sobota, 24 marca 2018

Frisbeekotlet, 15 miesięcy i plac treningowy Prospectu


Jakoś nie mogę się zmobilizować do pisania. A mam tyle zaległych tematów do realizacji, tylko brak motywacji żeby do tego siąść. Jakaś zaczęta recenzja, post o aporcie który miałam tu produkować, artykuły o które prosiła mnie znajoma... To może zanim wezmę się za te konkrety, zmobilizuję się do bełtów o niczym :P.

Bardzo spodobało się nam z Everem frisbee. Ja mam w końcu wymarzonego psa z którym mogę realizować się w tym kierunku, a Ever jak widzi dyski to ma chochliki w oczach. Pisałam o ostatnim poście o tym że sporo tego ostatnio ćwiczymy i że idzie nam lepiej niż z obi, w którym nie mamy jakichś znaczących postępów. Zima nam pokrzyżowała ambitne plany, dowalając nam śnieg, zaspy po kolana a miejscami po pas, takie że zwykły spacer po łąkach staje się prawie niemożliwy, a ja zakopuję się bardzo wysokim terenowym samochodem, tak że koła zaczynają kręcić się w powietrzu i trzeba odkopać się tym co mamy... czyli skrobaczką do szyb :P. Dalej czekam aż to stopnieje na tyle żebyśmy mogli pójść na boisko na trening.



W międzyczasie skleiłam filmik gdzie możecie zobaczyć dużo frisbowego kotleta :). Jutro młody kończy 15 miesięcy.


Przygotowując się do wiosny i naszego pierwszego sezonu z jakimiśtam startami [frisbee na razie, bo w obi jeszcze dużo pracy do pierwszych całych przebiegów]. Wysłałam zgłoszenie na Dog Games Spring! już się nie mogę doczekać. Zapisałam nas do quadruped i TrowNGo. Korci mnie już żeby iść na trening rzutowy, piękne nowiutkie białe xtrasy do rzucania czekają... :D. 


Jak jeszcze było ciepło i bez śniegu, intensywnie pracowałam na tym żeby przygotować moją działkę do pełnienia funkcji placu treningowego. To tam będzie realnie umiejscowiony w przestrzeni PROSPECT, do którego zaproszę was już za chwileczkę... :D. Tak się cieszę że właśnie spełniam to moje duże marzenie! Na razie wywozimy śmieci i próbuję doprowadzić do względnego porządku podłoże. Duuużo roboty, która nie wiem czy kiedykolwiek się skończy. Ale już niewiele brakuje żeby można było tam trenować, myślę że jeden - dwa kursy z przyczepką, kilka [albo więcej niż kilka na tą powierzchnię] razy grabienia trawy, skoszenie jej i wygrabienie jeszcze raz, i brama, i może uszczelnienie ogrodzenia z jednej strony, żeby było bezpieczniej dla obcych psów. 


A żeby było jeszcze bardziej ekscytująco... ogłosiłam pierwsze seminarium u nas :D. Zaprosiłam do nas Amelię od Nuviego. W maju będziemy ciapać dyskami pod jej okiem. Jest jeszcze kilka wolnych miejsc więc decydować się! 



4 komentarze:

  1. Dziko zazdroszczę własnego, ogrodzonego placu!

    OdpowiedzUsuń
  2. Zakopujesz się samochodem, o pomnij na tych, co muszą na trening lecieć na nogach z prędkością światła, bo może w każdej chwili słońce zajść i nic nie będzie się dało zrobić w ciemnościach! ;)
    Zazdroszczę i ja tego placu. Powodzenia w dalszej pracy!

    OdpowiedzUsuń
  3. Mega zazdroszczę placu, ja po skończeniu osiemnastki się wyprowadzam gdzieś na stałe i właśnie tam chciałabym mieć swój własny plac :). Ale do tego jeszcze daleko.
    Ten Twój cattle to super jest, trafiłaś na fajnego psa! Ale nie oszukujmy się, większą część roboty odwaliłaś właśnie Ty :) możesz być dumna!
    Na semi bardzo chętnie bym wpadła, tylko czemu to musi być tak daleko... :(

    OdpowiedzUsuń
  4. Zazdrościmy placu :P No i powodzenia na DG :D

    OdpowiedzUsuń