Latające Psy Warszawa 2016


Ponad tydzień temu w sobotę zawitałyśmy z Sonią po raz kolejny w Warszawie, kolejny raz na moich ukochanych Latających Psach [kiedyś było to dcdc, ale mniejsza z tym]. W tym roku nastał bardzo wyjątkowy moment - ja i So stanęłyśmy na polu jako, uwaga, zawodniczki!
Od początku mojej miłości do frisbee miałam życiowy cel - wystartować w zawodach. I tyle, w byle jakich zawodach frisbee, w byle jakiej konkurencji, skończyć na byle jakim miejscu, ale wystartować. Powiem wam coś niesamowitego - zrobiłam to!



Sonia miała nie trenować już frisbee, ale w sierpniu coś się zmieniło. Ona czuła się dobrze od miesięcy, trenując intensywnie obi i szarpiąc się zabawkami. Nic ale to absolutnie nic nie dawało znać o tym że coś z jej zdrowiem mogło być nie tak. Mięśnie mocne, kondycja super, nic nie boli, a po Soni byłoby bardzo widać jakby cokolwiek ją bolało. Co więcej - Czarna chciała bawić się dyskami. Wyobraźcie sobie, od lat wypruwacie sobie żyły żeby wasz pies spojrzał na frisbee, a teraz nagle ten sam pies chce! biega podjarany jak proponujesz zabawę dyskami, szarpie się jak dziki, wybiega w przód i próbuje łapać backhandy, ale kurde nie, nie możesz z nim trenować bo przecież może ci psa sparaliżować. Tylko że ogólny stan jej zdrowia w ogóle nie sugeruje że taki scenariusz mógłby być możliwy.

Miałam mentlik w głowie i nie wiedziałam już co mam myśleć. Powiecie mi pewnie: "no oczywiste, zrobić wszystko dla zdrowia psa". Postawcie się w moim miejscu, pomyślcie realistycznie. Prawda, nigdy, ale to nigdy własne ambicje ponad dobrem psa. Ale wiecie jakie trudne jest czasem porzucenie swoich marzeń aby broń boże nic nie ryzykować? Tym bardziej że to ryzyko zdrowotne zmniejszyło się u mojej suczy bardzo. Patrząc na nią teraz nie widzę śladu obolałego psa z tegorocznej wiosny. Chucham na nią i dmucham, rozgrzewam porządnie przed każdym choćby drobnym treningiem obi, po każdym bardziej intensywnym dniu kiedy dużo spacerowaliśmy czy biegaliśmy ubieram ją w BoTa na noc i pół drugiego dnia, pilnuję żeby nie obciążyć jej za mocno jednostronnie szyi podczas chodzenia przy nodze i ćwiczę też wyginanie szyi w drugą stronę, uważam żeby nie za często się z nią szarpać, po każdym treningu obi na którym robimy szybkie ruszania i nagłe zatrzymania daję jej czas na swobodne rozluźnienie i zawijam znów w magiczne ubranko, suplementuję i pilnuję żeby mięśnie były na należytym poziomie i trzymały kręgi. Absolutnie nic związanego z kręgosłupem nie bolało jej od kilku miesięcy. Chciałam ją jeszcze raz prześwietlić, ale weterynarze powiedzieli mi że tego schorzenia się nie kontroluje jeśli nic się nie dzieje, bo na zdjęciu z rtg zobaczę to samo co za pierwszym razem. Chciałam się czegoś więcej dowiedzieć, ale nikt nie był w stanie mi konkretnie powiedzieć. A jak już przekopywałam się przez informacje o chorobie Soni to nasuwało się wrażenie że najlepiej to jakby pies się wcale nie ruszał, co najwyżej wychodził powoli z domu na siku, bo każdy ruch może sprawić że jej uciśnie rdzeń kręgowy i ją porazi.

Patrzyłam na nią i widziałam szczęśliwego psa w świetnej formie, który CHCE.



W sierpniu po raz pierwszy od marca pobawiłam się z nią dyskiem, potem powtórzyłam to łącznie jakieś 5 razy. Wypełniłam formularz do ThrowNGo w Wawie...
Wiedziałam że to nie ma szansy na żaden wynik którym możnaby się pochwalić. Wiedziałam że chociaż So jest w stanie na treningach popylać za dyskiem jak dzika i łapać krótkie stabilne backhandy to raczej nie zrobi tego na takich zawodach z zestresowaną mną. Ale wiedziałam że chcę to zrobić, bo może już za rok Sonia nie będzie w takiej dobrej formie fizycznej? Chciałam tam wyjść i jej kilka razy rzucić, chciałam żeby się tam ze mną pobawiła. I zrobiłyśmy to! :D



Ona rozkręca się w trakcie treningu, a tu miałam tylko minutkę. Tak, wiedziałam że mogę rzucać rollery, ale wiedziałam też że So stać na więcej. Słyszałam głos Gumińskiej "rzuć rollera! "rzuć rollera" i w końcu przez mikrofon "spróbuj rzucić rollera". Mając mało czasu, a chcąc jednak mieć ten jeden złapany dysk, rzuciłam rollera :). 
A wiecie że miałyśmy 11p i nie byłyśmy wcale ostatnie? Piąte od końca - wowowow :D. 

Zrobiłam to, wystartowałam w zawodach frisbee, teraz będę mogła spokojnie umrzeć ;).
Sonia to zrobiła - coś w co ciężko byłoby uwierzyć widząc ją rok temu. 

