Motywacja zabawkowa cz. 1

... czyli jak nauczyłam Czarną Księżniczkę bawić się
Zabawki, piłeczki, szarpaczki, frisbee, przecież wszystkie psy je uwielbiają, każdy potrafi się bawić. I teraz właśnie odezwie się grono osób których psy tego nie lubią, nie szaleją na punkcie zabawek, ignorują rzucaną przez pańcię piłeczkę i wolą powąchać trawę niż szarpać się szarpakiem. Każdy pies potrafi się bawić, bo to opiera się na naturalnym instynkcie polowania, popędzie łupu siedzącym w każdym psie... tylko że u niektórych trzeba te popędy obudzić.


Udało mi się zmienić Sonunię, która olewała mnie z moimi piłeczkami, wolała jeść albo węszyć, w dziką Sonunię której oczy świecą się na widok zabawki, potrafi szarpać się jak szalona wydra i zawisać na szarpaku jak pies flyballowy a prawie jak mały bull.
Jak to zrobiłam? Jakie były początki? Zapraszam do poczytania o naszej drodze, bo trochę się naprodukowałam.


Cofnijmy się w czasie żeby wiedzieć na czym stałyśmy.
Zacznijmy od lat szczenięcych z których mało pamiętam... To było ponad 6 lat temu. Mała Sonia lubiła swoją piszczącą piłeczkę i chętnie biegała za nią po domu, robiąc duże susy wskakując z nią na kanapę. Koniec wspomnienia.
Przenieśmy się do czasów gdy miałam około dwuletnią suczkę. W miarę świeżą bo wcześniej nic nie ćwiczyła poza 'siad', 'waruj' i 'daj łapę'. Miałam 12 lat. Uplotłam jej szarpaka ze starych szalików i poszliśmy na dwór się pobawić. Sonia szarpaczkiem była zachwycona, przeciągała się nim i chętnie za nim biegała. Pamiętam też jak wieczorami rzucałam jej na podwórku patyki i gumową kość która kiedyś piszczała. Nie pamiętam dobrze szczegółów, nie wiem czy na spacerach poza podwórkiem też umiała się skupić na zabawie.
Rok później... Zakochałam się w dogfrisbee i postanowiłam że też chcę to robić z moim psem. Kupiłam gumowy dysk i rzucałam Soni przed domem rollery, bawiła się. Ganiała też za piłkami i szarpała się sznurkowym ringo. Borykałam się z problemami z aportem. Sonia nie oddawała zabawek, próbowałam to wyegzekwować skarmianiem smakołykami i dużo czasu poświęcałam na ćwiczenie tego.

No to co ja gadam? Że mój pies nie lubił zabawek?
Mój pies lubił, ale przeze mnie wszystko się posypało.
Bawiłam się z nią codziennie, tymi samymi zabawkami, po kilkanaście minut rzucania. Ciągle w tym samym miejscu. Sonia interesowała się zabawkami, ale tylko na swoim podwórku, na spacerach były ciekawsze sprawy. Dużo ćwiczyłam naukę aportu przez co zaczęłam psicę coraz bardziej nudzić. Jak sobie przypomnę jakie długie sesje potrafiłam robić - koszmar.
Jakbym z obecną wiedzą dostała tamtą młodą, świeżą suczkę, sprawy potoczyłyby się zupełnie inaczej... ale gdybym nie narobiła błędów, nie miałabym tej wiedzy którą mam.

2012-2013
pies który się bawił, ale na podwórku, potem pies który się bawił ale tylko w domu i pies który się bawił za smaczki

Po kilku miesiącach miałam Sonię która już się praktycznie nie bawiła. No może od wielkiego święta. Jedynie pluszaki i czasem jakieś inne piłeczki w domu były ciekawe, na dworze nie było mowy o zainteresowaniu jej zabawą. Ja nadal z ambicjami frisbowca przechodziłam różne załamania, wkurzałam się, rezygnowałam po czym nachodziły mnie nowe chęci. W końcu zaczęłam bawić się z So za smaki, szczególnie przy firsbee ją nagradzałam jedzeniem za złapanie (2013), podobnie przy piłeczkach. Trochę już rezygnowałam z tego że nauczę ją fajnie się bawić i pracować na łup.

