. Oooj, firma za tę niedokładność w moich oczach natychmiastowo straciła, przede wszystkim na profesjonalizmie. Takie niedociągnięcia (a na dodatek pękające szwy!) zdecydowanie moim zdaniem są niedopuszczalne. Uważam, że za dobry i solidny produkt warto płacić, niestety czegoś takiego bym nie kupiła ;)

    OdpowiedzUsuń
  8. pięknie wygląda, księżniczka :) szeleczki wyglądają ładnie ale u mnie by chyba nie dały rady przy psie parowozie :P

    OdpowiedzUsuń

Prześlij komentarz

Popularne posty z tego bloga

Jak cattle dog zmienił moje podejście do obedience

Wiecie co?  Cattle dog nie nadaje się do obedience. kropka.  Słuchałam to od ich właścicieli którzy z nimi trenują, czytałam teksty jak te do których linki wrzucam na końcu (wszystkim zainteresowanym rasą bardzo bardzo polecam). A mimo wszystko, wtedy kiedy bardzo mi zależało na tym sporcie, uparcie szukałam dla siebie szczeniaka acd. I wiecie co jeszcze? Kurde, zrobiłabym to jeszcze raz!

Bieganie z psami

Bieganie to od jakiegoś czasu jedna z moich ulubionych form spędzania czasu z psami. I jedna z moich ulubionych form spędzania czasu z sama sobą....

Piszę ten tekst w oparciu o moje własne doświadczenia. Nigdy nie biegałam wyczynowo, nie mam fachowej wiedzy w tym kierunku, dlatego nie traktujcie tego co piszę jak wypowiedzi eksperta w temacie. Startowałam w 3 dogtrekkingach, ostatnio 2 lata temu i na razie nie planuję żadnego. Sama startowałam w jednym miejskim biegu na 10 km i też nie mam parcia żeby zgłaszać się na kolejny, ale kiedyś na pewno jeszcze to zrobię, bo to było całkiem fajne. A piszę ten post żeby opowiedzieć Wam od czego u mnie się zaczęło, jak to się stało że tak mi się spodobało, jak to wygląda u mnie teraz. Może żeby trochę żeby Was zachęcić i dać Wam kilka rad, jak to robić żeby było bezpiecznie i miło.

Recenzje: karma Ontario

Nasze ostatnie testy dla tegorocznego Top for Dog'a. Otrzymaliśmy karmę Ontario w dwóch wersjach: Kermit testował Ontario Adult Large 7 Fish & Rice, Sonia natomiast Ontario Senior Mini Lamb & Rice. Paczka od Ontario była dla nas lekką niespodzianką. Firma sama dopasowała rodzaj karmy do moich psów. W przypadku Kermita trafili idealnie - duży pies z wrażliwym układem pokarmowym, w związku z tym nieuczulająca rybka. Dla Soni dostałam wersję Senior Mini - ja mojej Małej Czarnej jeszcze nie uważam za seniorkę, ale nie ma co się oszukiwać, według standardów wiekowych jest już na granicy ;).