Everek na obronie


W sobotę wybraliśmy się na trip do Rzeszowa, zabawić się na treningu obrony z Michałem Szczytą, który organizowała ekipa Mega Teamu. Rzeszowscy obediencowcy jak zwykle spisali się świetnie pod kontem organizacji, atmosfera też była bardzo przyjazna i pozytywna, a towarzystwo zróżnicowane :). To mój drugi raz w Rzeszowie i już wiem że lubię tam wracać. Już czaję się na treningowe zawody obi w październiku i mam nadzieję że nic nam nie stanie na drodze. Na ten trening właściwie miałam w ogóle nie jechać. Mignęło mi wydarzenie na fb, nawet na nie nie zaglądałam, ale chwilę potem dostałam wiadomość od Bartka, coś w stylu: "Ada, w Rzeszowie jest trening obrony i piszą że skierowany przede wszystkim dla szczeniaków, co ty na to?". ...hmm, jak dla szczeniaków i na luzie to może... w końcu Everowi bardzo przydałoby się podbudowanie jego pewności siebie w zabawie. Dobra, jedziemy!

Zapisałam się. W dzień treningu władowałam z dwoma psami do pociągu [wzięłam towarzysko Sonię] i jakoś doturlaliśmy się na miejsce.






Na tym treningu chciałam popracować trochę nad motywacją Everesta i pewnością siebie w zabawie. Byłam ciekawa czy on w ogóle pobawi się z obcym facetem, przy jego niechęci do obcych. Młody nie pokazuje strachu ani agresji, ale jest niepewny, nie garnie się z własnej woli do kontaktu z obcymi, od początku jest przywiązany do mnie i lubi kilka bliskich osób, które lubię ja i które często spędzają czas ze mną i moimi psami. Evi ma 8 miesięcy, jest ciągle świeżynką która chłonie wszystkie doświadczenia jak gąbka, dzieciaczkiem który szuka oparcia we mnie, uczy i zmienia się z tygodnia na tydzień. Pierwsze wejście na obronie - nie interesował go w ogóle gryzak od Michała. Ja złapałam za smycz przypiętą do gryzaka, poszurałam nim po ziemi, "Ever - catch!", Ever goni, łapie zabawkę i szarpie się ze mną. Zabieram, podaję pozorantowi, Ever niby trochę chce, ale nie, wraca bliżej mnie mnie i patrzy wzrokiem "mamo, ja to w sumie nie wiem...". Kiedy ja przejmowałam linkę z gryzakiem do ręki, szczeniak od razu się bawił. Doszliśmy do rozwiązania które go przełamało, ja się z nim bawiłam, i kiedy był wkręcony przekazywałam zabawkę Michałowi. Chwaliłam mocno Evera za drobne sukcesy, łatwo pozwalaliśmy mu wygrywać i po paru pozytywach zbiegliśmy z placu szarpiąc się. Chociaż przyznam że pierwszą sesję pociągnęliśmy trochę za długo, koniec jednak i tak był pozytywny kiedy Ever jeszcze się nie wypalił. Tak jak myślałam i co zauważył od razu Michał - ewidentnie problem jest w tym żeby wziął zabawkę od obcej osoby. Ale jeśli przełamie tą niechęć to na pewno nabierze więcej pewności w zabawie w ogóle, i walce o tą zabawkę.

W przerwie spacer, zdjęcia z Bartkiem, wyjęłam Sonię przy okazji na trening obi. Drugie wejście z Everkiem - 100% lepiej, pozorant do mnie "nie no, teraz inny pies". Nie wiem czy dlatego że to było kolejne wejście i czuł się pewniej, czy dlatego że zaproponowałam mu inną zabawkę [wzięłam nasze duże futro], ale mały kotlet od razu wyrywał Michałowi zabawkę, bardzo ją chciał i prawie na niej wisiał przez dłuższą sesję, znosząc nawet jego dotyk i nakładanie sporej presji :).


Mi się bardzo podobało :) zawsze miałam trochę zajawki na obronę, ale nie miałam psa z którym mogłabym popróbować. Ten trening na pewno nie był naszym ostatnim, i chociaż nie mam co do Evera grubszych planów związanych z IPO, to jak nadarzy się okazja będziemy jeszcze próbować :).

W obie strony jechaliśmy pociągiem. Moje pieski są idealne do podróżowania i jestem im za to niesamowicie wdzięczna, bo jeżdżenie z nimi to czysta przyjemność :). Wracało nam się bardzo fajnie, znalazłam świetne miejsce na samiutkim końcu pociągu, w przedsionku do przewożenia rowerów. Tylko troszkę trzęsło i było okropnie głośno. Ale ja nie narzekam, pół trasy ze słuchawkami w uszach przysypiałam siedząc na podłodze, z Everem na kolanach i Sonią śpiącą w klatce, drugie pół trasy obserwowałam widoki i szkoda mi było że nie miałam przy sobie GoPro.





Komentarze

  1. Ciekawe doświadczenie spróbować czegoś nowego :) Super, że Ever przełamał się!

    OdpowiedzUsuń
  2. Ever jaki szaleniec na tych zdjęciach haha. Fajnie, że byliście, każde doświadczenie jest przecież dobre :D

    OdpowiedzUsuń
  3. No, no, urósł już dużo! A jeszcze niedawno był zdecydowanie mniejszy! ;)
    http://love-english-by-ann.blogspot.com/

    OdpowiedzUsuń

Prześlij komentarz