2014 semi z Magdą Łęczycką, podczas wykładu usłyszałam: "tyle ludzi narzeka na swoje psy, że ich pies nie się nie skupia, że nie chce się bawić... to zrób coś z tym! 99% psów można nauczyć zabawy!" i pomyślałam: "o nie, moja Dzidzia nie będzie w tym 1%!". Na tym seminarium też dużo się zmieniło w moim podejściu do pracy z psem i do obedience. Zostałam oświecona w temacie pracy nad podstawami podstaw, dostałam rady spalenia miski i pracy nad motywacją na jedzenie. Postanowiłam też przerobić pracę na łup.
Kupiłam ciekawe futerka na amortyzatorach podpatrzone u Magdy, zaczęłam wdrażać wszystkie rady i wałkowałam podstawy, w tym też motywację zabawową.
Na początku wakacji zapisałam się na seminarium "Motywacja we frisbee i agility z Paulą Gumińską". No coś dla nas! Ale w mojej głowie krążyły wątpliwości: ja chcę jechać na takie seminarium z psem który ledwo co chce spojrzeć na zabawkę? (nigdy tak nie myślcie! seminaria są dla was, nie macie się popisywać przed publicznością tylko się uczyć i problemy na seminariach są jak najbardziej wskazane, w końcu macie się dowiedzieć jak je rozwiązywać) Semi było pod koniec września. Postanowiłam sobie że przez lato nauczę Psicę szarpać się zabawką na spacerach, żebym mogła chociaż spróbować pobawić się z nią na seminarium. I ten dzień (27.9.2014) trzeba zapamiętać! Sonia się bawi!

wrześniowe semi 2014
To semi mi dało kolejną masę wiedzy i znów poczułam się oświecona. Niesamowite ile błędów robiłam! Ile błędów robi mnóstwo ludzi bawiąc się z psem i nawet nie ma o tym pojęcia! Ile wiedzy można przekazać o samej zabawie.
Od tego czasu robiliśmy coraz większe kroki naprzód. Sonia się szarpała, potrafiła bawić się prawie wszędzie, łapała frisbee, piłeczki. Aportu nie było dalej, ale to temat na oddzielny post.

2014 (jesień - zima) znaczne postępy!

Problemowe było często włączenie jej do zabawy. Jak już się wkręciła to było dobrze, ale nie zawsze udawało mi się tak łatwo ją włączyć. Zapinałam ją na smycz żeby uniemożliwić jej uciekanie i węszenie i wtedy udawało mi się zainteresować ją zabawką. Nie było to takie złe, ale nadużywałam tego i w końcu trudnością stała zabawa bez smyczy i moment jej odpięcia, uzależniłam So od smyczy.

Wiosną 2015 pojawił się dołek kiedy to Sonia zaczęła uciekać na widok dysków. Wszystkie inne zabawki były fajne, ale frisbee było straszne. Nie znałam przyczyny, ale domyślam się że mógł to spowodować incydent, kiedy rzuciłam jej stwardniałego na niskiej temperaturze Hero Xtra (ona zawsze była wrażliwa), ona go złapała, po czym wypluła i zrezygnowała. I każda kolejna sesja frisbee była coraz gorsza. Urok odczyniliśmy w Annówce latem 2015 na ODLOTowym obozie. Cały obóz So pracowała za futerka, a ostatniego dnia chwilę poszarpała się dyskiem. Potem już było coraz fajniej. Księżniczka biegała za piłeczkami, aportowała z wody, nawet czasem pływała po zabawkę, coraz bardziej energicznie się szarpała, biegała agilitki za futerkowym szczurkiem, bawiła się dyskami, na prawdę zależało jej na zabawkach i nie przeszkadzało jej nawet nowe miejsce i grono psów...

