Powrót do żywych


Chyba już mogę to powiedzieć - Sonia czuje się dobrze. Tydzień temu zdjęłyśmy kołnierz i zaczęłyśmy chodzić na dłuższe spacerki (dłuższe niż wcześniej, ale mimo wszystko trwające nie więcej niż 30 min i cały czas na smyczy). Praktycznie jej nie boli, kilka dni temu zdarzały się pojedyncze epizody, ale już nie takie jak wcześniej. W sobotę zabrałam ją na Urodziny Wolontariatu naszego schroniska. Miałyśmy robić pokaz sztuczek, ograniczyłam go do takich bez skakania (przede wszystkim bez lądowania) i poszłyśmy na żywioł.

Ja jak zwykle, na takich pokazach jestem strasznie zestresowana i nie wychodzą one tak jak sobie to wyobrażam, muszę koniecznie popracować nad moim stanem umysłu.
Sonia na pokazie była sobą, ze względu na mój stres pracuje wtedy na znacznie niższym poziomie motywacji, ale absolutnie się nie dziwię mojemu wrażliwcowi. Mimo wszystko ufam jej że coś tam zawsze zrobi, nawet w trudnych warunkach, a widzowie o dziwo zawsze są zadowoleni i nas chwalą.
Poza pokazem większość przesiedziała w klatce, wyjęta z niej kompletnie nie kontaktowała, wszędzie leżało jedzenie (karma i smakołyki dawane schroniskowcom, porozrzucane na ziemi, kiełbasa z ogniska), dodajcie do tego zawsze wygłodniałą Sonię która pierwszy raz od dwóch miesięcy (właściwie to dłużej) znajduje się w takiej rozpraszającej sytuacji.


Kondycja fizyczna So jest koszmarna... Jest chudziutka, jak nigdy! Spodziewałam się że przytyje skoro nic się nie rusza, a tu wręcz przeciwnie, same kosteczki. Mięśni zero, ale to chyba nie dziwne. Dostaje teraz bardzo dużo jedzenia jak na nią (biorąc pod uwagę że kiedyś przy bardzo aktywnym trybie życia dostawała 50g karmy i przy zwiększaniu porcji momentalnie tyła) i suplementujemy HMB. To takie smutne... jeszcze w lutym-marcu była w życiowej formie, mięśnie, kondycja - wow, a teraz mam małego szkielecika który ma zakwasy po dłuższym spacerku. Plus świadomość że w każdej chwili z szyją może się pogorszyć.

Dziś wyszłyśmy na pierwszy trening obi. So wszystko w miarę pamięta, szczegóły to wiadomo - jak się tak długo nie trenowało to ma prawo nie robić wszystkiego dokładnie. Boję się strasznie o to czy jej nie zrobię krzywdy, chociażby chodzeniem przy nodze na kontakcie. Staram się jak najdokładniej ją obserwować, w takim przypadku jej fizyczna wrażliwość jest zaletą, bo wiem że jeśli ją zaboli na pewno zapiszczy. Staram się zebrać jak najwięcej informacji, ale wygląda na to że taki uraz jak ma So nie jest częsty i niewiele o nim wiadomo, ciągle trafiam na stwierdzenie - wszystko zależy od indywidualnego przypadku. I weź tu sobie poradź człowieku, który jesteś za to małe stworzonko w pełni odpowiedzialny...


Jej schorzenie zostało konkretnie określone jako niestabilność szczytowo obrotowa.
Błagam... niech to będzie najłagodniejsza postać choroby! Niech jej więcej nie boli, niech żyje długo, niech będzie szczęśliwa, niech stan kręgosłupa się nie pogarsza i oby tylko nie stało się to czego tak na maksa się boję... Wierzę że będzie dobrze, że wada już nie będzie dawała o sobie znać. I operacja nigdy nie będzie potrzebna. 

Komentarze

  1. Jejku. Mam nadzieję że Sonia dojdzie do siebie, prędzej czy później. Zdrówka i jeszcze raz zdrówka! :)

    OdpowiedzUsuń
  2. Cieszę się, że już jest lepiej. Zdrowia maleńka. A dla Ciebie, życzenia wytrwałości i motywacji do pracy z Kermitem- to dla Was ciężka sytuacja, on na pewno też to odczuwa.

    OdpowiedzUsuń
  3. Dobre wieści, życzę Sońci żeby problemy bólowe nie wróciły! Oby tylko żyło jej się dobrze.

    OdpowiedzUsuń
  4. Życzę Sonii zdrowia, szczęścia i przytycia ;)
    Ja tam wierzę, że wam się uda wrócić do dawnej kondycji. Może z czasem, ale się uda.
    Trzymam kciuki, by choroba nie była poważna.

    OdpowiedzUsuń

Prześlij komentarz