16.07.2019

Rola psa w sporcie


Temat który poruszałam ostatnio z kilkoma osobami. Zarówno z osobą obserwującą środowisko psiarzy-świrów z zewnątrz, jak i ludźmi należącymi do niego. Sport z psem to nasze widzimisię. Nie oszukujmy nikogo, nie robimy tego dla psów. Robimy to by zaspokoić naszego wewnętrznego świra. Pytanie w jakim stopniu RAZEM ze zwierzęciem, dbając o niego, a w jakim jego KOSZTEM.

Nie uderzam w tym poście w przypadki hardocorowe. W doping psów, w traktowanie psa jako narzędzie do osiągnięć, w wyżywanie się na psie za nieudany trening / start. Mówię z punktu widzenia, osoby będącej w środowisku ludzi startujących w zawodach dogfrisbee i obedience, którzy na ogół swoje psy kochają i o nie dbają. Chcę pokazać tu trochę moich przemyśleń odnośnie tego, dlaczego trenujemy z psami i jaka jest ich rola w tym wszystkim.




"sport to wspaniały sposób żeby zapewnić psu zajęcie"
"mój border koli musi się wybiegać"
"zmęczony pies to szczęśliwy pies" 

Tak wiem, psy ras wyhodowanych do pracy, potrzebują zajęcia. Nie musicie mi tłumaczyć. Ale moment... rozróżnijmy zabawę, naukę for fun, a przygotowania do zawodów i podbijanie wyników. Czym innym jest nawet zabawa we frisbee, rzucanie psu dysków (zawsze w sposób bezpieczny, przemyślany, z rozgrzewką, odpowiednimi umiejętnościami), bez parcia na detale, postępy, bez deadline'ow nadchodzących zawodów, lub nauka sztuczek i elementów obedience, dla zabawy obydwu stron. Czym innym jest przygotowanie psa pod zawody. Tak jak analogicznie: czym innym jest bieganie dla zdrowia i endorfin, gra w gry zespołowe z przyjaciółmi, trenowanie na siłowni dla zdrowia i satysfakcji, czym innym jest wyczynowy sport.


fot. Zosia Mrożek


Jestem PEWNA, że mój cattle dog z powyższych obrazków, byłby bardzo szczęśliwy wychodząc codziennie na długi spacer na łąki, łapiąc kilka razy w tygodniu piłkę i dostając michę żarcia i możliwość leżenia na moim łóżku. On nie potrzebuje tych treningów ani tym bardziej zawodów, które mu funduję. 


"święta się odezwała"

Startuję, trenuję sama i utrzymuję w treningu mojego psa. Modyfikuję plan jego dnia i tygodnia, sposób żywienia tak, żeby był sprawniejszy, szybszy, bardziej chętny. Co jakiś czas mam wyrzuty sumienia, że nie dałam mu odpowiednio dużo czasu na regenerację, że cisnę prętkościowo i technicznie psa, któremu być może idzie dziś słabiej, bo czuje się nie tak fizycznie. Wyobraźcie sobie że boli was głowa, jesteście zwyczajnie zmęczeni, macie gorszy dzień, zakwasy, być może tak jak ja miewacie problemy z bólem mięśni i nie możecie czasem odwrócić głowy bo boli was szyja i plecy, i postawcie się na miejscu tego psa. 


"czy my w ogóle powinniśmy mieć psy?"

Czyli halo uwaga! Idę w skrajność!

Kiedyś były nam ułatwiały przeżycie, upolowanie jedzenia, odstraszanie dzikich zwierząt od stad itp. Dziś mamy je... bo jesteśmy samotni, bo mamy jakieś zaburzenia i radzimy sobie w ten sposób, bo wolimy ich towarzystwo od innych ludzi, bo potrzebujemy rozrywki, bo ślicznie wychodzą na zdjęciach... Bo jako sposób na samorealizację wybraliśmy sobie zostanie zawodnikiem dogfrisbee i potrzebujemy tego zwierzaka który dyski złapie. Nie jest to prawda?




