"Łapa na szlaku" III Lubelski Dogtrekking


Czasem dajesz z siebie wszystko, już prawie wygrywasz i jeden głupi błąd przesądza o tym że tracisz tą szansę. Dogtrekkingi to nie tylko bieganie, ale też orientacja w terenie i czytanie mapy.
Trasa tego dogtrekkingu mnie przerosła, nie było łatwo połapać się z mapą, punktów orientacyjnych brak, zielone na mapie to las, a las jest wszędzie, w końcu jesteśmy w leśnym parku krajobrazowym. Wszystkie leśne drogi są do siebie podobne, zdarzają się tylko raz na jakiś czas oznaczone szlaki (a sami miejscowi leśniczy twierdzą że tym oznaczeniom nie zawsze można ufać).
Na szczęście jak emocje opadły to już tylko z tej sytuacji się śmieję ;). Helął! I tak było fajnie, liczy się w końcu zabawa, a nie tylko wynik!





Przyjechaliśmy na miejsce, bardzo fajna lokalizacja: las wszędzie, daleko od cywilizacji. Mieliśmy trochę spięć z innymi psami, jak to Kermit. Fajnie że organizatorzy pomyśleli o żółtych wstążeczkach dla psów które nie lubią innych czworonogów, były dla innych oznaką żeby się nie zbliżać. Jak już Kery był do ogarnięcia, to każde szczeknięcie czy warknięcie w jego kierunku powodowało że się uaktywniał. Podarł mi pazurami spodnie (dobrze że w takim miejscu, że mi nic nie było widać przez tą dziurę).

No ale dobra, idziemy na start, spięcie z czarnym zadziornym kundelkiem i lecimy... Wystartował z kopyta, w życiu mnie tak nie ciągną na żadnym treningu, ani na poprzednim dogtrekkingu. Ja tylko przebierałam nogami i pruliśmy do przodu.



Już przed pierwszym punktem kontrolnym wyleźliśmy nie tam gdzie trzeba. Poszliśmy za facetem z dwoma haszczakami i dwoma osobami które biegły z nim na przodzie. Okazało się że to nie był dobry wybór... Po przejściu około kilometra przez wysokie trawy doszliśmy do jakiegoś ogrodzenia. A cała reszta zawodników za nami :D. Trochę kręcenia się, prób obejścia płotu i padła decyzja o tym żeby po prostu zawrócić i dojść z powrotem do czerwonego szlaku.

Po pierwszym punkcie postanowiłam przyśpieszyć i powyprzedzać ludzi przede mną. Szło mi coraz lepiej, przy kolejnych punktach wyprzedzałam kolejnych, ze 20 osób które były przede mną zostało z tyłu. Lecieliśmy na fali, Kermit biegł jak nigdy, ja marszobiegłam, bo aż takiej kondycji nie mam żeby bez przerwy biec na takim dystansie.




Wszystko było fajnie, aż po piątym punkcie... Droga do mety wyglądała na prostą, nawet zamierzałam chować mapę i lecieć naprzód. Ta lekkomyślność to był błąd... Okazało się że na którymś z kolei rozwidleniu trzeba było zejść na boczną drogę. Byłabym druga na podium gdybym tam dobrze poszła...
Dołączyła do nas na tym odcinku Justyna (znajoma z wolontariatu w schronisku) z Vierą w typie rhodezjana (jej mąż z rhodezjanką Moną pobiegł razem z wspomnianym facetem od haszczaków, chciał dobiec na podium i dobiegł, ale zrobił 33 km w kategorii 16 ;)), jej znajoma z małą suczką Kropką jakieś dwie dziewczyny z borderkiem i drugim niedużym psiaczkiem które poszły za nami, pani która biegła z mężem jako osoba towarzysząca (mąż ją zostawił bez telefonu, mapy, plecaka i pobiegł na metę, ona miała dojść, w końcu to miała być prosta droga), chłopak który biegł z tatą jako jego osoba towarzysząca, w końcu jego tata z suczką owczarką. Przeszliśmy daleeeko, nie mieliśmy pojęcia gdzie jesteśmy, nikt z nas nie miał wody, nie było zasięgu GPSa, myśleliśmy żeby zadzwonić na nr alarmowy do organizatorów, ale i tak nie potrafiliśmy wytłumaczyć gdzie jesteśmy. W lesie? Kręciliśmy się z pół godziny - godzinę? Przejeżdżali koło nas panowie leśniczy i zaproponowali że nas po prostu podwiozą na metę, bo jesteśmy strasznie daleko.

to miała być trasa 16 km
Najbardziej jestem wściekła, bo byłabym druga, gdyby nie ten głupi błąd... A tak nawet nie dotarłam na metę o własnych siłach.
Tego dogtrekkingu nie zapomnę nigdy :). Dzisiaj nadal ledwo chodzę, boli mnie wszystko... ale paradoksalnie, nie mogę się doczekać kolejnych zawodów, chcę w końcu pokazać na co nas stać! A wierzę w to że stać nas na wiele, jak tylko się postaramy.


Kermitek na trasie był niesamowity! Cały czas motywował mnie do szybszego biegu, jak już cała nasza grupa 8 dogtrekkingowych rozbitków miała dość, Kery z innymi psiakami się tarzał, albo prosił mnie o głaskanie po brzuszku. A po powrocie na metę, przejściu 27 km, on miał dalej aktywne rakietki w łapach ;).


