czwartek, 19 lipca 2018

Everest - góra czy wulkan? ...wulkan emocji


Everest ma od początku perfekcyjny przełącznik on / off. W domu go nie ma, śpi alb wyleguje się na podłodze. W klatce mogę go zostawić na tak długo jak trzeba i NIGDY nie wściekał się że chce już wyjść, nigdy nie niszczył ani nie zaczynał wokalizować się bez powodu. I w drugą stronę, wystarczy jeden mały powód, jeden mały bodziec żeby ze 100% -owego wyciszenia przeszedł w sekundę na drugą stronę skali, do 100% -owego pobudzenia. Nie ma nic pomiędzy. Odkąd miał powiedzmy pół roku jakoś z tym wszyscy żyliśmy. Ja czasem przymrużałam na to oko, czasem się wkurzałam na niego, zagryzałam zęby, uciszałam go i ładowałam do klatki w domu czy w aucie, żeby przeczekać jego wybuch aż się fizycznie zmęczy.
Problemy których nie rozwiązujemy, na ogół same się nie rozwiązują, tylko z czasem rosną. Poza tym ogólnym faktem i wiekiem mojego siwego psa, doszedł teraz jeszcze jeden czynnik: Ever jest po kontuzji, przez 2 tygodnie miał ruch ograniczony do leżenia w klatce albo pod stołem w kuchni i wychodzenia na siku. Dopóki przez pierwszy tydzień bolała go łapa, akceptował ten fakt i sam nie chciał robić nic więcej. Teraz kiedy już w jego mniemaniu wszystko jest OK... domyślacie się.
Wulkan emocji obudził się, z kilkukrotnie zwiększoną siłą.



Uznałam że skoro on nie kuleje i nie dostaje już leków, to dobra, nie będzie frisbee, rzucania zabawek i szaleństw z innymi psami przez kilka tygodni, ale niech wychodzi na spacery sam, niech sobie kłusuje. Ćwiczmy też trochę obi żeby go umysłowo męczyć.

Zawsze bardzo się emocjonował takimi wydarzeniami jak wychodzenie na spacer, wsiadanie do samochodu, wysiadanie z niego, pojawienie się innego psa itp. No nie trzeba wiele. Emocjonował się to znaczy zaczynał szczekać, biegać w tą i z powrotem, szczekać, skakać na mnie, szczekać, biegać, podgryzać Kermita lub Sonię, szczekać, biegać, i jeszcze do tego wszystkiego szczekać. Teraz to urosło, do tego stopnia, że w takim stanie nie można do niego dotrzeć i po prostu go uspokoić. A jeśli jest obcy pies to Ever wchodzi w agresję.


Tak jak mówiłam, żyłam z tym dotąd. Ubierałam się na spacer jak najszybciej, bo Ever szczekał mi nad uchem. Szczekającego i biegającego Evera wpuszczałam do klatki w aucie. Wydzierałam się na niego żeby przestał mi piszczeć do ucha. Jechałam na łąki, wypuszczałam go, on biegał jak popie******y przez jakieś 10 min, aż trochę się wyładował i spacerowaliśmy sobie dalej normalnie.

Wyjścia na treningi stety niestety wyglądały tak samo. Ale... po 10 min takiego biegania w max pobudzeniu (bo WYSZEDŁ Z DOMU! to jest tak niesamowita euforia) i dojścia na miejsce treningu, Ev jest na tyle zmęczony że nie jest w stanie skupić się na obi (frisbee idzie bo to tylko samonagradzające łapanie, musi przecież pobiec za tym rzuconym dyskiem, nawet jak jest zmęczony wewnętrzna chęć pogoni i złapania jest większa). I m. in. dlatego nasze obi stało w miejscu, bo jak już mi się zachciało i zabrałam się za jakiś konkretny trening, to jakieś 60% z tych treningów nie wychodziło bo Ever nie był w stanie.

Dlaczego nie wzięłam się do konkretnej roboty wcześniej? Nie mam nic na swoje usprawiedliwienie. W poprzednie psy i pracę nad nimi włożyłam całą siebie i chyba już zabrakło na tego trzeciego. Więc zamiast ciężko pracować dałam sobie spokój i udawałam że to mi nie przeszkadza.

Wiem że Ever potrzebuje takiej systematycznej pracy nad wyciszaniem i kontrolą wybuchów jak Kermit 3 lata temu, tylko że może w trochę innej skali. Teraz kiedy problem urósł, a do tego okoliczności bardzo sprzyjają pracy nad nim (Ever teraz i przez najbliższe tygodnie będzie wychodził ze mną sam, w dużej mierze na smyczy, czego wcześniej nie robiliśmy wcale) zaczęłam z tym walczyć. I wiecie, wcale to nie jest tak że uświadomienie sobie poważnego problemu u mojego psa mnie tym dobiło i zdemotywowało. Przeciwnie. Poczucie konkretnego zadania do wykonania, znajomość sposobu, wizja celu, konkretna droga do pokonania i jedyne wymagania - moja determinacja i samodyscyplina do codziennych kroczków... to mnie bardzo pocieszyło i sprawiło że mi się CHCE. 

Nie zamierzam teraz narzekać na cattla, bo po pierwsze byłam tego 100% świadoma kiedy planowałam psa tej rasy, a Ever po prostu zgadza się z opisami, a po drugie - nienawidzę narzekania. Nienawidzę też bezproduktywnego gadania - jestem zwolenniczką robienia, po prostu. 



Brak komentarzy:

Prześlij komentarz