2015

Dziś wyjmuję szarpak i mam psa koło siebie, gotowego do zabawy. Z frisbee nie zawsze tak łatwo idzie, ma ten problem z wkręceniem się, rozpoczęciem zabawy, ale to pewnie tylko kwestia czasu, bo przy zabawkach już to przerobiłyśmy. Aport jeszcze jest słaby, praktycznie go brak, a męczę się z nim długo, ale chyba weszłyśmy na dobrą drogę i wreszcie mam dobre metody pracy. Niesamowite, spełniłam swoje marzenie :). Cieszę się że na żadnym etapie się nie poddałam :).


W drugiej części tego postu podzielę się moimi doświadczeniami i wiedzą o tym jak poprawnie zachęcać do zabawy psa, który tego nie lubi, albo lubił ale my to zepsuliśmy. Jak wyglądają moje sposoby, co powinniśmy robić żeby zainteresować psa a czego powinniśmy unikać.
Wszystko się da, tylko trzeba wziąć się do roboty i przestać narzekać :).

Komentarze

  1. Bardzo fajny i przydatny post. Czekamy na cz.2 ;)

    Pozdrawiam i zapraszam do nas:
    http://8lap1ogon.blogspot.com/?m=1 :)

    OdpowiedzUsuń
  2. Ooo może i mi uda się odczarować dyski u Chersi, wystarczył jeden krzywy rzut, dysk w nią trafił i zraziła się całkowicie do fri. Od tamtej pory nie chce na dyski patrzeć, jedynie raz udało mi się ją zainteresować gumiakiem w tamtym roku, było szarpanko, było super, ale pieskowi się zaraz znudziło i baj baj :D. Czekam na kolejną część postu :).

    OdpowiedzUsuń
  3. Fajnie, że zdecydowałaś się tym podzielić, chociaż pewnie większość to właśnie rady różnych trenerów? :D Ja także wiele wyniosłam z semi z Paulą, chociaż Emet uwielbia zabawki i zawsze szalał na ich punkcie. Problem jest z rozproszeniami, czasami mogłabym użyć kilku piszczałek a on i tak nie potrafi się skupić na mnie/zabawce. Także nie wiem czy jestem w stanie wypracować coś więcej jeśli chodzi o zabawę, aby przełożyło się to na chęć zabawy na przykład przy psach.
    Czekam na kolejną część! :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Moja obecna wiedza to mix informacji otrzymanych na różnych seminariach, treningach, od różnych osób, od frisbowców i obediencowców. Przesianych, połączonych i tak tworzę własną drogę pracy ;).

      Usuń
  4. Wiem, że zabawę da się wypracować, jednak dla nas to jest największe wyzwanie życia. Ale nie poddajemy się, jak w Lublinie byłoby semi motywacyjne, rozważyłam opcję uczestnictwa, zależy czy bym miała akurat hajs :x Na razie stoimy na etapie :Bawię się w domu praktycznie wszystkim co mi zaoferuje mama, jednak zawsze robię jej "trening zabawkowy" na dwie zabawki, trochę jedną, trochę drugą, żeby się za bardzo nie znudziła i mega ją przy tym nagradzam słowem (gdybym zaczęła jedzeniem byłoby po zabawie,), po kilku piskach wkręca się w krótką zabawę, ale jeszcze to nie czas by przenieść na dwór (sprawdzone)
    Czekam na drugi post z tej serii, życz nam powodzenia! :D

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Jeśli w tym roku przyjedzie Paula Gumińska to wpadaj koniecznie! Chociaż jako obserwator :). Paula jest genialna i w temacie motywacji świetnie doradza każdemu. Nawet jeżeli tematem semi jest frisbee to też można skorzystać i na swoich wejściach pracować nad własnymi problemami.

      Usuń
  5. To i tak miałaś łatwiej niż ja ;) Mój już jako 10msc nie patrzył na zabawki. Teraz jest trochę lepiej, że czasem się włączy, no ale to nie to, co mnie satysfakcjonuje. Pracujemy dalej nad tym! :)

    PS: Swoją drogą zabrałaś mi pomysł na notkę na blogu, hyhy xD

    OdpowiedzUsuń
  6. My też stoczyliśmy batalię by nauczyć Taja zabawy- był wiecznie przerażony i bojący. Jak rzuciłam mu piłkę do przody, przestraszony uciekał w drugą stronę a teraz? Rewelacja :)

