Zdrowe podejście


Daleko mi do osoby pracującej z psami samymi pozytywnymi metodami. Nie mam oporów przed awersją, korektami, nie widzę nic złego w nakładaniu czasem mocniejszej presji na psa, czy sprawianiu mu bólu w uzasadnionej sytuacji i w konkretnym celu. Moje psy mają jasno ustalone granice i konkretnie postawione ode mnie wymagania. Równocześnie, jestem bardzo zadowolona z mojej relacji z nimi i jestem pewna że są szczęśliwe. Ten post jest raczej mocno subiektywny. Nic poradnikowego, moje spostrzeżenia i moja opinia.

Uważam swoją relację z psami za zdrową. W stosunku do nich jestem pewna siebie i asertywna jak nie potrafię do żadnego człowieka. Reaguję w porę, stosownie do sytuacji, daję psom jasno do zrozumienia kiedy robią źle, przeginają i kiedy mi się to nie podoba, a z drugiej strony szybko przeskakuję na tryb chwalenia ich za pozytywy.

Nie mam oporów przed użyciem w treningu metod, hmm "negatywnych". Ochrzanić psa kiedy robi coś na co się nie godzę [agresja, nadmierna ekscytacja, fiksacja na samochody czy inne psy, kradnięcie jedzenia], szarpnięcie smyczą, użycie łańcuszka zapiętego wysoko na szyi itp. Sory, mój pies ma prawo mi wyrywać rękę w której trzymam smycz, rzucając się na innego psa, a ja nie mam prawa go szarpnąć? Ostatnio trochę się zapędziliśmy, panuje spojrzenie na psy, trochę jakby miały większe prawa od ludzi [skrajności popadają w skrajności]. Człowiek źle traktujący zwierzęta - zarąbać. Agresywny pies - może popracujmy klikerem, albo samokontrola... Nie spodziewajcie się, że zaraz przyznam się, że moje psy tak pięknie dostawiają się do nogi, bo je regularnie leję za każde złe powtórzenie. Albo że jak mam zły dzień to wyżywam się na psach. Mówiąc o sobie chodzi mi o mądre używanie awersji w uzasadnionych momentach.


Znów, skrajności popadają w skrajności. Wiele lat temu szkolenie oparte na dominacji i karach, potem ogólny sprzeciw i przestawienie się na pozytywy, które w końcu stały się wręcz trochę chore. Pamiętam jak kiedyś kiedyś gdzieś przeczytałam, że największą karą dla psa jest brak nagrody i uwagi właściciela... ech... a co w przypadkach zachowań samonagradzających? Jak właśnie agresja, która aktywuje w mózgu mechanizm nagrody. A co w przypadku kiedy np. pies ucieka na spacerze goniąc zwierzynę, albo zjadając śmieci? Zignorować?

Wiele ludzi na dźwięk słów "obroża elektryczna", "kolczatka", "łańcuszek zaciskowy" oburza się od razu. Zastanówmy się lepiej. Przykładowo, według mnie znacznie lepiej dla psa, kiedy dostanie kilka razy prądem za brak reakcji na przywołanie, ale będzie mógł dzięki temu bezpiecznie biegać luzem na spacerach, niż gdyby miał całe życie spędzić na smyczy, ewentualnie być puszczanym i w końcu wpaść pod samochód goniąc zwierzynę, albo zjeść coś i się zatruć. Nienawidzę słuchać "behawiorystów" którzy mówią że nie mogą patrzeć na kolczatkę, ale nie widzą nic złego w pchaniu leków w nadpobudliwego psa. Nie mówię o żadnych konkretnych przypadkach, bo każdy z nich jest osobniczy. W niektórych leki są na prawdę potrzebne, w innych kolczatka czy prąd jest nadużywany [to na co ostatnio trafiłam... załamałam ręce... owczarek użytek oduczany gonienia rzucanej zabawki na obroży elektrycznej, bo "był nadpobudliwy i zafiksowany na zabawki", a wszystko to bardzo znane nazwisko wśród szkoleniowców... temat na oddzielny przemyśleniowy post]. Nic nie jest czarne albo białe, możemy mówić co najwyżej o odcieniach szarości.

Trzymanie psa w kojcu na dworze - kolejny temat rzeka wywołujący burze w komentarzach, kiedy padnie gdzieś w internecie. Tutaj też, zastanówmy się czy temu psu na prawdę dzieje się krzywda? Znam masę psów które wolą przebywać w kojcu na dworze niż w domu. Kermit ma kojec w którym zostaje gdy mnie nie ma, tylko wieczorami i w nocy jest w domu. Ale Kermit akurat nie jest psem który woli kojec, o nie :) to pies tak pragnący kontaktu z ludźmi, że woli przyjść do domu i leżeć w małej klatce w moim pokoju, ale być w tym moim pokoju.

