Podsumowanie roku 2016


Dziwny rok... Niby rok wielu spełnionych marzeń i wielu zaskoczeń. Ale dużo złego się dla mnie wydarzyło, momentami byłam przekonana że tak dużo jak nigdy dotąd, dużo poprzestawiało mi się w głowie. Z drugiej strony było tyle pozytywów, że biją na głowę to wszystko co złe - według natury optymistki bilans wychodzi dodatnio.

Gdy się zaczynał nie miałam żadnych postanowień, żadnych przeczuć co do niego....

           styczeń
Robiłam z Sonią pokaz na finale Wielkiej Orkiestry Świątecznej Pomocy w Lubartowie.
Ale ogólnie - styczeń przypomina mi się jako strasznie słaby etap we współpracy z moimi psami. Nie dogadywaliśmy się, ani na treningu ani w życiu codziennym. Czułam że nasza więź jest taka jakby jej w ogóle nie było. jeju, jak to się bardzo teraz zmieniło - i jakie to szczęście

           luty
Weszliśmy na świetną drogę do poprawy naszej relacji.
Stuknęło nam 2 latka od adopcji Kermita.
Wspominam jeszcze pierwszy z wielu kolejnych, świetnych długich spacerów z towarzystwem.
Potem jeszcze grupowy trening obi na hali. Przygotowywałyśmy się z Sonią intensywnie do naszego debiutu.


            marzec
Miesiąc który należy obsypać serduszkami. Miesiąc naszego pierwszego startu w zawodach obedience! Moje wielkie marzenie spełnione. I to z nawiązką - z miejscem na pudle, a w dalszej części roku kolejnymi startami w kolejnej klasie.
Tak przy okazji jeszcze seminarium z Asią.


           kwiecień
I tu się posypało... Najgorszy miesiąc roku. Wykryliśmy u Soni tą cholerną wadę kręgosłupa...

          maj
Z Sonią dalej było słabo. Siedziała w domu i wychodziła na siku. Dalej brała leki i nosiła kołnierz. Minęły w końcu momenty okropnych załamek kiedy nie wiedziałam co się dzieje, dlaczego, co ja mogę jeszcze zrobić żeby nie miała tych ataków bólu...
Spędzałam za to dużo czasu z samym Kermitem. Z nim samym chodziłam na spacery, treningi. Poczułam że w końcu się rozumiemy, po ponad 2 latach razem. W końcu sobie uświadomiłam jak bardzo jestem z tym psem związana.
Pojechałam z nim na seminarium frisbee z Agą Bałabuch i Rafałem Grabowkim. Po semi moje odczucia co do dalszego naszego rozwoju we frisbee były mieszane. Ale po kolejnych rozmowach z Agnieszką - dostałam takiego kopa do działania że... wow! Takich słów to ja jeszcze nie usłyszałam od żadnego trenera. Aga, mam wciąż wątpliwości co to twoich racji, ale dziękuję Ci bardzo!
Pod koniec miesiąca Sonia w końcu zaczęła się ruszać. Zrobiliśmy skromny pokaz na drugiej rocznicy wolontariatu naszego schroniska.
 Ach no i trzeba zaznaczyć, że w tym roku Kermit zrobił niesamowite postępy w ogarnianiu swojej agresji do psów. Lub inaczej - ja zrobiłam postępy w rozumieniu go i panowaniu nad nim. W każdym razie, to co było dwa lata temu, a teraz to niebo a ziemia. Niedawno sobie przypomniałam moje dwa cele z tamtych czasów, kiedy to postanowiłam porządnie wziąć się za naprawę Kermitowej głowy: raz - móc z nim pójść na spacer ulicą, być w stanie minąć innego psa na ulicy, czy za ogrodzeniem; dwa - móc chodzić na spacery gdzie on i inne psy będą biegały luzem. Kurcze, my to wszystko teraz tak po prostu robimy. Kermit kilka dni temu był ze mną w mieście, często chodzimy w naszej wsi ulicą [wiejskie burki drące mordę są u nas wszechobecne], co jakiś czas biegamy tą ulicą, a nawet - chodziłam nią sama z trzema psami, w tym Kermitem. Na spacerach po łąkach często towarzyszą nam znajomi z psami. Wszystkie na takich spacerach biegają luzem. Można? Można! Ach, jeszcze jedno - przyprowadzam do domu tymczasy i Kermit z nimi śpi w jednym pokoju ;).