Co dalej? Nie wiem... Na pewno nie będę na poważnie trenować z nią frisbee. Nie wiem jak często będę się z nią bawić dyskami. Nie wiem jak to będzie wyglądać. W dalszym ciągu będę ją dokładnie obserwować i reagować na każdy drobny sygnał dyskomfortu. U tak wrażliwego na ból psa nie trudno to zauważyć, szczególnie że doskonale ją znam. Na razie wszystko jest wspaniale i niech tak zostanie. 

A teraz pora wracać do obediencowej rzeczywistości, już jesteśmy na liście startowej na jedynkowy debiut :). 


Ach, i na koniec trochę foteczek ode mnie :)
















































Komentarze

  1. Wiele pisać tu nie trzeba...powinnaś zarażać swoim podejściem wiele osób, które boją się walczyć o swoje marzenia :). Jesteście wielkie!
    Oczywiście najbardziej trzymam kciuki za Wasze obikowanie, gdzie się wybieracie?

    OdpowiedzUsuń
  2. Będę Wam kibicować w Warszawie. :)

    Gratuluję startu na LP. A jak Kermit radzi sobie z dyskami? Może to on jest dobrym materiałem na frisbującego psa?

    OdpowiedzUsuń
  3. Oglądałam Was i serio - byłyście super. Co z tego, że So nie fruwała po dyski jak szalona, co z tego, że złapała tylko rollera? Zarażałyście tak pozytywną energią, wzajemnym zaufaniem i zaangażowaniem, że wiele czołówkowych teamów mogłoby Wam tylko pozazdrościć. Brawo! :)

    OdpowiedzUsuń
  4. Szczerze mówiąc trochę się zdziwiłam, kiedy pierwszy raz napisałaś, że wystartowałyście na LP. Bardzo fajny filmik ;) Przyjedźcie kiedyś na Latające psy do Parku południowego do Wrocławia :)

    OdpowiedzUsuń
  5. Zdziwiłam się kiedy Was zobaczyłam na LP jako zawodniczki, no ale raz się żyje :)

    daisysportingyork.blogspot.com

    OdpowiedzUsuń
  6. Zdziwiłam się kiedy Was zobaczyłam na LP jako zawodniczki, no ale raz się żyje :)

    daisysportingyork.blogspot.com

    OdpowiedzUsuń
  7. Na LP ani DCDC nigdy nie miałam okazji być. Sama we fisbee zasmakowałam dopiero 1,5 roku temu kiedy trafił mi się na tymczasie terrier strasznie zwariowany na punkcie dekli. Spróbowałam i do dziś rzucam dyskami. Terrier znalazł nowy dom, ale w tak długim czasie kiedy przebywał u mnie, zdążyłam mocno poznać fun płynący z rzucania dekli, sekwencji itd. Teraz no cóż, trenujuę rzuty i czekam aż szcyzl podrośnie żeby zacząć coś poważniejszego. Jednak obi pozostanie i tak na pierwszym miejscu ;)

    Pytanie, odbiegnę od tematu i spytam tak z ciekawości. Masz zamiar wprowadzać kiedyś w IPO, Kermita?

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Jeśli chodzi o obronę to chociaż Kermit fizyczne predyspozycje ma, to umysłowo nijak się do tego nie nadaje ;). Za słabe popędy, za słaba motywacja. Byłam na seminarium z Patrykiem Krajewskim, ćwiczyliśmy tylko na zabawkach.

      Usuń
  8. Świetnie Cię rozumiem! Dino wystartował w zawodach obi i był przedostatni! :D ale był tam ze mną to co lubi robił i byłam szczęśliwa że w ogóle ja z moją tremą przed dziesiątką patrzących oczek dałam rade wyjść i nawet coś ogarniałam! :D Sonia jest mistrzem, to ile z nią zrobiłaś, to ile sił włożyłaś w motywację... - należały Ci się te zawody <3 Zdrowia dla Sonii oby szyjka przestała doskwierać na dobre i ból już nie wrócił :))

    OdpowiedzUsuń
  9. Gratulacje! Mimo iż istnieje ryzyko dalej ćwiczysz z Sonią i dobrze niech korzysta, trzeba jeszcze bardziej uważać ale zamknięcie w klatce też by nie pomogło bo gdy coś miało się stać to stałoby się nawet w klatce :D

    OdpowiedzUsuń
  10. To było świetne! Gratulacje!!!! Strasznie się cieszę, że mogłam Was w końcu poznać! Bijecie pozytywną energią i udowadniasz, że jak się czegoś chce to można :D Sama cicho marzę o starcie z Figą, mooooze kiedyś... Mam nadzieję, że zobaczymy się jeszcze nie raz!

    OdpowiedzUsuń
  11. Brawo. Wielkie szapoba! :) Wzruszyliście mnie tym występem :)

    OdpowiedzUsuń
  12. ten głos w 24-tej sekundzie filmu... "to nie jest chyba bajka dla tego psa" :P My tak mamy ze sztuczkami czasem. Same- wszystko super. Chcę pokazać- nic nie zrobi xD

    OdpowiedzUsuń
  13. Naprawdę podziwiam twoją determinację i to, że masz wiarę w siebie i swojego psa. Jesteś idealnym przykładem na to, że nie trzeba mieć bordera po super sportowych rodzicach, żebh spełniać marzenia i coś robić ze swoim psem. Sama od roku zbieram się do startu w OBI, ale brakuje mi właśnie tej wiary, którą ty masz!!!
    Zapraszamy do nas: bruno-mojeszczescie.blogspot.com

    OdpowiedzUsuń

Prześlij komentarz