niedziela, 9 września 2018

Latające Psy w Wilanowie


Latające Psy w Wawie były pierwszymi zawodami na które pojechałam. Właściwie wtedy jeszcze Dog Chow Disc Cup. Zmienili się sponsorzy, regulaminy, w tym roku miejsce. Ale nie zmieniła się na szczęście organizacja i atmosfera, jedyna taka. W 2012 byłam popatrzeć. Uznaję ten moment za początek mojego marzenia o starcie. Spełniło się dzięki spleśniałemu pieseczku!


Nie było to nic spektakularnie widowiskowego, ani dającego nam wysokiego wyniku. To był układ wymyślony dawno, a dopracowany i złożony do kupy z psem w ciagu kilku tygodni. Wszystko z praktycznie szczeniaczkiem, który jeszcze nie ma 2 lat i ze mną która pierwszy raz robiła coś takiego przed ludźmi ;). Ever miał kontuzję paluszka w lipcu, która ograniczyła nas mocno. Po niej potrzebował kilku tygodni przerwy na regenereację. Trenować freestyle zaczęliśmy dopiero w sierpniu.

Mimo wszystko chyba nie ma się czego wstydzić. Everek bardzo się starał na obydwu rundach. Jestem dumna z dzieciaczka i niesamowicie wdzięczna za to wszystko co dla mnie robi.




Na koniec zaliczyliśmy jeszcze Trow n Go lv2. Runda z naszym najlepszym jak dotąd wynikiem punktowym (20 p), ale dalej to bardzo daleko do tego na co nas obydwojga stać. Ever był już zmęczony fizycznie, było gorąco przez cały weekend, a on nie ma teraz rewelacyjnej kondycji (nie udało mi się do końca jej poprawić po jego przerwie związanej z paluszkiem). Wolno wracał i wypluwał przed linią, złapał dwa rzuty za 10 p, jeden był chyba poza polem,  a ja w panice w ostaniej sekundzie z***ałam sweet spot :P. Ever wypluł dysk przed linią, mi już odliczali ostatnie sekundy, powinnam zebrać dysk i zawołać go za linię - miałabym 5 pkt za pasywny, wiedziałam że nie mogę rzucać jak mam drugi dysk leżący na polu, a mimo wszystko moje ręce rzuciły koślawca zanim doszedł do nich sygnał od mózgu o zmianie planu ;). Trudne to TnG :P.

Pomijając kwestie startów - weekend był bardzo udany od strony towarzyskiej! Spędziliśmy go z Bartkiem, Klaudią od Vivi i Agą od Iri. Ekipa z Rzeszowa, która przyjechała do Wawy pociągiem. Ja odebrałam ich w piątek w nocy z dworca. Przez te dwa dni jakoś upychaliśmy z psami i bagażami w niezaduży samochód, a spaliśmy u kochanej Pauliny z Merdu Merdu. Która nas ugościła, nakarmiła, pożyczała jeszcze swoje kotleciki na frisbee po nocy (nie, wcale nie było nam mało po zawodach i wcale nie byliśmy zmęczeni)



 A zawody poza startami to jak zawsze, gadanie o głupotach, wyprawy po jedzenie, obgadywanie (pozytywne w większości!) cudzych psów i robienie zdjęć. Miło mieć znajomych z którymi można pobyć sobą :D. Chyba to właśnie spotkania z takimi ludźmi są najlepsze w wyjazdach na zawody.

Ja osobiście mam duży niedosyt i chcę jeszcze raz! Na szczęście za chwilę Dog Games Fall - które zakończą nasz pierwszy sezon wspólnych startów. Już się nie mogę doczekać. Szykuje się znowu pełny samochód i pokój (tym razem w trochę innym składzie). Ja wysłałam zgłoszenia do mojego ulubionego quada (kocham tą walkę z moimi słabościami, zakwasy w udach, bolące ramię którym ledwo zmieniam biegi w samochodzie wracając do domu), toss n fetcha (też uwielbiam!), i na próbę dartbee i śmiesznego space outa (w obydwy nigdy nie startowałam i jestem ciekawa).

Na koniec łapcie filmik z naszych starktów poskładany dzięki Julii Zaborowskiej z Dogs in Lens:


cała runda kryteriów z soboty: https://youtu.be/JHgFse1QnCA (ten filmik od Kasi od Krokodyla)
runda kryteriów z niedzieli: https://youtu.be/LEKf9s7iSt4


Brak komentarzy:

Prześlij komentarz