           czerwiec
Strasznie trudno mi jest z Sonią wbić się w treningowy tryb po przerwach, właśnie dlatego normalnie to ona trenuje codziennie. Nie dogadywałam się z nią w obedience, nie czułam tego porozumienia które czułam kiedyś. Mimo wszystko podeszłyśmy do zaplanowanego wcześniej egzaminu PT. Ciężko było, ale zeszłyśmy z placu z bardzo dobrą.
Z Kermitem całkiem przyjemny start w dogtrekkingu.
W czerwcu wzięłam też mojego pierwszego psiego tymczasa.
Robiłyśmy z Sonią kolejny pokaz dużo ich było w tym roku. Tym razem taka poważna pokazowa lekcja w dwóch szkołach w Ciechanowcu - razem z naszym Wolontariatem i Podlaską Fundacją Empatia. Dziewczyny mówiły o działaniu schronisk, fundacji, zapobieganiu bezdomności, ja wspomniałam o tym co robię, o sporcie, pokazałam Sonię jako przykład w stylu "to jest piesek z naszego schroniska". Sonia spisała się wzorowo. Cały dzień, łącznie 3 pokazy w trudnych warunkach. A ona jak zawsze, skupiona, zaangażowana, moja! moja Sonunia której mogę zawsze zaufać że mnie nie zawiedzie!
A we frisbee z Kermitem nastąpił drobny przełom. Dużo pracowałam na tą motywacją, kombinowałam z różnymi metodami i w końcu weszłam na dobrą drogę.
Znajoma behawiorystka poprosiła mnie o pomoc w poprowadzeniu z nią małego grupowego kursu z podstaw psich sportów. Byłam nieprzekonana - bo kim ja jestem żeby to robić. Ale zrobiłam i to mi otworzyło drogę do tego co robiłam w kolejnych miesiącach i co mi daje niesamowitą satysfakcję, po tym jak pozbyłam się wątpliwości. Dziękuję przy okazji osobie, która pracuje ciągle nad wyrzucaniem wszelkich uprzedzeń z mojej głowy ;).
             lipiec
Za sprawą Agnieszki Filar postanowiłam spróbować z Kermitem tropienia sportowego. I o ile ja nie powiem żeby ta dyscyplina mnie jakoś szczególnie ekscytowała, to patrzenie na podekscytowanego przed treningiem Kermita, który tak chce, który robi błyskawiczne postępy, spełnia się węsząc moje ślady na łące... Jeju, pierwszy raz trafiłam na sport który podoba się bardziej mojemu psu niż mi! Ciągle ćwiczymy, czasem z przerwami ze względu na krótkie dni i mój brak czasu, ale ćwiczymy. Napiszę coś więcej niedługo, bo zbieram się do tego posta i zbieram...
Seminarium z Patrykiem Krajewskim - mimo że byłam jeden dzień i zrobiłam na nim niewiele, to bardzo dużo z niego wyniosłam z samych obserwacji i zadawania pytań.
Na weekend miałam tymczasowego koteczka - Lusię.
             sierpień
No w końcu! Nasze obi z Sonią znów zaczęło wyglądać jak dawniej. Niesamowicie mnie to cieszyło. Przykładałam się mocno do nadrobienia tej przerwy, do zrobienia z nią ćwiczeń jedynki, żeby móc jesienią zrealizować moje ambitne plany dotyczące startów w jedynce.
Już drugi udany fotospacer w Lublinie.
Kolejny tymczas - szczeniak Fanta. Była z niej bardzo fajna suczka i znalazła się dla niej bardzo fajną rodzinka która ją adoptowała :). Poza tym to była pierwsza w całości samodzielnie przeze mnie zorganizowana adopcja. Od wzięcia psa, ogarnięcia wszystkich spraw, ogłoszeń, kontaktów z potencjalnymi zainteresowanymi, rozmów ze zdecydowaną rodzinką, zapoznania, wizyty przedadopcyjnej, po zredagowanie umowy i oddanie suczki.
Dużo spacerowaliśmy, na prawdę dużo. Z Anetą i Weną, Markiem i Mafem, Karoliną i Zouie. Naszym rekordem było 35 km jednego dnia.
A na koniec wakacji wyjazd nad morze i obóz obediencowy z Asią i Magdą.
Po skończonym kursie podstaw sportów jedna z uczestniczek wyraziła chęć trenowania pod moim okiem samego obedience. Niesamowicie mnie to ucieszyło, że za moją sprawą ktoś zakochał się w tym wspaniałym sporcie :). Ułożyłam jakiś plan zrobienia z Ewą i Korkiem ćwiczeń z zerówki, i chyba wyszło to nie najgorzej.