Do domu wróciliśmy padnięci, z dyplomem za udział i parasolką wylosowaną w losowaniu nagród. 
Ja chcę jeszcze jedną szansę! Obiecuję że się poprawię ;). 



Komentarze

  1. Patrząc z drugiej strony, jesteś teraz znacznie bogatsza w dogtrekkingowe doświadczenia :) a to z kolei z pewnością pomoże Ci następnym razem!

    OdpowiedzUsuń
  2. Może i nie zajęłaś miejsca na podium, ale chociaż spędziłaś miło czas ze swoim psem i przeżyłaś jakąś przygodę. Zawsze są dwie strony medalu! ;)

    OdpowiedzUsuń
  3. Przygoda niezapomniana i to liczy się najbardziej! A szansę na pewno jeszcze będziecie mieć, świetny z Was zespół i cały czas liczę na to że kiedyś spotkamy się na trasie :).

    OdpowiedzUsuń
  4. Super! :D Mam nadzieję, że kiedyś też uda mi się wystartować w tym sporcie. Chociaż kondycji kompletnie nie mam, więc to byłby raczej zwykły "spacerek" :)

    OdpowiedzUsuń
  5. A niech to, a tyle brakowało. Przynajmniej przeżyliście przygodę, no i dobrze, że sami się nie zgubiliście, tylko w towarzystwie ;) A ja właśnie zrozumiałam dlaczego dogtrekking to nie sport dla mnie -orientacja w terenie, o zgrozo. Jak ja nawet w swoim mieście potrafię się zgubić. Liczę, że z kolejnego dogtrekkingu to już wrócisz z podium ;) Pozdrawiam!

    OdpowiedzUsuń
  6. Niestety, tak to jest z dogtrekkingiem, że często o wszystkim przesądza nie kondycja zespołu i jego przygotowanie fizyczne, ale umiejętność nawigowania w terenie, czytania mapy i posługiwania się kompasem. Dlatego ja nawet nie marzę o tym, żeby bawić się w to samodzielnie - tylko kategoria rodzinna, żebym w razie zgubienia się mogła mieć pretensje do P., a nie do siebie. :D
    Poza tym, teraz jesteś mądrzejsza o kolejne doświadczenia i na pewno następnym razem będzie lepiej. :)

    OdpowiedzUsuń
  7. Na trasie szło wam świetnie. Byłam pewna, że będziecie mieli miejsce na podium, dlatego byłam dość zdziwiona gdy po przyjściu na metę was nie znalazłam. Ja szłam razem z moją mamą i po 4 punkcie zostałyśmyb same, doszłyśmy do punktu 5 i potem było już ciężko, patrzyłyśmy się tylko czy szły tędy psy, bo przed nami nie było nikogo, za nami także. Nie pozostało nam nic innego jak zaufać mapie, no i się udało doszłyśmy z dobrej strony i się nie zgubiłyśmy (sukces)! :D W następnym roku spróbujemy powalczyć o podium, w końcu już pierwszy raz za nami :).

    H&F

    OdpowiedzUsuń
  8. Niestety to nie sport dla nas :( I tak Was podziwiamy!!! Moja orientacja w terenie jest fatalna, a rottki to raczej krótkodystansowce.

    Pozdrawiamy,
    www.dogside.pl

    OdpowiedzUsuń
  9. O kurcze , no czasami tak bywa. Ale i tak gratulacje! Następnym razem tak jak piszesz pokażecie na co Was stać! :D Trzymamy kciuki :)

    OdpowiedzUsuń
  10. Niezła przygoda wam się przytrafiła :D. Gratulacje kondycji, nie wiem czy potrafiłabym tyle biec, u mnie jedynie marszobieg by się sprawdził, bo z natury szybko chodzę ;).

    OdpowiedzUsuń
  11. Ej, zyskałaś najcenniejsze doświadczenie, a nie ma nic lepszego własnie od doświadczenia!
    Głowa do góry i szykuj się na następny trekking :)

    OdpowiedzUsuń
  12. Piękna przygoda. Może trochę żal podium, ale ej! Nie o to chodzi! Zresztą, nikt nie mówił, że będzie łatwo :)

    OdpowiedzUsuń
  13. Mimo wszystko to na pewno była świetna zabawa :D Następnym razem będzie tylko lepiej :)
    My też w końcu chcemy na jakiś dogtrekking :D

    OdpowiedzUsuń
  14. Łoo :D Gratuluję wytrwałości! :)
    bibiblogdog.blogspot.com

    OdpowiedzUsuń
  15. Każdy uczy się na własnych błędach! Sama marzę o starciu w DogTrekkingu, nie o podium ale o samej zabawie, dobrej atmosferze. Jednak właśnie przeraża mnie fakt mapy, gdyż z orientacją w terenie może być u mnie ciężko. Nasze spacery są ok. 15-20km ale to zazwyczaj chodzę bez żadnego planu. Mam nadzieję że kiedyś tam się nam uda zadebiutować. Następnym razem się wam uda! :)
    Pozdrawiamy Biscuit Life

    OdpowiedzUsuń
  16. Kurczę, ja Ci zazdroszczę, że odważyłaś się ruszyć sama z mapą :) Ja bym się zgubiłam po dwóch kilometrach :P

    OdpowiedzUsuń
  17. Super z Was team, następnym razem będzie jeszcze lepiej! Gratulacje :D

    OdpowiedzUsuń

Prześlij komentarz