    OdpowiedzUsuń
  7. Świetny post! My jesteśmy na etapie zaczęcia jakiejkolwiek zabawy na dworze i idzie nam całkiem nieźle, z psicy co rzadko bawiła się W DOMU robi się pies który biega na agilitach za zabawke, juhuu! :D

    Pozdrawiamy, Gosia&Tosia

    OdpowiedzUsuń
  8. Bardzo przydatny post :) U nas problem z zabawkami jest naprawdę trudny. Puszek jest psem który bawił się, ale było to bardzo dawno (nie pamiętam dokładnie, myślę że ok 7-8 lat temu). Obecnie ma 12 lat i ciężko jest go przekonać do szarpaka, piłki czy choćby kong'a (przecież jeśli jedzenie jest w środku to na pewno nie można go ruszać!). Mimo to staram się być dobrej myśli i przynajmniej spróbuję przekonać go tego, że zabawa może być fajna.

    OdpowiedzUsuń
  9. Gratulacje! My z Funym mieliśmy problem z szarpaniem, wogóle nie chciał się szarpać, a jak ja chciałam zacząć i chwytałam zabawkę to od razu puszczał i chciał żeby żucić i tak w kułko. Ostatecznie teraz Funy umie się szarpać i to lubi do tego mogę go podnieść, dotykać a on nie puszcza, a z tym też mieliśmy problem bo jak zaczął się szarpać to każdy dotyk powodował puszczenie zabawki ale ostatecznie się udało i oboje mamy z tego fun.
    Nigdy nie miałam problemu z zabawą Funego bo on zawsze się bawił (tylko nie szarpał) ale post jak najbardziej przydatny. U nas również jedzenie było fajniejsze ale z tym również sobie poradziliśmy:)

    OdpowiedzUsuń
  10. Super post! U nas ten sam problem jest i nadal z nim walczymy :D
    Gratulacje! :)

    OdpowiedzUsuń
  11. Jakbym o swojej Bridzi czytała :) Za młodu dałaby się pokroić za piłeczkę. Potem wkroczyłyśmy w amatorski świat frisbee i nagradzanie aportowania właśnie smakołykami. Końcowym efektem było to, że pies biegł za frisbee tylko po to by dostać żarcie.. I tak już do tej pory.
    W sumie mi to nie przeszkadza. Wygodniejsze dla mnie jest skarmianie psa - może kiedyś się to zmieni :)

    OdpowiedzUsuń
  12. Z problemem zabawowym zderzyłam się w przypadku obu moich psów, z tym, że z Gambitem dość szybko udało mi się przepracować kwestię jego nastawienia ("Jedzenie albo życie!"), Tytania z kolei to osobna historia. Kocha tylko frisbee, reszta zabawek kompletnie jej nie interesuje i mimo moich wielomiesięcznych starań wciąż nie udało się u niej zbudować motywacji łupowej. Czasem ma jakieś przebłyski, że nagle pojawia się ochota, ale bez żadnej stałej tendencji wzrostowej w tej kwestii.

    OdpowiedzUsuń
  13. Świetny post, od dłuższego czasu próbuję nakłonić Toffiego do zabawek. Niestety trudno zmienić przyzwyczajenia psa, który od zawsze uciekał z rzuconą zabawką żeby przypadkiem ktoś mu jej nie zabrał. Taka zabawa w "berka"... Teraz pewnie popełniam mnóstwo błędów próbując przekonać Toffiego do zabawy, których nawet nie jestem świadoma, a których nie ma mi kto wytknąć. Chyba najwyższy czas na pojechanie na seminarium ;) Czekam na następną część. :)

    OdpowiedzUsuń
  14. Świetnie, że udało Ci się naprawić Soni popęd na zabawki. Ja też teraz walczę o to z Majlem i ( tfu tfu tfu, co by nie zapeszyć ) jest lepiej. Majlo potrafi na spacerach bawić się i być skupiony na piłce. Teraz chcę wypracować u niego, że szarpak jest tak samo fajny. Ale jeszcze trochę pracy przed nami. ;)