Jeszcze trudniej mówić o usypianiu bezdomnych psów bez szans adopcyjnych. Jestem wolontariuszką w schronisku już ładne kilka lat, wiele przypadków widziałam i jestem zdania że nie warto ratować każdego psa za wszelką cenę. Są psy agresywne, znerwicowane, chore. Często za pieniądze i czas włożony w wyprowadzenie na prostą takiego psa, który i tak ma małe szanse na znalezienie domu, można pomóc wielu innym normalnym.

Nienawidzę stereotypów, nienawidzę powierzchownego oceniania bez posiadania odpowiedniej wiedzy i kontekstu.  Nienawidzę ogólnie utartych opinii i braku otwartości na zmianę zdania w niektórych sprawach. Wkurza mnie traktowanie psów jak ludzi, ale z większymi prawami. Jestem zwolenniczką szukania ZDROWEGO PODEJŚCIA.


Komentarze

  1. Cała prawda!
    Też nie mam w zwyczaju używać samych pozytywnych metod.
    Ostatnio Nuczce znów powaliło się w głowie i zaczęła rwać do psów. Po co miałam się z nią siłować, a ona po co miała się dusić, wychodziła tylko nie potrzebna nikomu szarpanina.
    2 spacery na łańcuszku i znów jest jak dawniej.
    Najgorsi są jednak "behawioryści" którzy na wszystko polecają kastrację :D

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Albo zmianę żywienia... na mniej białka, mniej mięsa "bo od niego pies ma za dużo energii"

      Usuń
  2. ale dobry post! mega ;) Coś co od dawna mam na myśli, ale nigdzie tego nie "wylewam" bo nie mam gdzie :D

    OdpowiedzUsuń
  3. Zgadzam się z tobą. Także uważam, że psów nie porównuje się do ludzi. Nie można zakładać, że psy należy szkolić tylko metodami pozytywnymi, "bo jak to można psa szarpnąć kolczatką? No jak, biedny pies, sama sobie załóż tą kolczatkę." - częste stwierdzenie "znawców" którzy chyba ze swoim Fafikiem nie mają problemów i nie wiedzą, że na niektóre psy po prostu trzeba użyć metod awersyjnych. Jak akcesoria szkoleniowe są dobrze używane, przez osobę, która się zna to nie widzę w tym nic złego. A "behawioryście", który stosuje tylko metody pozytywne i jest przeciwny metodom awersyjnym poleciłabym się douczyć o szkoleniu, wychowaniu psów.

    OdpowiedzUsuń
  4. Najprawdziwszy post jaki ostanio widziałam. Serio. Wszystko jest opisane dokładnie tak, jak ja to widzę. A fragment o OE - cudo, bo szczerze to mi sie niedobrze robi jak widzę te gównoburze na psich grupach że "jak tak można? ".

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. I teksty "załóż sobie sama ten prąd". Założyłam i wiem jak to jest, bo nie mogłabym założyć psu nie wiedząc.

      Usuń
    2. Ja używałam kolczatki i też sobie ją założyłam, zanim ubrałam w nią psa

      Usuń
  5. Bardzo dobry tekst, z dobrym przekazem. Czasami mam wrażenie, że ludzie traktują swoje psy jak dzieci, bo dzieci mają te wszystkie przywileje w świecie ludzkim, których starsze osoby już nie posiadają. I nie chodzi mi tutaj o samo nazywanie psa "dzieckiem" (bo samo słowo nie jest złe), ale dosłownie traktowanie go jak małego bobasa. Czasem warto zaczerpnąć zdrowego rozsądku.
    Ludzie na dźwięk różnych słów zaczynają wprowadzać zamęt, stawiają na swoje racje, ale warto też pamiętać, że każdy pies jest inny, i to podejście, które dla jednego jest dobre i wprowadza pozytywne zmiany - dla drugiego może być negatywne i pogorszyć sytuację - grunt to zdrowe podejście, tak jak piszesz i warto próbować różnych metod... no chyba, że ktoś lubi jak to pies dyktuje zasady właścicielowi, a nie odwrotnie. Pozwolę sobie przytoczyć tutaj taki... nieco humorystyczny obrazek: klik :)

