piątek, 5 stycznia 2018

Nowy rok - nowa ja? + jak układam plany treningowe


Miałam kryzys motywacyjny, dotyczący m. in. treningów obedience. I nie tylko motywacyjny i nie tylko dotyczący treningów. Czytając komentarze i niektóre wiadomości, widzę że nijak nie jest to widoczne dla ludzi którzy kojarzą mnie z internetu, ale prawda jest taka że w realu nie jestem taka pozytywna, pracowita i zorganizowana. Może kiedyś, wtedy kiedy mogłam pisać posty o motywacji [takie jak ten, teraz to sama sobie mogę go poczytać] ostatnio raczej moglibyście ode mnie usłyszeń coś w stylu "jakie to ma znaczenie...?". Ale mniejsza z tym, przecież chodzi o to żeby po 1 jakoś się trzymać i pozbierać się po każdej porażce, po 2 iść do przodu w kierunku swoich celów.



Myśl z którą zaczęłam ten rok:
Muszę gdzieś poszukać dawnej zmotywowanej siebie i przypomnieć sobie o czym marzę. 


Pomyślałam: kurde, kiedyś to miałam tyle energii i samozaparcia. Przecież tyle zrobiłam z tej mojej Sonuni, a teraz mam koło siebie takiego fajnego szczeniaka [dobra, już nie takiego szczeniaka], z takim potencjałem i pozwalam sobie coraz częściej na olewanie treningów. Zdecydowanie za dużo w ten sposób tracę.

Nowy rok - nowa ja, tak? ;) Podejmuję próbę poprawy tego co było, trzymajcie mnie za słowo! I może przy okazji zainspiruję kogoś z was.

                       - - - - - - - - - -

Dwie sprawy które według mnie są skutecznym sposobem na utrzymanie motywacji [motywacji przewodnika, podkreślam] do treningów.

1) planowanie - plany treningowe
2) monitorowanie - dzienniczek treningowy

Co do planów - tym razem postawiłam na ogólne, pozostawiające mi miejsce na dużą dozę improwizacji, ale trzymające tą improwizację w ryzach, stawiające jej pewne założenia.
Żeby w ogóle ułożyć plan trzeba określić CEL. Najpierw taki główny najgłówniejszy, potem mniejsze które się na niego składają.

Mój główny najgłówniejszy cel dla Evera: bez owijania w bawełnę, to o czym marzy każdy kto zakocha się w obedience - trójka. Cele poboczne - debiut w oficjalnych zawodach, potem zdanie do kolejnych klas.

Jak mamy cel to pora na DROGĘ do jego realizacji.
Plan jest dla mnie a nie ja dla planu. Ma mi pomagać a nie wisieć nade mną z groźbami, i powodować poczucie winy kiedy momentami przestaję się go trzymać. Musi być pomocny, możliwy do realizacji. Dlatego postanowiłam układać go tak żeby zawierał właściwie tylko wskazówki a dalej pozwalał mi improwizować i mieć większość w głowie.

To co planuję dla danego psa zależy od etapu na którym się z nim znajduję. Inaczej układałabym plan dla psa takiego jak Ever - niegotowego do zawodów, inaczej dla psa jak Sonia - startującego. U Soni po każdych zawodach robiłam listę tego co nie wyszło, robiłam przebiegi treningowe na których sprawdzałam co nie wychodzi, potem na normalnych treningach zajmowałam się priorytetowo właśnie tymi ćwiczeniami które nie wychodziły. U bardziej początkującego psa muszę wszystkiego po prostu uczyć.

Kiedy szykowałam się na Evera, rozpisałam sobie elementy składowe wszystkich ćwiczeń w obi. Takich elementów które trzeba nauczyć, trochę jak sztuczek, a potem złożyć do kupy żeby zbudować ćwiczenia. Wspominałam o tym w tym poście. To mam przede wszystkim w głowie. Gdzieś mam wydrukowany dokument z całą listą wszystkiego co musi umieć pies żeby robić ćwiczenia z regulaminu trójki. Nie mam potrzeby zaglądania do niego jak na razie. Za to uładam sobie orientacyjne rozpiski czym zamierzam zajmować się w bieżącym miesiącu, w ten sposób jak nie wiem co mam robić na dzisiejszym treningu, zerkam na listę piszącą na ścianie i już wiem. A i trzymam się zasady że 2-3 rzeczy na jeden trening.

           EVEREST - STYCZEŃ:             
   - detale w chodzeniu przy nodze   
   - zatrzymania w biegu, takie jak do kwadratu, ale uczymy się bez kwadratu   
   - zwiększanie odległości w kwadracie, więcej samodzielnego lokalizowania   
   - chwytanie i podnoszenie koziołka    
   - zmiany pozycji - dodawanie odległości   
   - trzymanie pozycji gdy go obchodzę go dookoła, jak w pozycjach z marszu   

Druga sprawa - częstotliwość treningów i ich rodzaje. Nie piszę co będziemy robić w środę a co w poniedziałek, tylko mniej więcej ile razy w tygodniu.

