CACIB Lublin 2016



Poprzedni weekend, 10-11 grudnia, spędziłam na I Międzynarodowej Wystawie Psów Rasowych w Lublinie. 
Pierwszego dnia - w sobotę [uwaga] wystawiałam moją podopieczną - dobermankę Cori :). W niedzielę za to wyżyłam się fotograficznie.  


Z Cori i jej właścicielami spotykam się na treningi z podstaw obi. Staram się pokazywać im co to w ogóle jest za sport i zaszczepić w nich pasję treningu z psem [chyba skutecznie, skoro ciągle chcą trenować dalej], pokazuję jak fajnie jest robić z psem coś więcej niż tylko wychodzić na spacery i jeździć rowerem do lasu ;). Cori to bardzo fajna, młoda suczka [ma rok], radzi sobie świetnie, ma naturalną radość z pracy. Dłubiemy sobie zerówkowe ćwiczenia. 

Właściciele Cori chcieli sobie spróbować wystaw. Zapytali się czy mogłabym im pomóc przygotować do tego suczkę. Zapierałam się że nie znam się na tym kompletnie, że nie wystawiałam nigdy psa i nie miałam z tym bliskiej styczności. W odpowiedzi słyszałam tylko: "ale ty byłaś na wystawach, oglądałaś to na żywo, my nie". No dobrze... wydałam polecenie kupienia łańcuszka i ringówki, pokazywałam jak mniej więcej się biega z nią kłusem, ćwiczyliśmy ustawianie się w pozycji stój, grzeczne akceptowanie oglądania ząbków, zapraszałam nawet mojego kolegę na treningi żeby nam porobił za sędziego... Powiedziałam im że skoro czują się niepewnie, to znam osoby które wystawiają cudze psy i mogą po prostu kogoś takiego sobie 'zamówić'. Dowiedziałam się wtedy, że oni od początku planują że to ja wyjdę z nią na wystawie... mówiłam znów że ja nigdy tego nie robiłam, ale po naleganiach zgodziłam się. I w sumie w końcu byłam zadowolona, bo to dla mnie zupełnie nowe doświadczenie :).


Nawet się wczułam i założyłam białą koszulę. Ale na tym się skończyło - jeansy i trampki i koniec eleganckiej Ady na psiej imprezie ;)

Cori otrzymała w klasie młodzieży bardzo dobrą i trzecią lokatę. Nie doskonałą, bo wąska klatka i słabo rozbudowane mięśnie przodu. Właścicielka Cori bardzo przejmuje się jej sylwetką i pilnuje żeby tylko nie przytyła - dobrze! Według mnie Cori jest zdrową, świetnie wyglądającą suczką, to jeszcze szczeniak i się rozbuduje, a wystawa to jakby nie patrzeć tylko mocno subiektywna ocena sędziego.



W niedzielę ubierając się już w moje ulubione szare spodnie z kieszeniami i czarną bluzę, wzięłam aparat i pojechałam wyżyć się fotograficznie :). Zdjęcia robione jeszcze starym aparatem - Canonem 1100D. Teraz używając kochanego 5D widzę że z nim to bym mogła tam poszaleć. Hala to strasznie ciężkie warunki do fotografowania psów i nawet mój najjaśniejszy obiektyw zmuszał mnie do używania najwyższych wartości ISO, co nie jest korzystne patrząc na stopień szumów które generuje moja poprzednia puszka.



















Komentarze

  1. Gratuluję debiutu! :)
    Chyba jednego szelciaczka, którego uwieczniłaś, kiedyś miałam okazję fotografować :)
    http://blog.whiteeyedhusky.pl/owczarki-sheltie/

    OdpowiedzUsuń
  2. Śliczne zdjęcia, a sunia dobermana urocza. Robienie zdjęć na hali bardzo różni się od focenia plenerowego. Przekonałam się o tym niedawno, ale będę walczyć z moim sprzętem nadal :)

    OdpowiedzUsuń
  3. Z całym szacunkiem, ale co ma przytycie do muskulatury? Wąska klatka to wąska klatka, a preferencje sędziego to jedno, ale jest wzorzec - szczególnie w rasie bez specjalnych odmian - to wzorzec i jest nim ograniczony nawet subiektywizm sędziego. 12 miesięcy to już nie szczenię, a junior, i słaba muskulatura w tym wieku to dość poważny zarzut. Poprawny handling mógłby uratować ją przed bardzo dobrą, ale czy w ogóle rzuciliście okiem jak te psy się wystawia?

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Tak jak mówiłam - handler ze mnie żaden :P. Podeszliśmy do wystawy bez spiny. Widziałam że w większości wystawia się na naprężonej ringówce, ale postanowiłam nie kombinować dwa tygodnie przed wystawą, i zostać przy tym co ona już umie.

      Usuń

Prześlij komentarz