    OdpowiedzUsuń
  6. Post w punkt! Podobają mi się tematy, które poruszasz na blogu.
    Mi również strasznie nie podoba się idea traktowania psa jak człowieka. Pies jest członkiem rodziny, przyjacielem i jak najbardziej trzeba mu poświęcać swoją uwagę i czas, ale bez przesady. Nie bądźmy zbyt nadopiekuńczymi ludźmi, tyczy się to przypadku własnych dzieci, jak i również zwierząt. Obroże elektryczne, kolczatki czy też łańcuszki zaciskowe są potrzebne w niektórych sytuacjach, jak sama wspomniałaś. Myślę, że niektórzy ludzie (raczej z grona psiarzy) mają do tego sceptycznie podejście, ze względu na to, że nie każdy potrafi się takim narzędziem 'obsługiwać', czyli zakładać. Natomiast trochę starsze pokolenie, np. czasami rodzice, ciocie, wujkowie, babcie itp. nie widzą problemu w zakładaniu psu obroży elektrycznej w jakimkolwiek wypadku. Tak samo jest z trzymanim psów na dworze. Na wsi jest to bardzo popularne, a w mojej nikt nie ma psa w domu, nawet ja ;). Mam dwa psy, ale znam je na tyle, że widzę, że nie lubią przebywać w domu. Jak już to w piwnicy. W mojej wsi ludzie trzymają psy raczej na łańcuchach, które mają max. 3 metry i jest to straszne. Jest tylko jeden pies, który ma dostęp do domu 24/7 i nie ma żadnego kojca na zewnątrz.
    Każdy psiarz raczej stosuje metody pozytywne przy swoich psach, ale na pewno każdy choć raz szarpnął za smycz, nakrzyczał lub pies dostał w pysk, ten temat był poruszony na seminarium, na którym byłam i nie jest to nic złego, jak pies oberwie raz na jakiś czas ;).
    Również jestem zwolenniczką szukania zdrowego podejścia i rozsądkiem, tak jak (mam nadzieję!) chyba każdy tutaj.
    Pomysł na wpis jest mega, z jednej strony się cieszę, że ktoś to napisał, a z drugiej to sama bym na to nie wpadła :P

    OdpowiedzUsuń
  7. Poruszyłaś w poście bardzo fajne kwestie. No i zgadzam się z tobą w wielu kwestiach. Jednak wydaje mi się, że mimo wszystko kolczatka i obroża elektryczna nie jest dla każdego przeciętnego Kowalskiego. W tej kwestii właściciel powinien być na tyle zorientowany w temacie by odpowiednio się danym sprzętem posługiwać. Lub trenować z tymi urządzeniami pod nadzorem dobrego specjalisty... Sama tak właściwie do wykorzystywania OE w treningu podchodzę sceptycznie, może dlatego że nigdy nie widziałam na własnych oczach jak to działa, jakie to ma konsekwencje itp. Mimo, że w wielu kwestiach jest to pomocne urządzenie to nie zdecydowałabym się wykorzystać tego na swoim psie chociażby do nauki przywoływania. Fado całe swoje życie spędza podczas spacerów na lince, nie widzę by działa się mu krzywda i by mu to nie odpowiadało. Z racji tego, że dużą część dnia spacerujemy po lesie, w którym żyje dużo dzikich zwierząt to też bym psa w tym miejscu nie spuściła. Rozróżniam miejsca, które są domem innych zwierząt. Temat posiadania psa w kojcu jest mi bardzo bliski i cóż gdy gdzieś na blogu opublikowałam zdanie, że Fado jest psem podwórkowym dowiedziałam się na swój temat mnóstwo niestworzonych historii. Tego mi się już nawet nie chce komentować. Natomiast kwestia psów schroniskowych... Mam dokładnie tako samo zdanie. Wydaje mi się, że każde schronisko powinno wyznaczyć gdzieś jakąś granicę. Dużo wolontariuszy mówi, by w miarę możliwości brać starsze psy by dożyły spokojnej starości. Szczerze powiedziawszy wydaje mi się, że jak znajdzie się kilka rodzin, które zdecyduje się na starego psa to już jest sukces. Nie można żyć w twierdzeniu, że po tego bidulka na pewno ktoś przyjdzie. Krótko mówiąc zgadzam się z tobą w każdym temacie :)

