Zawody obedience w Mińsku Mazowieckim


Powyższe zdjęcie świetnie odzwierciedla stan naszych umysłów związany z tymi zawodami...
Zgasiłam w sobie chęć podarcia i spalenia karty oceny i wymazania tego startu z życiorysu, zebrałam się, usiadłam do laptopa i piszę tutaj relację z tych zawodów. 
16 października wystartowałyśmy z Sonią na zawodach obi w Mińsku Mazowieckim [które, tak na  marginesie, były też Otwartymi Mistrzostwami Polski Owczarków Belgijskich i kwalifikacjami na przyszłoroczne Mistrzostwa Świata]. To był nasz pierwszy start w jedynce, start do którego nie byłyśmy dobrze przygotowane i czułam to już przed samymi zawodami. Mimo wszystko powalczyłyśmy.

Przez cały start nie mogłam złapać kontaktu z Sonią, a jej problemem była ogromna chęć powęszenia na ringu... Uświadomiło mi to nasz najsłabszy punk i zasadniczy błąd który popełniłam ostatnio w treningu. Każdemu mogę powiedzieć, że obedience to nie są tylko ćwiczenia, a wręcz to, że te ćwiczenia same w sobie są mniejszym elementem składowym całości. Poza tym na tą ważniejszą część składają się: łańcuchy, czyli umiejętność dłuższej pracy bez rzeczowej nagrody, za sam socjal; skupienie w rozproszeniach; praca z zestresowanym przewodnikiem; przejścia między ćwiczeniami itp., ponieważ bez tego pies nie będzie w stanie pokazać ćwiczeń w warunkach zawodów. Sonia nie ma problemu z łańcuchami, nie ma większego problemu z przejściami, nie ma problemu z tym że obserwują nas ludzie, że jest sędzia, komisarz, psy poza ringiem. To co jej zasadniczo przeszkadza to - podłoże! I tu jest wyjaśnienie tego, dlaczego poszło jej tak dużo gorzej niż na zawodach w Lublinie, tutaj leży ta kwestia, którą głupia ja całkowicie pominęłam w treningu [prowadzonym z resztą ostatnio z naciskiem na ćwiczenia same w sobie]. Raz że Sonia ma wrażliwe łapeczki i nie lubi trenować na mokrej trawie, albo wysokiej czy ostrej. Dwa że za mało z nią robiłam treningów, na których wchodziłam na nowy teren, z zapachami na trawie, od których powąchania ona musi się powstrzymać. No i na zawodach się nie powstrzymała...

ZOSTAWANIE 0 p
Przy wchodzeniu na ring już się rozproszyła i ciągnęło ją do wąchania. Podczas zostawania nie wytrzymała - wstała i poszła powęszyć. Kurde, ale było mi szkoda. To niby takie proste ćwiczenie, które powinno być tylko formalnością, wystarczyłoby żeby wysiedziała minutę. Faktem jest że za mało tego zostawania ćwiczyłam, no i ani razu od kilku miesięcy nie miałam okazji robić tego z grupą.

Stało się to się stało, postanowiłam się nie przejmować i z jak największym luzem podejść do reszty ćwiczeń.

PRZESZKODA 9,5 p
Początek niezły, weszła na ring w skupieniu, zrobiła tak jak potrafi, z jednym malutkim zastrzeżeniem typowym dla niej - krzywe dostawienie.

APORT 8,5 p
Zastanowiła się nad tym obcym aportem, nie podjęła go od razu. No i mi osobiście nie podobał się powrót, wolna była.

STÓJ W MARSZU 5 p
Rozsypała mi się na przejściu między ćwiczeniami. Podczas chodzenia zaczęła niuchać i musiałam powtórzyć komendę.

PRZYWOŁANIE 7 p
Gdzieś się zapatrzyła na początku ćwiczenia, przez co nie zareagowała na pierwszą komendę na położenie się - a to jest jej pewne bam przy nodze które zawsze działa. Niuchała biegnąc do mnie... widziałam to! I zastanowiła się chwilę przed dostawieniem do dogi.

WARUJ W MARSZU 6,5 p
Nie była skupiona i nie ruszyła razem ze mną. A to akurat czasem jej się zdarza na treningu. Samo waruj spoko [na karcie oceny widnieje zapis "ładne waruj", ach jak miło widzieć pozytywy w ocenie z tego startu]. Po podejściu do niej nie zareagowała na pierwszą komendę na siad. To też jej się zdarza czasem na treningu, chociaż rzadko.

KWADRAT 0 p
Klasyk - nie widziała kwadratu [+ rozproszyła się], nie zareagowała na pierwszą komendę, przy drugiej dotknęłam jej żeby ją jakkolwiek włączyć, byłam świadoma że zostanę za to mocno ukarana. Jak już na drugą komendę zareagowała to pobiegła byle gdzie bo nie widziała tego kwadratu nadal. Już wiedząc że mam zero poprosiłam komisarza o możliwość poprawy tak treningowo. Przytrzymałam ją za obrożę, pokazałam - zrobiła [chociaż niuchała w biegu - kurde! - i nie położyła się do końca, miała łokcie nad ziemią] i to śliczny był siad po podejściu do niej :).