"jak robić to dalej i być z psem OK? w ogóle się da?"

To nigdy nie będzie naturalne, być może, nigdy nie będzie właściwe. Jedyne co możemy zrobić to ZAWSZE najpierw myśleć o psie. O jego komforcie fizycznym, dobrym samopoczuciu. Nigdy nie zrzucać winy na niego. Dbać o niego w czasie treningów i miedzy nimi. Pamiętajmy, że gdyby nie te zwierzaki nie byłoby zawodów, tej atmosfery, satysfakcji, tylu dobrych znajomych.

Od dawna powtarzam - moje psy robią dla mnie niesamowicie dużo, ja mam u nich ogromny dług.



Wiszę im dobrą nagrodę za wykonaną robotę, fajny spacer bez wymagań, dobre jedzenie, odpoczynek, masaż, dbanie o zdrowie.

Ale kim ja jestem żeby wam to mówić? Jestem taka sama jak wy wszyscy :). Ciągnę psa na zawody i trening żeby zaspokoić mojego wewnętrznego świra. Na szczęście... nie mam wyrzutów, kiedy widzę jak on podekscytowany biega po domu, bo przed weekendem spakowałam torby z ciuchami,  dyskami i psim żarciem. Jak nie może się powstrzymać przed wskoczeniem do samochodu. Bo on już wie, że na pewno JEDZIEMY NA ZAWODY. A przecież on tam tylko siedzi dwa dni w klatce w obcym miejscu i wychodzi kilka razy złapać frisbee... Nie mam pojęcia co on w tym widzi :) ale dziękuję, że dzięki niemu mam z kim to robić. I dziękuję, że jest taki wyrozumiały dla tak nieperfekcyjnej mnie.





2 komentarze:

  1. W sumie cała prawda. Znalazłam rozwiązanie co pies widzi w zawodach. Prócz siedzenia w kennelu, wychodzenia na siku i starty jest coś jeszcze. Jest nasza radość. Pies uwielbia nas uszczęśliwiać, robi wszystko aby nas zadowolić, gdy my jesteśmy szczęśliwi on rówież. I to jest w psach wspaniałe ♥ Twój wpis utwierdził mnie w przekonaniu, że to są ambicje. Mam problem. Otóż, gdy nie uda mi się jakiś rzut/trick z dyskiem, nie odpuszczę dopóki on mi nie wyjdzie perfekcyjnie. Gdybym ja była takim perfekcjonistą w nauce... Ale! Nie startuje po podium. Owszem fajnie by było na nim stanąć, ale na startach chce się z psem jak najlepiej bawić. Trenuję pod kontem zawodów, w frizgility uczę się rzucać na 2 strefę, lecz najważniejszy jest fun. W sumie rozważam przejście do lvl 2, bo przy krótkich rzutach się męczę. Mam świadomość, że nieważne w którym lvl startuję to i tak nie będzie podium. Dlaczego? Bo Vi jest niska. A dlaczego startuję w tej konkurencji? Bo obie to lubimy :D Mają wprowadzić kategorię dla niskich psów, byłoby w sumie spoko, ale no podium nie jest najważniejsze :) Mam nadzieję, że więcej osób startuje z podobnym podejściem

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. To jest dobre :D z tą radością.
      Ja też absolutnie nie startuję po podium. Znaczy fajnie jest poprawiać swoje dotychczasowe wyniki, ale nasza pozycja w rankingu zależy od wielu rzeczy, niezależnych od nas. A na zawody jeżdżę dla zabawy, atmosfery, spotykania innych takich osób :D.

      Usuń

Polecany post

Aport zabawki

Pies zwiewa z szarpakiem po wygraniu go, kładzie się i gryzie fajną piłkę, po złapaniu dysku leeeeci zrobić z nim wielką rundkę dookoł...