niedziela, 4 marca 2018

Luty - treningi


Luty był taki sobie pod względem postępów treningowo sportowych. Pogoda mnie zdemotywowała, robiłam mało konkretnych treningów. W trakcie miesiąca postanowiłam zmienić plan Evera, zająć się głównie detalami takimi jak szlifowanie pozycji z marszu, trzymanie tego okropnego aportu, nauka zupełnie nowych rzeczy jak początek blokad w przywołaniu i pokazanie mu kilku nowych sztuczek. Po to żeby ogólnie coś cały czas robić i jakoś iść do przodu. Ćwiczyliśmy coś chociaż troszkę prawie codziennie, ale jak tylko się dało to zrobić w domu / garażu to zdecydowanie wolałam wybrać takie opcje. Po 1 przez tą pogodę, nie chciało mi się chodzić w ten mróz i śnieg na boisko, po 2 przez to że mieliśmy kolejny kryzysik w dogadywaniu się, teraz już zaczyna być lepiej.



Nie wzięłam się w ogóle za elementy competition, bo mieliśmy problem w relacji, łatwiej było to obejść na treningach detali.


     OBI:
Zaczęliśmy zatrzymania w przywołaniu na target, czyli najpierw w ogóle naukę targetu, którego dotąd u niego nie potrzebowałam. Moja pierwsza myśl to było żeby nauczyć go zatrzymania przed tyczką, tak jak kiedyś uczyłam Sonię, ale jakoś nie umiałam mu wytłumaczyć i uznałam że z dużym targetem [wycieraczka od samochodu ;)] będzie czytelniej.
Pozycje z marszu, obieganie pachołka, zmiany pozycji, robiliśmy co jakiś czas po kilka powtórzeń, na zasadzie przypomnienia.
Kilka dni temu zrobiłam mu ultralekki koziołek z boczkami z pianki. Teraz powinno być trochę lepiej z aportem. Postanowiłam postawić mały, jasny cel i skupić się na jednym, na razie dążymy do stabilnego trzymania przez dłuższy czas, w siadzie.

     FUNDAMENTY:
Musiałam przypomnieć mu puszczanie zabawki. Kilka razy trochę mu popuściłam i zaczął pozwalać sobie na za dużo.

     FRISBEE:
Robiliśmy w sumie sporo. Korzystaliśmy z każdego dnia z pozwalającą na to pogodą, a na małym śniegu robiliśmy bezpieczniejsze rzeczy. Kiedy wkurzałam się na niego i nie mogłam znaleźć porozumienia na obi, z treningu frisbee zawsze oboje wracaliśmy zadowoleni.
Poprawił mu się aport :D. Z tego się bardzo cieszę bo długo z nim pracowałam nad przynoszeniem, i pracuję w sumie dalej.
Mamy bardzo duży progres w overach! Pierwsze próby z nim były słabe, wpadał w moją nogę, wybijał się byle gdzie i byle jak, nie wymierzał kroku w ogóle. Udało się bardzo dużo poprawić z hopką.
Ogarnęliśmy sobie też dog catcha z dyskami. A właściwie ja zaczęłam ogarniać gdzie mu rzucać, bo on po prostu wyskakuje po dysk i leci.

     SZTUCZKI:
Pomyślałam że jednak kilka sztuczek się przyda ;) chociażby do freestyli w przyszłości. Najpierw zrobiliśmy sobie wskakiwanie na ręce na sucho, bez dysku. Zaczęłam go uczyć cofania, poprawiłam kółeczka i zrobiliśmy sobie turlanie. W planach teraz wchodzenie na małe przedmioty i w efekcie wskakiwanie na stopy.



Nie zrobiłam żadnego treningu z Kermitem, chodził tylko na spacery i kilka razy poszedł razem z Everem na trening i bawił się piłką. Jadzia trenowała tylko raz na początku lutego. Jak potem leżał śnieg i było tak zimno, to nie miałam motywacji jeździć po nią i brać ją na boisko.

Za to z Sonią było całkiem aktywnie! Wszystko przez to że najpierw jej przypominałam trochę rzeczy po przerwie do niespodziewanych zawodów obi w Rumiance. Potem wysłałam zgłoszenie na treningowe do Rzeszowa, do dwójki na próbę, ale teraz mam wątpliwości czy wystartuję. Pół lutego robiłam z nią dwójkowe ćwiczenia - zatrzymania w przywołaniu, aporty kierunkowe, wszystkie zmiany pozycji, patyczki węchowe. Wszystko z tego znała po części wcześniej, moim celem było tylko poskładanie ćwiczeń do kupy. Wrzuciłam ją w system krótkich ale prawie codziennych treningów, na początku było fajnie, wszystko jakoś wychodziło, a po chwili okazało się że chyba mózg się przegrzał :P. Najpierw wyszło że chyba muszę ją tych dwójkowych ćwiczeń nauczyć od zera, potem okazało się że jest jeszcze gorzej, bo Czarna myliła banalne rzeczy, które miała wyryte na blachę. M. in. zapomniała że w pozycjach z marszu trzyma się pozycję cały czas, a nie odwraca za mną gdy jestem z tyłu, dostawianie do nogi z aportem było totalnie niemożliwe do wykonania. Przy tym motywacja level high, emocje super, radość i chęć do pracy - czad. Ale zero zero myślenia :P. Na razie odpuściłam i zobaczę, mi w sumie nie zależy tak na tym starcie to nie mam presji.


Wstępny plan na marzec dotyczy tylko Everesta:
- nagroda socjalna !!! to trzeba cały czas wsmacniać
- skończyć naukę targetu i pobawić się wzatrzymania
- stabilne trzymanie aportu
- jak poprawi się pogoda przypominamy box

Na frisbee chciałabym porobić z nim puszczanie w biegu, m. in. do jakichś prostych sekwencji, zigzaka. A ja muszę kupić nowe dyski i brać się za siebie, ale bym chciała sobie porzucać dystans :D. Niech tylko przyjdzie ta wiosna!

2 komentarze:

  1. zazdroszczę i tak takiej aktywnosci, u nas ostatnio słabo, ale będziemy nad tym pracować ;)

    OdpowiedzUsuń
  2. Widzę, że nie tylko mój pies nie widzi sensu w trzymaniu drewnianego przedmiotu w pysku. Ale u nas wygląda to jeszcze gorzej... aż sobie odpuściłam :). Skoro nie chciał utrzymać nawet sekundy (!) to nie będę go zmuszać, bo tylko się zniechęci. Za to stwierdziłam, że spróbuję z drugim psem frisbee - tylko muszę kupić ;D. Powodzenia w realizacji!

    OdpowiedzUsuń