             wrzesień
Po tegorocznym lecie jest co wspominać.
Start na Latających Psach. To było jedno z tych moich dużych marzeń. Znaleźć się na tej liście, wyjść na to pole startowe. To mi wystarczyło. Nie myślałam nawet że jest szansa na jego realizację w tym roku, a po tym co się działo z Soni zdrowiem nie sądziłam że jest szansa na realizację tego kiedykolwiek z moją Małą Czarną. Cieszę się bardzo że to zrobiłyśmy bez względu na wynik.
Dzień przed wyjazdem na te zawody znalazłam Niunia. To był mój jak dotąd jedyny nieudany tymczas po którym nadal czasem męczą mnie wyrzuty sumienia... Kilka dni później zachorował na babeszjozę, zostawiłam go w lecznicy, potem trafił do schroniska i jest tam nadal. Cudowny psiak, ciągle szuka domu.
Potem kolejny tymczas - najbardziej uroczy Look.
Skończyliśmy nasz cykl treningów z Ewą i Korkiem. Bardzo fajny z niego psiak. Wiem że trenują dalej co mnie bardzo cieszy :).


             październik
Nieudany debiut w jedynce - zawody w Mińsku Mazowieckim. Byłam przybita po tym starcie, ale wyciągnęłam z niego wnioski, zaczęłam mój plan naprawczy i zapisałam się na kolejne zawody.
Mniej więcej w październiku sprecyzowałam mój plan który zamierzam urzeczywistnić wiosną :).
Odezwała się do mnie Iza od 7-miesięcznego tollerka Mango - chcieli zacząć robić coś w kierunku jakiegoś sportu. Oczywiście powiedziałam - obedience! Wszystko zaczęliśmy od zera, od tłumaczenia Izie co to za sport, jak wygląda i na czym polega, po naukę elementów ćwiczeń z Mango. Na szczęście psiak podstawy miał, zmotywowany z natury, skupiony, uwielbiający coś robić, bardzo szybko się uczący. Do tego bardzo emocjonalny co dla mnie jest u psa irytującą wadą, ale z Izą świetnie się zgrywają. W listopadzie skończyliśmy nasze treningi i zrobiliśmy przerwę zimową, ze względu na brak dobrego miejsca na trenowanie przy słabej pogodzie i po ciemku - mamy tylko boisko. Jesteśmy w kontakcie, wiem że ćwiczą dalej i nie mogę się doczekać kiedy zobaczę jak im idzie.
Przez tydzień był u mnie na tymczasie szczeniak Marley, przez jedną noc Asha. Oboje czekali na transporty do stałych domów.


             listopad
Drugi start z Sonią w jedynce - zawody w Warszawie. Zupełnie inaczej do niego podeszłam i z zupełnie innym stanem umysłu zeszłam z ringu. Patrząc na kartę z punktami - nie widać większej różnicy między wynikiem z tych zawodów, a poprzednich. Ale w głowie mojej i Soni różnica ogromna. Ogólnie bardzo pozytywnie wspominam tamten dzień.
Kolejni ludzie chętni do robienia czegoś więcej ze swoim psem :) nie spodziewałam się ze w mojej okolicy jest tylu świadomych psiarzy! Pan Romek, Pani Ela i ich dobermanka Corine. Trenowaliśmy razem obedience, też na takiej zasadzie jak z Izą i Mango - wytłumaczyłam co i jak [to najtrudniejsza część, przychodzą do mnie ludzie totalnie zieloni, a ja muszę im nakreślić absolutnie wszystko] i zabraliśmy się za elementy ćwiczeń. Cori to roczna, bardzo mądra suczka. Bardzo energiczna, ze świetną kondycją, zawsze chętna do pracy i zabawy. Skończyliśmy w grudniu. Trenowaliśmy głównie po ciemku przez co mało udało mi się jej nagrać. Mam nadzieję że jeszcze będzie okazja.
Pod koniec listopada wzięłam tymczasowo Leilę - suczkę ze schroniska która po sterylizacji również czekała na transport do stałego domu.
W listopadzie i do połowy grudnia miałam bardzo dużo zajęć, bardzo mało wolnego czasu. Ale stwierdziłam że mi, z lekka pracoholiczce, taki układ pasuje.
             grudzień
Nowa przygoda - wystawa z Cori.
Krok ku jakościowemu skokowi w mojej fotografii [mam nadzieję że tak będzie] przejście na pełną klatkę - kochany nowy 5D [znaczy używany, ale ciii...] - kolejne zaskoczenie że w tym roku udało mi się kupić nowy aparat.
Do tego jeszcze przygoda ze znalezionymi szczeniakami. Dziś żyją i mają się dobrze w domu tymczasowym u zastępczej mamy.
Czwarty w tym roku pokaz. Podoba mi się to :) lubię to robić, o dziwo nie stresuje mnie to praktycznie w ogóle, Soni też.
W końcu po Świętach przyjazd Ewy i Mamby - dziewczyny były u nas 5 dni. Poszalałyśmy z psami po naszych wiejskich terenach, potrenowałyśmy i poobgadywałyśmy po nocach ludzi z psiego świata ;). Dziękuję Ewka za takie zakończenie roku!


