14.03.2019

Dwa tripy wystawowe


W marcu i lutym zaliczyliśmy sobie dwie wystawy. Jak to ja, zaczęłam robić z tego fun w swoim stylu.

Na obydwu wyjazdach miałam ze sobą Agatę - autorkę pomysłów o połączeniu tych wystaw ze zwiedzaniem jakichś mniej lub bardziej ciekawych miejsc w okolicach.



Tak więc... #1 - Nowy Dwór Mazowiecki, 3 lutego

+ odwiedziny w Merdu Merdu i Wawa



Nie polecam Nowego Dworu Mazowieckiego. Mówię i o wystawie i ogólnie o miejscu jako takim. Wjechałam do miasta i poczułam, że tam jest zła energia. A hala na której odbywała się wystawa to już w ogóle... (nie jestem hejterką, ja raczej wszędzie doszukuję się plusów). Na szybko wyliczając złe strony tej wystawy: CIASNO i TŁOK. To teraz dobre...

          doskonała, druga lokata, od sędziego Piotra Króla. Opisu brak.






Szczerze mówiąc - ucieszyłam się że Ev nie wygrał, że nie muszę się nawet zastanawiać, czy zostawać na finały :P. Odkąd tam przyjechałam, miałam ochotę zrobić co jest do zrobienia i jak najszybciej się zmyć. Przyznam - pamiętam że prawie do samej wystawy zastanawiałam się czy jechać czy nie, mimo opłaconego zgłoszenia (jakieś moje irracjonalne przeczucia w głowie). O tym że jadę zdecydował rzut monetą (pomysł M. - jedynej z bliskich mi osób, która mogłaby mnie zmuszać do działania na tej zasadzie)

Wracając do dnia wystawy... Byliśmy juz po ocenie, a skoro już byliśmy w okolicy, wpadliśmy do Pauliny do Merdu Merdu. Na kawę i przy okazji wykorzystałam sobie pusty plac żeby pobawić się z cattlem i go trochę wymęczyć.






I na koniec dnia zrealizowałyśmy pomył Agaty o odwiedzeniu Muzeum Neonów i spacerze po warszawskiej Pradze.




Moje nastawienie przed wyjazdem do Nowego Dworu Mazowieckiego było... nie najlepsze :/. Jakoś irracjonalnie stresowałam się, już kilka dni przed wystawą. Mojej głowie nie chodziło o samo wyjście na ring, bo przecież to tylko wystawa. Dojazd, ogarnięcie organizacyjnych spraw itd., logicznie rzecz biorąc nie powinny być czymś czym mogę się przejmować. Przecież nie takie rzeczy robię, przecież to nie było daleko (jeśli trafiłeś tu niedawno i mnie nie znasz - mieszkam pod Lublinem), samochodem jeżdżę dużo (mimo że mam prawko od września 2017) mając na koncie sporo tys. kilometrów jako kierowca i sporo bardzo różnych stresujących sytuacji, z którymi zawsze sobie jakoś radziłam. Miałam towarzyszkę, nie jechałam sama. Organizacyjnie - nie była to moja pierwsza wystawa więc wiedziałam już wcześniej z czym to się je i jak to wszystko się odbywa. No ale moja głowa odpierdalała :P. Jeszcze jak dojechałam na miejsce wystawy to tym bardziej uderzyło mnie to, że jest tu zwyczajnie niefajnie i chciałabym jak najszybciej uciekać. Cieszę się z tamtej oceny i cieszę się z reszty dnia (tu dziękuję Agacie, bo jakbym była sama to zaraz po powrocie z ringu do samochodu, pojechałabym do domu).

lecąc dalej... #2 - Radom, 10 marca

+ spacery po Kazimierzu Dolnym



Miejsce wystawy tym razem dużo lepsze. Na zewnątrz sporo miejsca, na hali możliwość wejścia praktycznie prosto na ring, bez konieczności takiego przeciskania się między ludźmi i psami jak w NDM. I mój pies mniej najarany, z bardziej otwartą głową, a ja z lepszym nastawieniem. Tym razem na wystawę się nawet cieszyłam.

Efekt - bardzo dobra niestety. No trudno. Przynajmniej mamy opis uzasadniający to:

               "Nieco mało masy, dość lekkiej budowy, wystarczająco mocna głowa, lekkie ucho, nieco wysklepiona partia lędźwiowa, wysoko ogon" - ocena bdb, sędzia Grzegorz Robak







Wracając z Radomia zboczyłyśmy trochę z trasy i zajechałyśmy do Kazimierza. Tak blisko mnie, takie przyjemne miasteczko, a ostatni raz tam byłam w podstawówce. Zdążyłyśmy przed tłumami, w końcu to jeszcze marzec i nie każdemu chce się ruszać tyłek na dwór. Tylko my jesteśmy takimi świrami że pogoda nie robi na nas wrażenia ;). I zwiedzałyśmy miasteczko po naszemu - spacer po wąwozach i krzakach (bo przy drodze z okna samochodu zobaczyłyśmy to miejsce i: "ale ładnie! a może zacznijmy od spaceru po lesie?"), potem spacer po rynku, kawałku góry, i odpoczynek w krzakach nad Wisłą, i na koniec wzdłuż Wisły i takim śmiesznym kanałem :D. Każdy zakamarek Kazimierza zwiedzony - i to prawie za darmo! ;)












Tak że... polecam wystawy jako pretekst do ruszenia tyłka z domu :D. A takie tripy jako sposób na odreagowanie wystawowych stresów ;). Koniecznie w fajnym towarzystwie (dzięki Agata!). A co do dalszej mojej zabawy w handling - zapisałam siwego na CACIB Rzeszów, zobaczymy co kolejna sędzina powie ;)







Brak komentarzy:

Prześlij komentarz

Polecany post

Aport zabawki

Pies zwiewa z szarpakiem po wygraniu go, kładzie się i gryzie fajną piłkę, po złapaniu dysku leeeeci zrobić z nim wielką rundkę dookoł...