CHODZENIE 0 p
Tragedia nad tragediami. Rozpraszała się, wąchała, zostawała z tyłu, ja pomyliłam w stresie kierunki, dotknęłam ją żeby ją włączyć jak miała totalny problem ze sobą.

Przed kolejnym ćwiczeniem zrobiła coś co jej się nie zdarza na treningu - zeszła z ringu i zrobiła siku, po czym wróciła do mnie. Było już mi wszystko jedno, wiedziała że to znaczy zero za wrażenie ogólne, ale w sumie to wolałam to zero uzasadnione sikaniem niż jakiś śladowy punkt za jej prawdziwe wrażenie podczas tego przebiegu.

ZMIANY POZYCJI 7 p
Ależ mnie zaskoczyła tym że w ogóle zrobiła to ćwiczenie! Wow, nie było zawieszki spowodowanej moją odległością. Pierwsze siad tuptane, nie kic [klasyk u niej że tak zaczyna], potem do waruj musiałam powtórzyć komendę, dalej bardzo ładnie. Sędzia pochwalił na karcie oceny że ładne, dynamiczne zmiany.

PACHOŁ 8 p
No i na koniec mnie zaskoczyła :). 2 punkty stracone standardowo za dostawianie.

WRAŻENIE OGÓLNE 0 p

Łącznie 156,5 p co nie daje nam żadnej oceny. A w klasyfikacji zawodów lokata 15 na 17 psów.


No i co teraz? A no nic - traktuję to jako sprawdzian, pokazujący jak na dłoni nasze problemy. Trenujemy i jeszcze się odegramy!

Ach, zapomniałabym - sponsorzy to się postarali :). Każdy zawodnik otrzymał siatkę próbek karmy, smaczków, krople na kleszcze. Fajnie :).



Komentarze

  1. Porażka daje zawsze wielkiego kopa do dalszego działania. Poćwiczycie i pokarzecie co potraficie! :)

    daisysportingyork.blogspot.com

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Akurat mnie porażki słabo motywują, większego kopa dają mi sukcesy - wprowadzają w pozytywne nastawienie i dają nadzieję na więcej. Ale jak się nie ma co się lubi... ;)

      Usuń
  2. Porażka daje zawsze wielkiego kopa do dalszego działania. Poćwiczycie i pokarzecie co potraficie! :)

    daisysportingyork.blogspot.com

    OdpowiedzUsuń
  3. Z tego co czytałam na blogu Asi sporo psów miało problem ze skupieniem na tych zawodach. Nie ma tego złego co by na dobre nie wyszło, teraz przynajmniej wiesz co powinnaś jeszcze przećwiczyć z Sonią, a wtedy podczas kolejnego startu będzie lepiej :).

    OdpowiedzUsuń
  4. W zawodach jest to fajne, że startując w nich razem z własnym psem możemy wywnioskować co musimy poprawić i do czego musimy wrócić. Ja po ostatnich zawodach widzę, że jeszcze daleka droga do zaangażowania ze strony Kentucky'ego, ale za to mi pokazał co mogę wprowadzić aby nie uciekał z pola ;) A wynikiem się nie nie przejmuj,następnym razem będzie lepiej, bo już wiesz co dopracować, głowa do góry! :)

    OdpowiedzUsuń
  5. Często porażki wnoszą więcej niż sukcesy, bo pokazują czarno na białym, co należy jeszcze dopracować. Poza tym, wzmacniają ludzką pewność siebie :D Nam na ostatnich zawodach agility też nie poszło zbyt spektakularnie, ale nasze błędy stały się dla mnie jaśniejsze i zdecydowanie łatwiej dostrzegłam w czym tkwi problem, niż podczas zawodów, gdzie poszło nam całkiem nieźle ;) Dlatego też nie ma co się przejmować, a po prostu iść dalej przed siebie :D
    Życzę Wam powodzenia! :)

    OdpowiedzUsuń
  6. Zawsze powtarzam, że obedience to bardzo obszerny sport, a opanowanie ćwiczeń to tylko wierzchołek góry umiejętności potrzebnych do zaprezentowania się na zawodach. Szkoda, że musiałaś sobie o tym przypomnieć w tak bolesny sposób. Wygląda na to, że przed Wami masa pracy.
    Swoją drogą, trochę mnie dziwi to węszenie, bo jednak Ekwos to taki dość przyjemny teren - bardziej, w przypadku warszawskich zawodów, spodziewałabym się tego w Gamratce (teren, na którym normalnie przebywają zwierzęta gospodarskie). W każdym razie, jest sporo czasu do kolejnych zawodów, na pewno ze wszystkim zdążycie. Powodzenia. :)

    OdpowiedzUsuń
  7. Lepiej, próbować niż wcale, bo tak można uczyć się na błędach.

    OdpowiedzUsuń
  8. Wszystko jest po coś.
    Grunt to się nie poddawać i próbować dalej.
    Jeszcze pokażecie, co potraficie, powodzenia! :)

    OdpowiedzUsuń

Prześlij komentarz