- - - - - - - - - - - - - - - - 

Ciężko mi jednoznacznie podsumować ten rok. Ciekawy, mieszany, dużo poprzestawiał mu w głowie. I przygotował trochę na jeszcze większe zmiany, które ma przynieść kolejny. Oby same dobre! Tego życzę też Wam wszystkim. Bo dobre zmiany są dobre :).






Komentarze

  1. Mimo wszystko jak czytam Twój post, to jednak widzę więcej fajnych niż złych rzeczy, Ada!
    Zobacz ilu osobom i ile psom pomogłaś w tym roku. Ci wszyscy ludzie, którzy dzięki Tobie zaczęli coś robić ze swoim psem, już przy tym zostaną. Bo kiedy człowiek z pasją, taki jak Ty, opowiada o tym co kocha, nie da się obok tego przejść obojętnie :)
    Trzymam kciuki za najbliższy rok!

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Bo to co złe jest głównie w mojej głowie.
      Jejku, jak ty coś napiszesz to od razu człowiek się podnosi na duchu! Bardzo ci dziękuję za takie słowa Zosia :).

      Usuń
    2. Ooo teraz to ja się wzruszyłam :3

      P.S I zachwycam się nieustannie wyglądem bloga. Kocham to zdjęcie w tle!

      Usuń
  2. Zawsze jak wchodzę na tego bloga z brakiem chęci, przygnębiona, że wszystko się sypie, to po zamknięciu karty mam ogrom motywacji. Plan treningowy mam, trzeba zacząć na poważnie pracować, przestać się przejmować, spełniać marzenia i iść do przodu. W tym roku mam okazję wybrać się na 2 seminaria w lipcu, choć nie ukrywam że liczę na więcej (najlepiej obi). Mam okazję spełnić kilka moich marzeń. Co z tego wyjdzie - nie wiem.
    Beethoven jest psem który nie ma takiej motywacji. Ale co się dziwić, to bernardyn, a ja dostałam go w wieku 9 lat, a tak naciskam z tymi wszystkimi planami...
    2 dni stycznia nie były super fajne, teraz zaczynam zupełnie od nowa, z świeżością, motywacją, chęcią do pracy! Mam nadzieję, że coś z tego wyjdzie :)
    Zazdroszczę Ci spełnienia tylu marzeń, ja nie spełniłam w 2016 żadnego. Mam nadzieję, że dla Ciebie i dla mnie ten 2017 będzie inny - taki, jaki sobie wymarzymy. Pozdrawiamy! :)
    psi-temat.blogspot.com

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Bardzo potrzebny jest szacunek i zrozumienie dla psa, i jego ograniczeń. Ja się tego ciągle uczę.
      Niesamowicie mnie to cieszy że mogę na kogoś pozytywnie wpływać :).
      Życzę też tobie bardzo udanego 2017 :) musi taki być, bo ja już tak postanowiłam.

      Usuń
  3. Wow ile się u was działo!!! O.o Ja to taki skrotny rok przy was miałam. Ej oddawaj aparat ;D, ja miałam sobie w tym roku go kupić, no nie 5D ale też Canon!

    OdpowiedzUsuń

Prześlij komentarz