wtorek, 2 października 2018

Pozytywne zakończenie sezonu - Dog Games Fall


Ponad tydzień temu odbyły się ostatnie polskie zawody dogfrisbee w tym roku - Dog Games Fall pod Warszawą, które zamknęły mój pierwszy sezon startów we frisbee z Everem. Trzeci raz w Kaputach, czwarty na zawodach z tym kotletem. Podeszłam do tych zwodów bardzo pozytywnie i zabawowo, i to była genialna decyzja! Na DG Spring byłam trochę spięta, bo to nasz debiut, bo żeby dobrze poszło, żeby nie uciekł z pola, żeby to, żeby tamto. Na DG Summer byłam... nie byłam wtedy w najlepszym stanie, nie nadawałam się wtedy na zawody (stąd też brak relacji tu na blogu). Niby cieszyłam się że tam jadę bo zawody frisbee to coś co KOCHAM i o czym MARZYŁAM od, kurde, chyba 6-7 lat. Same zawody pokazywałam że się dobrze bawię i niby było fajnie, ale wracałam z poczuciem że... zjebałam. Chociaż wyniki nie były najgorsze, jak patrzę teraz, z perspektywy czasu (kilka m różnicy na longu). Latające Psy w Wawie to był w ogóle sztos towarzysko i atmosferowo, ale to był mój debiut we freestylu, ciężko się nie spinać i nie stresować. Teraz na jesienne DG miałam założenie że jadę pobawić się z moim psem! Że ja się tam będę cieszyć tym że mam fajnego psa, że mogę robić frisbee, że za każdym razem będę wychodzić na pole z uśmiechem. Zadziałało! I to jak!


Jechałyśmy w piątek w nocy z dwoma Agatami z Lublina. Nocowałyśmy w Merdu Merdu u Pauliny, razem z Klaudią od Vivien i jej facetem. Rano w sobotę ruszyliśmy do Kaput.

W sobotę z Evczim miałam super pro toss&fetch, moją drugą w kolejce ulubioną konkurencję, i dog dartbee, do którego zapisałam się na próbę. Toss nam średnio pyknął, tu chodzi o nasze zgranie, bo ja nie mam problemów z rzutami, przelatywały momentami za pole, wciąż na środku. Kwestia jego aportu, mojej walki o to żeby było szybciej, ja go nakręcam na powroty, wybiegam po niego, dre się, potem kolejny rzut jest w pośpiechu, już nie taki dobry jak pierwszy do którego byłam idealnie ustawiona. Tutaj dużo pracy przed nami.


A dartbee... trochę celowaliśmy trochę nie, zeszłam z poczuciem, że no mogłam lepiej. Ale na bardzo długiej liście byłam z nim na 15 miejscu. Potem się zorientowałam że to daje nam jeszcze kwalifikację do Dog Dartbee Play-Off w drugiej dywizji, dla miejsc od 11 do 20. Czad :D. Ale przecież tego nie wygram, to spoko, idziemy się pobawić, fajnie że mogę jeszcze dzisiaj mu coś rzucić na polu. Wiecie co? Wygraliśmy xD. Jaja xD



Ja oddychałam, uśmiechałam się do psa i rzucałam, on łapał i skakał w jakieś tam punkty, raz nawet siupnął na sam środeczek tarczy za stówę. Kochany <3

W niedzielę zaczęłam od spędzenia całeeeej długiej kolejki TnG 1, koło pola, z aparatem, siedząc na gumowej wycieraczce z samochodu (bo trawa mokra i zimna) w dwóch bluzach z dnia poprzedniego (tak, nie przygotowałam się na załamanie pogody i nie wzięłam sobie ciepłych ciuchów, więc chodziłam dwa dni w tych samych bluzach i z zazdrością patrzyłam na Olę Górecką która miała RĘKAWICZKI).

Potem ćwiczyłam moje dystansowe rzuty żeby podejść do prób bez psów do rozstawienia quada. Kocham quadruped, ta konkurencja do mnie bardzo przemawia. Rzucam sama dystans od daaaaawna. Teraz jak mam łapiącego psa oczywistym dla mnie było że ogarniemy się pod dystansowe konkurencje. Na wiosennych DG Ever jeszcze mało ogarniał, mial wtedy 15 miesięcy i byłam pod wrażeniem że łapał cokolwiek, a nawet byliśmy w finale, na 4 miejscu! Na summersach tak jak mówiłam, ja się nie popisałam. Teraz na tych zawodach było super. Ja ufałam już psu i nie myślałam tak o nim, mogłam go po prostu wysłać i myśleć o rzucie. Poszczęściło nam się i trafiliśmy do spoko grupy, z której od razu wyszliśmy do finału (pierwszy raz bez udziału w last chance). Na treningu, w rzutach do rozstawienia i rundach grupowych szło mi nieźle. Kilka razy około 60 m jak ćwiczyłam, na rundzie bez psów 56 m, na grupowej złapany 50,5 m co dało nam przejście dalej i kolejny 56,10 m co dało nam finał. (swoją drogą, to nasz nowy personal best, o całe 10 cm dłuższy od poprzedniego ;)).

 

W finale mi nie szło... Już na treningu przed to nie było to, mega wysilałam się żeby w ogóle dorzucić coś pod 50tkę. Zmienił się wiatr. O dziwo, większości słabo szło, pieski jakoś tak odbijały dyski, i ogólnie fartem niesamowitym - jesteśmy na podium!!! AAAA PODIUM QUADOWE! Znowu jaja XD



Jeszcze potem na szybko z Michałem wykręciliśmy bardzo niezłą rundę Time Warpa Ludzkiego, co dało nam 2 miejsce. TW Ludzki to są dopiero jaja. Michał jest świetnym łapaczem i świetnym aporterem, rezerwuję na kolejne ludzko ludzkie starty.

Teraz trochę smuteczek że to koniec w tym roku, i na zawodach frisbee zobaczymy się dopiero na wiosnę. Ale jesień to dobry czas na mój trening rzutowy, z Everem dopracowywanie jakichś freestylowych głupotek, iiii obedience! Jesteśmy na świerzo po naszym semi (coś pewnie o nim też napiszę) i w tą sobotę wbijamy do Rzeszo na treningowe zawody obi :D.








1 komentarz:

  1. Super spędziliście te zawody! :D
    Graty dla ciebie i Evera :D no i Michała XD

    OdpowiedzUsuń