               EVEREST               
  > około 3 razy w tygodniu   - trening konkretnych ćwiczeń, na boisku, albo jakimś innym kawałku placu - czyli wybieram ćwiczenia z listy wyżej i zajmujemy się stricte nimi   

  > codziennie   - sesja detali w domu, czyli np. zmiany pozycji z łapkami na targecie, trzymanie pozycji kiedy obchodzę psa itp., to mogą być nawet 3 minutki zanim dam mu kolację   
  > około 2 razy w tygodniu   - kontekst zawodów, czyli competition training   

Aha, competition training u Soni znaczy że robimy całe ćwiczenia, albo ich fragmenty, czasem w łańcuchach, czasem przeplatane nagrodami. U Evera w sumie to samo ale robię bardzo prościutkie rzeczy, np. target nosem dłoni, samo siad, samo utrzymanie kontaktu wzrokowego itp. W takim treningu chcę pracować nad nagrodą socjalną, przejściami między ćwiczeniami, nie nad samymi ćwiczeniami. One są tłem, dlatego zawsze wybieram to co jest dla psa banalne i na 99,999% nie popełni w tym błędu. Dla Soni takim czymś jest np. zrobienie całego aportu formalnego, dla Evera np. samo dostawienia do nogi, i nie ważne, chodzi o to żeby wybrać coś w czym pies się nie pomyli. Swoją drogą, competition training zasługuje na cały post, bo mogłabym o tym gadać sporo.

Teraz po prostu decyduję danego dnia, jaki rodzaj treningu robimy, i robię w głowie szczegółowy plan, co dokładnie zrobię jak wyjdę na boisko. Na ogół wymyślam to w drodze na trening.

Mamy plan to teraz monitoring, tego jak się tego planu trzymamy i czy są postępy. No to dzienniczek! O tym w następnym poście :)



4 komentarze:

  1. Palnowanie jest ważne, ale trzeba podchodzić do niego bez spiny - najgorsze, co można zrobić to trenować bez uśmiechu, bo plan tak każe. Wierzę, że kiedy pojawia się coś takiego, lepiej zrobić sobie przerwę i zamiast na trening iść na długi spacer, raz, drugi, trzeci, żeby po prostu do tych treningów zatęsknić i znowu pakować treningowy crap z entuzjazmem. :)

    OdpowiedzUsuń
  2. Ja swoją opinię o postanowieniach już obszernie opisałam we wpisie na blogu (Nowy rok, Nowy początek). Też miewam dołki, ale wiem, że dzięki ludziom mnie otaczającym szybko z nich wyjdę.
    Uważam jednak że mogę być optymistką (bo za taką się uważam) i jednocześnie miewać swoje gorsze chwile. Jedno drugiemu nie przeczy, ważniejsze jest to CO robimy PO takim załamaniu. Poddajemy się? Walczymy dalej? Analizujemy sytuację? Wyjść jest dużo. To my wybieramy ;)
    Na obi się nie znam, ale wygląda to na dobrze rozpisany plan :D Powodzenia! Trzymam kciuki!
    Pozdrawiamy całym Teamem B The Great ❤️

    OdpowiedzUsuń
  3. Planowanie - przy tym punkcie się często zatrzymuję. Mam ułożony plan, wiem co i jak, i gdzie, i kiedy, ale jak przychodzi ten moment to jest coś w stylu ,,może jednak jutro będzie lepiej? tak, zdecydowanie jutro, przecież wczoraj byłam na treningu, dzisiaj tylko luźny spacer" ;P. Gdyby Azor nie stawałby obok mnie z miną ,,no weeeź!" i nie zaczynał wykonywać wszystkie sztuczki na raz, połowa tego, co mamy wypracowane, nie istniałaby nawet w moich marzeniach. Cóż, zaletą doła jest to, że od dna łatwo się odbić, jeśli się chce ;)

    OdpowiedzUsuń
  4. Ja uwielbiam planować, ta czynność sprawia mi mnóstwo przyjemności niezależnie od tego, co w danym momencie planuję. Jeżeli chodzi o treningi to również uwielbiam to robić, później ciężko mi iść na ten trening, ale motywuję się myślą, że chcę przerobić (prawie całą) zerówkę, nieidealnie, ale przerobić.
    Mega przydatny post, porównując swoje plany jako osoby niestartującej do Twoich planów, jako zawodnika, widzę pewną różnicę. Jestem ciekawa przyszłego postu dot. monitoringu treningów, podsumowań i efektów, bo w tym zbyt dobra nie jestem.
    psi-temat.blogspot.com

    OdpowiedzUsuń