środa, 2 maja 2018

"złapał! on to złapał!" czyli Dog Games Spring

fot. Maria Juraszek
Trochę ekscytacji przed, trochę stresiku i złości na siebie, trochę doceniania małych rzeczy, trochę myśli "co będzie, nie ważne", i wybuch dzikiej radości już prawie pod koniec weekendu :D. A ten minął mi pod hasłem frisbowego debiutu z dzieciakiem. Postanowiłam już jakiś czas temu że spakujemy się i zawleczemy na te zawody. Nie ważne czy mój samochód wróci od mechanika (nadal nie wrócił) czy będę musiała kogoś prosić, czy będziemy mieli towarzystwo czy przyjdzie jechać samemu, czy będę miała wolną kasę czy trzeba będzie pożyczyć...
Było ZARĄBIŚCIE mimo wszystko i chcę już kolejne zawody frisbee! :D



Dzięki Paulinie od kotletowej ekipy mogliśmy wybrać się na cały weekend i spać u niej w Merdu Merdu. Dziękuję za kolejny nocleg i mam nadzieję że się kiedyś odwdzięczę! Wzięłam tyko Evka, reszta została w domu, bo i tak musiałam spakować go do samochodu ojca, gdzie nie mogę wstawić klatki i musiał jechać na siedzeniu.

Zgłosiłam głąba do Trow n Go L1 i do Quadruped, a jak dowiedziałam się że mogę jechać na obydwa dni to wysłałam jeszcze zgłoszenie na Tossa w sobotę.

fot. Maria Juraszek

fot. Maria Juraszek

Toss w sobotę - obiektywnie porażka. Na pierwszej rundzie jeden rzut złapany (na pocieszenie - w 3 strefce), na drugiej zero. Albo się nie wyrabiał, albo mu za wcześnie rzucałam, albo jakoś tak nie trafiał... nie no muszę popracować nad moim zgraniem z psem w tego typu konkurencjach, bo jestem pewna że to przeze mnie. Ale z fundamentalnych plusów - bardzo ładnie pracował, w ogóle się nie rozpraszał i nie uciekał do psów (obawiałam się że pobiegnie kogoś powkurzać jak jest w końcu okazja), całkiem szybko aportował do ręki. Mój mózg był skupiony na tym żeby cattel się nie przełączył w tryb "pobiegnę się gryźć", nie na dobrym wyniku. Mamy przynajmniej podstawę na przyszłość, wiem że mogę mu bardziej zaufać i pomyśleć o dobrych rzutach do złapania.

TnG czyli niedziela rano - obiektywnie kolejna porażka. Subiektywnie: "no to teraz wiem że mogę ufać pleśni na frisbee". Też nic nie złapał, ale też świetnie pracował. A było trudniej, bo więcej widowni i psów blisko pola.


Po południu w niedzielę miał być quadruped. Pomyślałam, że teraz to już zrobię wszystko, żeby jak najbardziej mu pomóc, żeby coś złapał. Z drugiej strony, wybaczę jemu i sobie jeśli odpadniemy na samym początku bez chwytu. Uwielbiam dystans, bo uwielbiam pracować nad sobą, i uwielbiam monitorować moje drobne postępy. A w całej formule quada zakochałam się po tych zawodach :D i to właśnie chyba będzie moja ulubiona konkurencja :D.

Poćwiczyłam sobie wcześniej na polu, dyski leciały mi nawet nieźle, warunki były fajne, wiatr nie utrudniał sprawy. Ciekawe jak będzie pod presją... Na kwalifikacjach bez psa rzuciłam 52 m. No! Spoko jak na mnie. Pierwsza runda w grupach z psami. Dobra... "Ever obejdź, leć przód! przód! (teraz Ada zapomnij o psie, po prostu rzuć) ... ... bierz to! to jest do złapania! Evu bierz! keecz!...." AAAA ZŁAAPAŁ! ON TO ZŁAPAŁ! dawno się tak nie cieszyłam :D. 53 metry, czyli przechodzimy do kolejnej rundy :D.
Na drugiej jakoś tak nie udało się złapać żadnego. Czyli nie wychodzimy z grupy, widzimy się rundzie ostatniej szansy.

fot. Tomek Mońko

Runda Last Chance, pierwszy rzut. Kurde rzucić chociaż tak żeby złapał... ZŁAPAŁ! 56 m - jaaa cię :D. Drugi krótszy, 50 m, trzeci nie złapany. Dobra, idziemy popatrzeć. Następna osoba, i następna... Sędzia Aśka po kolei mówi że ciągle prowadzimy. A ja tak siedzę i obserwuję... pilnuję żeby mi się pleśniak nie przegrzał w słońcu... Słyszę Asię przez mikrofon: "W FINAŁACH WIDZIMY SIĘ Z ADĄ I EVERESTEM" jaaa pierdzielę :D jakie mega zakończenie :D.

W finałach wyszłam pierwsza i już w sumie nie myślałam :P. Pierwszy rzut w ludzi, drugi chciałam poprawić to w drugą stronę, też nie do złapania. Trzeci złapany ale 'tylko' 44 m co dało nam ogólnie... 4 miesjce! A dziewczyny z podium wymiotły! Szacunek!




Jak już kiedyś mówiłam (to był mój debiut w obi z Sonią), 
spełniajcie swoje marzenia! To jest niesamowite uczucie! 
Rzucam kurde już chyba 4 czy 5 lat, nie pamiętam w sumie.
Tyle samo śledzę zawody, wyniki, oglądam filmy konkretnych teamów.
Męczyłam te moje kundle, potem czekałam na mojego psa do frisbee,
dziś czekam na kolejne zawody bo jest taki niedosyt po pierwszych :D.

Everze - dziękuję! Tak bardzo się starasz dzieciaku :D 




1 komentarz:

  1. Gratuluję świetnego wyniku! :) Twoje rzuty robią wrażenie, a i Everest świetnie sobie poradził. Oby więcej takich udanych startów! :)

    OdpowiedzUsuń