czwartek, 12 lipca 2018

Peszek


W ciągu ostatnich trzech miesięcy wszystkie moje trzy psy zaliczyły poważniejsze wizyty u wetów, i to tak się składa że w trzech różnych klinikach, w zależności od powagi problemu. A ja zaliczyłam trochę nerwów, a trochę się już uodporniłam i zaczęło po mnie spływać, przynajmniej tak mi się wydaje.



Pierwszy był Kermit i jego boliłapka. Nikt nie wie kiedy zrobił sobie bardzo brzydką, głęboką dziurę w tylnej łapie. Stwierdziłam że nie ma sensu panikować i lecieć na szycie, on nie pokazywał żeby bolało, zostawiłam jak jest. Chodził normalnie na spacery luzem i na jednym musiał niefortunnie ją zabrudzić. Wieczorem wrócił w błocie, spał na dworze w kojcu, bo ciepło a mi - złej matce nie chciało się go kąpać o 22:00. Znalazłam go rano zakrwawionego i osowiałego, ze spuchniętą łapą. Musiało się zrobić zakażenie, bolało go, rozgryzł sobie tą ranę i ogólnie kiszka. Skończyło się na antybiotykach i codziennych wizytach w przychodni na czyszczenie i zmienianie opatrunku. Goiło się w ciul długo, a Kermitek pokazywał że umiera i że chyba mu tą łapę oderwało, bo biedaczek skakał na trzech na prawdę długo. Jak już się zrosło to sobie sam rozwalił od nowa... i to ze dwa razy. No nieciekawie. Teraz niby jest już spoko, ale ma paskudną dużą bliznę, na której co chwilę robią mu się otarcia, a jak przypadkiem się go nadepnie na tą łapkę to jest tragedia i przez chwilę znowu nie może na niej stanąć.



* * *

Potem Sonia u której sprawa była najpoważniejsza z mojego stadka. Zaczęło się od tego że nie bardzo chciała się kłaść prosto, a zmęczona po spacerze krzywo szła tylnymi łapkami. Pierwsza myśl że bolą ją biodra. Potem się pogorszyło, zaczęły trząść jej się mięśnie tylnych łapek. Pojechałyśmy na macanie i rtg. Bałam się że zaczyna się pogarszać z tym jej przesuniętym kręgiem szyjnym i ma ucisk na rdzeń, a to by było na prawdę słabe... Owszem, ma ucisk na rdzeń, ale odrobinę lepiej niż w odcinku szyjnym - między lędźwiowym a krzyżowym. Właściwie jedyna ewentualna forma leczenia w tym przypadku, to byłaby operacja żeby usztywnić kręgi między którymi jest za duży luz, ale nie chcę tego ryzykować. Po lekach przeciwzapalnych mocno jej się poprawiło i teraz rusza się praktycznie normalnie, wygląda na to że nie boli jej. Pozwalam jej po prostu chodzić luzem i robić co chce. Prowadzi życie podwórkowo kanapowego burka wiejskiego, mam nadzieję jak najdłużej.



* * *

Na dokładkę Everek dopiero co zepsuł sobie łapkę... Myślałam że sobie tylko zerwał pazura, ale po 3 dniach nie stawania na łapę i obmacaniu u weta, zaczęłam obawiać się że palec jest złamany. Na rentgenie wyszło że to chyba problem ze stawem w palcu, dostaje przeciwzapalne po których już się wścieka i chce biegać, a ja muszę go jeszcze przytrzymać na tyłku jakieś 5 tygodni... Co oznacza że trochę sobie musimy od wszystkiego odpocząć, zrezygnować z czynnego udziału w naszym seminarium obi w ten weekend, odpuścić wyjazd na ME dogfrisbee i przemyśleć sprawę freestylu w tym roku. No nic, najważniejsze żeby to nie było nic poważnego i już nie wróciło. 





2 komentarze:

  1. Oj, bardzo nieciekawie to wszystko wyszło. Dużo zdrowia życzę dla całego waszego teamu!

    OdpowiedzUsuń
  2. Słabo u Was ;/
    U nas też nie bardzo, bo Rex uderzył się gdzieś w bark i najpierw nie mógł chodzić na przednią lewą łapę, a teraz jeszcze troszkę kuleje, jednak po zastrzykach które wet nam dał jest o wiele lepiej.
    Zdrówka dla wszystkich psiaków! :)

    OdpowiedzUsuń