    OdpowiedzUsuń
  15. Gratuluję :) Ja bardzo, ale to bardzo bym chciała jechać na seminarium, Bibi też ma wielkie problemy z aportem... Ale bawić, to się bawi chyba wszystkim :) Również zrobiłyśmy postępy, moje marzenie jest takie by pies w końcu przynosił ładnie piłkę, wiem jedno - nie poddamy się i może pojedziemy na seminarium, tyle że będę musiała jechać z rodzicami, 14 lat to chyba trochę mało xd U psa zbudowałam w miarę motywacje, ale Bibi jest agresywna co do innych psów, więc boje się że na seminarium by się coś stało lub by ją rozpraszały

    OdpowiedzUsuń
  16. Po takich postach bardzo, bardzo doceniam, że Miczelski nie ma problemów z motywacją na zabawki. Cekin owszem, ale w jego przypadku mamy inne problemy do przepracowania, nie jest to aż tak istotne.

    OdpowiedzUsuń
  17. U nas był ten sam problem, dopóki nie kupiłam kiedyś piłki ażurowej. Teraz może wszystkim się bawić

    OdpowiedzUsuń
  18. Oo jak dobrze. Kolejna dawka motywacji! Dzięki Ada! Frisbee spaliłam dawno temu , teraz każda plastikową zabawka jest fu be fuj. Nie mam pojęcia jak to naprawić. Mamy problem z motywacją. Czasami jest megahipersuper faza na szarpak lub inne miękkie, pluszowe zabawki i bawi się w najlepsze. Wiem , że ona to potrafi i chce tylko ja nie umiem z niej tego wyciąsnąć. Pora wziąć się do roboty , w końcu od zawsze chcę aby i ona szalała na widok zabawek. :)

    OdpowiedzUsuń
  19. Czyli mi post wygląda na zwiastuna, który długo i szczegółowo opisuje jak psuliście, a potem jak nadchodziła poprawa. Choć to dobrze, bo wiem by nie brać następnego posta jako "wyroczni" bo w "niemotywacji" jesteśmy w zupełnie innym punkcie (dosłownie zero).

    OdpowiedzUsuń
  20. Majk zawsze kochał się bawić. W domu praktycznie ciągle nosi w pysku zabawkę, przynosi czy prosi, aby się z nim pobawić. Nawet gdy śpi, a ktoś np. zrzuci niechcący piłkę z łóżka, pies podrywa się i leci z miną 'ooo, super, bawimy się?!". Podwórko... pod naszym blokiem albo u babci z zabawą praktycznie nie ma problemów. Po krótkim hasaniu zwykle szuka kija/szyszki, podlatuje i zachęca do zabawy.
    Problem zaczyna się jednak w obcych miejscach. Mogę mieć nową zabawkę, ale pies za nic się nie pobawi. To samo z długością zabaw-dłuższe sesje? Ok, ale tylko w domu. Na podwórku pies najpierw z zapałem się bawi, stopniowo mu się nudzi i koniec zabawy.
    Staram się nad tym pracować, skracam zabawy lub urozmaicam je na różne sposoby i wierzę, że pracą dużo w tym kierunku zdziałamy :)
    Bardzo bym chciała pojechać na jakieś semi dot. zabawy, na pewno sporo by nam pomogło. :)
    Twój post jest super, mega motywujący. Czekam na drugą część!

    OdpowiedzUsuń
  21. Bardzo fajny post! :D
    U nas również leży aport, ale się nie poddajemy! :)
    Powodzenia dalej! :D

    OdpowiedzUsuń
  22. mojej zachęcać nie trzeba zabawka rozbrojona w jeden dzień, ale w razie czego post dodany do zakładek :)
    http://nukanalenia.blogspot.com

    OdpowiedzUsuń
  23. Od tygodnia zaobserwowałam, że moja Trixi wygasa pod kątem zabawy. Właściwie to pod każdym kątem wygasa. Tak po prostu. Przeżywamy kryzys,a ten wpis był dla nas świetną motywacją!

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Też mieliśmy kryzys, ostatni tydzień był dla nas bardzo zły. Ale się zbieramy i wracamy do treningów.
      Cieszę się że mogę motywować ludzi! :)

      Usuń

Prześlij komentarz