poniedziałek, 25 grudnia 2017

Rok Everesta


Rok temu się urodził, a ja nawet nie miałam pojęcia o jego istnieniu. Dzisiaj jest ze mną i mówię o nim jako o moim wymarzonym psie. Mentalnie to kilkumiesięczne bobo, zero w nim powagi i nie wiem czy kiedyś się jej doczekam. Wniósł w nasze psie stado dużą dozę szaleństwa którego chyba nam brakowało. Nie jest idealny, ale nikt taki nie jest. Za to jest spełnieniem moich marzeń, moją najbardziej emocjonalną i ryzykowną, ale jedną z najlepszych decyzji w życiu.
Evu - zdrowia ci życzę, bo o resztę już sama się postaram :).
Dziękuję najbardziej Danie, za powołanie go na świat i za zaufanie do mnie!




Zmienia się cały czas i co kilka miesięcy odkrywam u niego jakieś nowe cechy. Wciąż jest bardzo emocjonalny i jego emocje przejmuję czasem kontrolę nad wszystkim. Jest twardszy niż reszta moich psów ale nie powiem żeby był betonem. Jak to cattle, jedyne sposoby na ogarnięcie go w przypadku niektórych jego pomysłów to porządny ochrzan. Nie ma problemów z tym żeby mi uległ ale zazwyczaj o tym zapomina po kilku sekundach i dalej testuje ile ma wolności w realizacji pomysłów. A te pomysły... wskoczyć na dwie ułożone na sobie belki słomy [wysokość łącznie... 3-4 m może] i próbować zeskoczyć z samej góry. Bo ładowanie łap na zakazane blaty w kuchni czy naruszanie świętej przestrzeni Soni, już nikogo nie dziwią. Fizycznie - czy cattle w ogóle czują ból? Aha, dotykanie ucha które przez długi czas było klejone plastrami - to podobno boooli bardzo! Ale zderzanie się z drzewami podczas gonitwy w lesie... po prostu biegnie się dalej. 
Myślałam że jest już bardziej otwarty na ludzi, ale okazuje się że nie. Ze mną jest niesamowicie związany. Weterynarza ostatnio się bał, a wstąpiłam tylko żeby go zważyć. Nie było zawahania żeby radośnie wejść ze mną, wskoczyć na wagę którą pokazałam, ale kiedy pani doktor chciała pogłaskać - ooo nie, teraz to się boję i nie podejdę z własnej woli. Taka postawa mnie cieszy, idealnie, ignoruje obcych, nie boi się ich ani nie jest wrogo nastawiony, ale nie jest przylepą. Okazuje się że jest też ciągle niepewny w stosunku do ludzi których dobrze zna. Toleruje moich bliskich znajomych, ignoruje ich obecność, wydaje mi się ze ich lubi, ale kiedy ktoś z nich go woła i chce dotknąć - "eee raczej nie... jak trzeba to zniosę ale wolę nie". Jak chodzi o mnie - "mamaaa! biegnę do ciebie i będziesz miała mnie na wysokości swojej twarzy za 3, 2, 1...". Właśnie, jest bardzo destrukcyjny. W stosunku do mnie i otaczających przedmiotów. Mam masę siniaków przez takie rzeczy jak zabawa piłką, albo zwykły spacer na którym biega luzem. Wspominałam już o kablu od internetu który wciągnął przez klatkę. Zjadł obrożę Hauevera, a taka ładna była. Miał ją na szyi, w nocy nudził się, zdjął ją sobie i rano obudziło mnie chrupanie jakiegoś plastiku...
Mimo wszystko uwielbiam go, takiego psa chciałam i takiego dostałam :) jedyne co bym zmieniła - darcie mordy, to męczy. 


Nie jestem tylko pewna czy nadanie temu psu rodowodowego imienia "Angel" było słuszne ;) 
ale nie dane mi już z tym dyskutować.










6 komentarzy:

  1. Wielu pięknych lat razem!
    W ogóle, nie wiedziałam, że one się rodzą takie jasne i potem tak bardzo ciemnieją. :D

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Wszystkie rodzą się białe, rude też ;). Tak jak z dalmatyńczykami.

      Usuń
  2. 100 lat i dalszego testowania limitow :P

    OdpowiedzUsuń
  3. Wszystkiego najlepsiejszego! Dużo zdrówka i samych sukcesów! :)

    OdpowiedzUsuń