środa, 13 czerwca 2018

O moim miejscu, dwóch seminariach, pokazie i wystawie - nadrabiam miesięczne zaległości


Zapuściłam bloga więc teraz produkuję tasiemca, co by trochę zadrobić braki zanim zacznę pisać dalej normalne posty. Kto śledzi naszego facebooka, wie że przez ostatni miesiac działo się u nas dużo. Ja praktycznie ciągle gdzieś za czymś biegnę, na szczęście jakoś tak, odkąd skończyłam szkołę, ten pośpiech i nawał pracy dotyczy samych spraw sprawiających mi przyjemność. Właśnie, można wspomnieć, że w maju mogłam z dumą powiedzieć, że wygrałam z maturami i w końcu jestem wolnym człowiekiem :D.





- - - - - - - - - - 

O moim miejscu jakoś nigdy za wiele nie napisałam, bo dotąd nie było do końca gotowe. Zaczęliśmy trenować tam około środka maja,  zwieńczeniem mojej walki o ten kawałek trawy miało być seminarium z Amelią. Wiedziałam że działka będzie moja już półtora roku temu, ale to miejsce wymagało masy masy pracy, żeby doprowadzić je do stanu używalnego jako plac treningowy. Dziś marzenie spełnione odhaczone - mam własny plac gdzie mogę zapraszać ludzi na treningi, organizować seminaria, albo przyjechać sama z moimi psami kiedy tylko mam ochotę. Na dodatek w miejscowości którą na prawdę lubię, lubię do niej wracać i jakoś zawsze dobrze się w niej czuję.




19-20 maja zorganizowałam pierwsze seminarium. Przez weekend rzucaliśmy dyskami i bawiliśmy się z naszymi psami pod okiem Amelii Makówki. Z Amelią znamy się od 3 lat, poznałyśmy się na obozie w Annówce. Myśląc o pierwszym semi u nas, chciałam zaprosić właśnie nie koniecznie trenera z dużym prestiżem, a kogoś kto z jednej strony dopiero zaczyna, a z drugiej ma dużo do przekazania i zna się na tym co robi. Amelię jako trenera na prawdę polecam :D. Ma masę pomysłów, dużą wiedzę o której chętnie opowiada. Poza tym że jest szybko rozwijającą się zawodniczką i brała udział w wielu seminariach z ludźmi jak... chociażby Paco. Do tego od niedawna oficjalnie jest zwierzęcą fizjoterapeutką! 


Mam nadzieję że wszyscy którzy na semi byli są zadowoleni :D. Dotarły do mnie zaraz potem pozytywne opinie (jak ta) więc chyba było dobrze. Ja sama z Evem bawiłam się elementami fristajlowymi. Wyszedł nam pierwszy taki mój wymarzony overek nad całą mną, coś dłubaliśmy przy zigzaku który nie jest jego mocną stroną, zaczęliśmy uczyć się dookoła świata, podstaw pod vaulty z którymi jeszcze nic więcej od semi nie robiłam i składaliśmy sekwencję kilku rzutów w przód jak do time warp'a. O ile reszta jest na liście do zrobienia potem, to tego ostatniego sporo z nim ćwiczę i dla sprawdzenia zgłosiłam się do Time Warp L1 na Dog Games Summer. 






Część tych ładnych zdjęć z semi mam dzięki Oli Zalewskiej :D 

- - - - - - - - - - 

Cofka w czasie na moment... W środę przed seminarium (16 maja chyba to był), robiliśmy pokaz w przerwie muzycznego konkursu Sound of Lublin, w sali kongresowej Uniwersytety Przyrodniczego w Lublinie. Zostaliśmy zaproszeni w ostatniej chwili, na zastępstwo za Kaję od Fida i Zaviego, bo tak się składało że oba jej psy były kontuzjowane i nie w stanie zrobić wtedy ten pokaz. To był nasz pierwszy raz w takich warunkach. Duża aula, duża scena, ciemno, reflektory, głośna muzyka itd. Jestem pod wrażeniem że oba moje psy ogarniały takie warunki, które ledwo ogarniałam ja. Sonia to jak zwykle, niezawodna słodziutka Sonunia którą wszyscy kochają. Evera wzięłam tak bez większych wymagań, ale chłopak na prawdę był dzielny.



I to był ostatni raz kiedy robiłam cokolwiek z Sonią... Z jej zdrowiem jest teraz bardzo słabo, ale to nie jest temat dla mnie do napisania w trzech zdaniach... Z drugiej strony nie bardzo wiem co się tu więcej rozpisywać. Chciałabym żeby ktoś mi mógł obiecać że będzie jeszcze dobrze. Ja już nic od niej nie wymagam, dała mi dużo więcej niż oczekiwałam. Na tą chwilę życzę jej jak najdłuższego życia w komforcie, chciałabym żeby jeszcze mogła sobie pobiegać.

- - - - - - - - - - 

Tydzień po naszym semi pojechałam do Lublina, tym razem obidiensy z Klaudią Szymańską. Jakoś jeszcze ani razu nie mogłam skorzystać z możliwości trenowania pod jej okiem, a wiedziałam że mogłabym sporo od niej wynieść. Tym bardziej warto było w momencie kiedy nie miałam pomysłu na kilka spraw w obi z Everkiem, szczególnie poprawę chodzenia przy nodze. 







- - - - - - - - - - 

A w tą niedzielę zabrałam gnojka na wystawę do Wąwolnicy, organizowaną przez oddział Lublin. Smażyliśmy się przez pół dnia, na szczęście mieliśmy miłe towarzystwo ekipy borderowej z Lublina (i Chełma ;)) i trochę cienia w ich namiocie. Evu wygrał klasę młodzieży w cattach (bo był sam ;)). Dostał od sędziego doskonałą i opis: 

" młodzieżowy, samczy, o jeszcze zbyt miękkich i dość szeroko rozstawionych uszach (😂), dobra szyja, linia górna poprawna, klatka piersiowa wystarczająco pojemna jak na wiek, wystarczające kątowanie przodu i tyłu, dobry wydajny ruch "



- - - - - - - - - - 

W tą sobotę są 4. urodziny wolontariatu naszego schroniska, na które się wybieram i Ever ma zrobić jakiś pokaz. Jeszcze nie wiem jaki bo ten dzieciak przecież nic nie umie :P ale wolontariuszki chciały żebym go wzięła to dobra... 

A już w kolejny weekend Dog Games Summer! Aaaa! nie mogę się doczekać :D 





1 komentarz:

  1. Sporo się u was dzieje! :) Podziwiam i zazdroszczę waszego placu treningowego.
    Życzę dużo zdrowia dla Soni!

    OdpowiedzUsuń