    OdpowiedzUsuń
  8. Świetny post! Ludziom brakuje zdrowego podejścia. A to co przeczytają w internecie od razu jest święte. Nie tylko w sprawach szkoleniowych ludzie... no... przesadzają. Widzą aferę tam gdzie jej nie ma, a tam gdzie jest... nie ingerują. Bo ile razy dostało się panu Mieciowi za to, że wstawił zdjęcie Fafika na grupę o psach i miał źle założoną kolczatkę. A ile razy ci sami ludzie podeszli na żywo i skorygowali? Ile razy ktoś wstawił post gdzie chwali się swoim Azorkiem, który jest grzecznym, DONkiem pilnującym domu. A co to? buda/łańcuch/kojec w tle?! TOZ już wzywany na facebook'a mimo, że pani Ala kocha Azorka i dba o niego. Czy kiedykolwiek, którakolwiek z tych osób była na wsi i zwróciła uwagę panu Andrzejowi, że pies nie może mieć 1,5m łańcucha, powinien dostawać karmę a nie obierki jak dla świni? Czasem ludzie interweniują, ale ci których znam, interweniują w realu, a nie na fejsbuczku dla miliona serduszek.
    To samo było z moją sprawą. Wszyscy obrażali, wyzywali, robili z igły widły. A ktoś przyjechał, zobaczył, porozmawiał choć przez telefon? Nikt :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. PS. Bardzo, ale to bardzo brakowało takiego posta! Super! Wreszcie ktoś, kto mówi jak jest!

      Usuń
  9. Idealnie napisane! Zdaje mi się, że niektórzy traktują psy jakby były ze szkła... Na onkowych grupach tylko zapyta ktoś o kolczatkę, albo o łańcuszek to zamiast wytłumaczyć, że to narzędzie szkoleniowe to polecają komuś założyć to sobie samemu na łeb i kupić szelki Julius K9. Czasami, aż nie mam siły się wypowiadać, bo i tak wiem, że jestem na przegranej pozycji.
    Najbardziej śmieszy mnie to, że na te tematy wypowiadają się najczęściej ludzie, którzy mają psy, którym wystarczy tylko delikatna korekta obrożą z podszyciem...
    Szacunek za odwagę, bo to ciężki temat wśród niektórych psiarzy. Pozdrawiamy!

    OdpowiedzUsuń
  10. Masz zupełną rację. Ja już naprawdę nie głowię się z czego to wynika, ale chyba z płytkiego patrzenia na świat, bo to nie tylko dotyczy psiego środowiska. Jak ktoś jest ograniczony to w każdej dziedzinie życia. A takie podejście typu tylko smaczki to właśnie ograniczanie się. Albo już nie wiem. Cieszę się, że mimo powszechnej niewiedzy trafiłam na naprawdę mądrych ludzi jeśli chodzi o podejście do psów. Właściwie na samym początku naszej drogi kiedy zgłaszałam się do różnych osób w tym ukochanych behawio, coś mi nie pasowało kiedy Emet wyrywał mi ręce, często przewracał a jedyne co słyszałam to skup go na smaczku. I nadal nie pojmuję ile osób daje ślepo się prowadzić za rękę jeśli chodzi o wychowanie psów nie próbując zrozumieć jak działa ten wbrew pozorom nieskomplikowany móżdżek który z reguły potrzebuje po prostu wyznaczenia granic i poczucia, że to my zajmiemy się problemami. Pies ma być psem..

    OdpowiedzUsuń
  11. Całkowicie się z Tobą zgadzam, mam wrażenie, że często zapominamy, że pies jest po prostu psem. Zawsze śmieszy mnie to oburzanie się na słowo 'kolczatka' lub 'łańcuszek', bo prawidłowe stosowanie nie robi dla psa krzywdy.
    collie-jetta.blogspot.com

    OdpowiedzUsuń
  12. Niestety ludzie lubią iść za modą i to niestety w każdej dziedzinie. W 100% mam takie samo zdanie, no jedynie uważam że zawsze warto spróbować uratować psa, ale też nie warto ciągnąć tego w nieskończoność na siłę.
    Teraz jest moda na bezstresowe wszystko na bezstresowe wychowywanie dzieci, psów a jest to go**o prawda, nie da się wychować "normalnego" dziecka, psa bazując na samych pozytywnych.
    Denerwuje mnie też niezdrowe uczłowieczanie psa; pies to pies i tak powinno się go traktować, jeśli uważamy inaczej to nie zaspokoimy potrzeb psa we właściwy sposób.

    OdpowiedzUsuń
  13. Jakbym Cię już wcześniej nie lubiła, to właśnie bym zaczęła. Na litość, pies jest psem. Metodę trzeba dobierać, nie wszystko się wyklika. Jak mój był agresywny to chodziłam na spacery z połowicznie wypełnioną butelką, żeby w razie czego móc się przedrzeć przez jego fiksację. I rzucałam w psa (inna sprawa, że mam słabego cela). Butelka jest nawet lepsza niż takie dyski fishera, bo ciężej wydłubać nią oko.
    Pies jest już spokojny i nie wygląda na nieszczęśliwego.

    OdpowiedzUsuń

Prześlij komentarz