piątek, 12 października 2018

Jesienny powrót do obi - seminarium i Rzeszów


Po pierwszym sezonie frisbee, w który obydwoje byliśmy tacy zaangażowani, przyszła pora na odkopanie torby z aportami, pachołkami i piłkami, wypchanie kieszeni parówkami i powrót do dłubania posłuszeństwa. Po przerwie, nazywanej przeze mnie najpierw kryzysem, potem "trenujemy do freestylu" a jeszcze potem "poprawiamy naszego tosssa", udało się wrócić do obidiensów z nową energią i tym nowym, luźniejszym podejściem.

W efekcie poszło zgłoszenie do zerówki na IV Mega Obedience Cup - nieoficjalne zawody w Rzeszowie. A tydzień wcześniej organizowałam u nas seminarium z Kamilą Burek (29-30 września).



Byłam bardzo ciekawa Kamili. Zawodniczka z takimi wynikami w posłuszeństwie na IPO, robiąca na takim poziomie obi z cattle dogami! Znając mojego i kilka innych, doprowadzić cattle dogowy umysł do trójki w obedience - szacun.

Semi było dla mnie dobrym kopem do roboty. Zostałam opierdzielona kilka razy za swoje nieogarnięcie i utrudnianie psu. Dało się odczuć od Kamili że na prawdę ma doświadczenie i wie o czym mówi. Po seminarium wzięłam na tapetę w treningach budowanie nagrody socjalnej, pracę nad fundamentami i tym funem w obi, a ćwiczenia składamy sobie jakoś tam z boku.





Obowiązkowo muszę dodać pochwałę dla synusia (niedobrego synusia) w pracy przy innych psach. Duuużo bardziej kontroluje swoją wewnętrzną chęć wszczynania bójek z każdym, potrafi na prawdę dobrze się włączyć i przekierować uwagę na mnie.


*    * .  *

W Rzeszowie w tym roku organizatorki zdecydowały się na brak klasyfikacji, lokat, punkty tylko dla informacji zawodników, możliwość modyfikowania wszystkiego wedle potrzeb, a dla motywacji wyróżnienia z fajnymi nagrodami. Na początku byłam sceptyczna do braku klasyfikacji ("ale jak to tak bez podiów?") ale jak już przyszło co do czego - chyba z miejscami bym się nie zdecydowała na start. Niby to prawie nic nie zmienia, ale jednak budzi pewną wewnętrzną spinkę. A tak - wystartowaliśmy na totalnym luzie.

Właśnie - wystartowaliśmy w ogóle. Przed samymi zawodami Ever miał babeszjozę... (kur** drugą! rok temu to samo!). Zorientowałam się bardzo szybko, Evu po prostu czuł się troszkę słabiej, pojechałam od razu do lecznicy. Babeszka praktycznie nie była widoczna w rozmazie krwi, wetka zwróciła uwagę na bardzo obniżone płytki i zapytała czy dajemy w ciemno lek czy czekamy do kolejnego dnia i robimy drugą morfologię. Jeśli nic się nie stanie gdyby tej babeszki nie było, to dajemy. Dobra decyzja.

Ten pech jakoś totalnie mnie rozwalił... strasznie mnie to zestresowało i ciężko mi było zebrać się do kupy. Nie miałam pojęcia co robić, nie jechać na te zawody? Jak to nie jechać do Rzeszo... nie zobaczyć debiutu Bartka? Nie posiedzieć z ekipą z Lublina? Może pojechać bez psa? Ale nie, z kim go zostawię... Zdecydowałam się że pojedziemy, na miejscu najwyżej zrezygnuję ze startu jeśli będzie czuł się źle, wtedy tylko posiedzę, pogadam ze znajomymi, pokibicuję wszystkim, wyjdę z nim na spacer i szybko wrócimy po jedynkach.

Na miejscu zdecydowałam się że w sumie jest spoko,  czuje się dobrze, wsuwa smaczki, wystartujemy. Ale wchodząc na ring powiedziałam że jest po chorobie, i jeśli zobaczę że coś nie tego to wcześniej zejdę. Skończyliśmy start i Ever tak się starał że nie mogę <3. Zrobił wszystkie ćwiczenia, trochę wolniej niektóre, ale wszystko ze świetnym skupieniem. Miałam trochę wrażenie że starał się mnie podnieść na duchu, bo ja miałam totalny wewnętrzny zjazd.




Cieszę się że pojechałam. Rzeszowskie kameralne zawody mają w sobie wyjątkową atmosferę. Super się tam wraca, ja już się piszę na kolejne.

Teraz dłubiemy sobie tą zeróweczkę dalej, a w szczególności pracuję nad naszym wspólnym zaangażowaniem w trening, i rozkminiam emocje Evera w naszej współpracy. Chciałabym na początek 2019 roku przygotować go do startu w oficjalnych. Kto wie, może akurat się uda.









6 komentarzy:

  1. Czym Ever jest zabezpieczany od kleszczy tak z ciekawości? 😒

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. W tej chwili Symparicą, w lecie w upały było mniej kleszczy i wtedy tylko kroplami Effipro. Symparicę dałam mu w poniedziałek 1 października, wcześniej ani później nie widziałam wbitego kleszcza, babeszka wyszła pod koniec tamtego tygodnia. Dowiedziałam się u weta że mógł przed podaniem tabletki zostać ugryziony przez jakiegoś i to wystarczyło, a babeszka może rozwinąć się po 4-5 dniach :/

      Usuń
    2. O kurcze, to niefajnie 😕 straszne świństwo te kleszcze 😖

      Usuń
  2. Odpowiedzi
    1. a nie wiem... haha, jeszcze nie obejrzałam tego co mam :P

      Usuń
  3. I takich sportowców nam trzeba - czułych na potrzeby i stan zdrowotny psa, a nie chcących wygrać za wszelką cenę.
    A cytat z głównej przyświeca mi od lat studenckich, choć w forimie rymowanej
    (Jeśli możesz coś wymarzyć, to osiągnąć to potrafisz) ;)
    powodzenia!

    OdpowiedzUsuń