01.07.2019

Weekend z emocjami - DG Summer


3 dniowe zawody w Kaputach...  chyba dla wielu osób okazały się wyjątkowe. 
Tegoroczne Dog Games Summer ze statusem Mistrzostw Polski Long Distance i Mistrzostw Polski Up Dog'a. 

Zanim pojechałam, wszystko było na nie. Jeszcze kilka dni przed myślałam o rezygnacji. Ale baardzo się cieszę że się wybrałam!


piątek. 


Przybyliśmy na początek zawodów, czyli na 15:00. Dla mnie było to trochę dzikie, wychodzić o 11:00 i jechać o tej porze na zawody. Przywykłam do wstawania bladym świtem lub jeżdżenia nocą. Piątek to były kwalifikacje ostatniej szansy do mistrzostw Up Dog'a (3 konkurencje: frizgillity, time warp, trowNgo, jeśli ktoś uzyskał próg punktowy na jakichś zawodach w tym roku - był zakwalifikowani, pozostali mieli szansę wtedy). Celowałam tutaj tylko w Trow n Go level 2 - runda OK, ale nie na tyle OK żeby dać nam kwali. Próg od 45, my mieliśmy 35. Ale to nic, mamy jeszcze 2 dni zawodów. Ja się pobawiłam jeszcze w sędziego Time Warp'a i pojechaliśmy spać.

sobota. 

Z Everem byłam zgłoszona na Toss&Fetch i Record Chase, czyli mistrzostwa longa. Z dartbee zrezygnowałam, ze względu na upał, nie chciałam żeby mój jeden pies miał tyle rund do wybiegania. Dodatkowo pożyczałam na start w dystansie Barda - mixa czegoś bullowatego, świetny piesek z potencjałem.

Pierwsza runda Tossa wyszła nam całkiem ładnie. Zeszłam z niej bardzo zadowolona. 17,5 pkt to wynik który może być różnie odbierany przez różne osoby (dla mnie - wiem że mnie i tego psa stać na duuuużo więcej), ale baaardzo się cieszyłam bo to jednak była nasza dotychczas najlepsza runda. I chyba widać efekty tego, że zaczęłam podchodzić z większym spokojem do konkurencji na czas.




Druga runda trochę słabsza (tylko 3 złapane rzuty) i w efekcie 10 miejsce.


Wieczór i Record Chase... Nie oczekiwałam od siebie wiele, nie byłam przygotowana treningowo. Przed zawodami, z każdego rzutowego treningu wracałam z myślą "kurde! co się ze mną dzieje". Zero powtarzalności, jakby mi się pamięć mięśniowa zepsuła (to się tyczy też tych rzutów do tossa i TnG), do tego na dystansie w ogóle nie miałam siły rzucić daleko. Ale jebać... oglądając longa i czekając na swoją kolej roznosiło mnie w środku :D. Byłam bardzo podekscytowana i nie mogłam się doczekać kiedy będę mogła wyjść tam i porzucać.

Pierwsze wejścia - no spoko, wiem że mnie stać na więcej, ale wiem że jak na to że mi teraz nie idzie to dobrze że psy coś mogły złapać. Obydwa około 49 m. Z Bardem wiadomo - pracowałam z nim trzeci raz, poznałam psa w kwietniu, nie byłam pewna czy mogę mu tak zaufać jak mojemu. Mimo to złapał przyzwoity wynik. Z Everem różnica od razu w stanie mojej głowy. Po prostu wiedziałam że on się tak jara tymi dalekimi rzutami, że wystarczy że powiem LEĆ i rzucę, więcej nie trzeba.

Po pierwszej rundzie - z Bardem na 6 miejscu, z Evem na 5 - z Evem przechodzimy więc do finału i dostajemy jeszcze jedną szasnę. Wtedy były to rzuty na zmianę i eliminacja zawodników z najkrótszym. Wyszłam, powiedziałam LEĆ i sobie rzuciłam. Cattle złapał, bardzo się ucieszyłam. Nagradzam go, schodzę, mierzą ten rzut i słyszę - 58,16 metrów. To sporo (ponad 2 m) więcej od naszej życiówki. Wow. Dziękuję piesku. To nam w końcu dało 3 miejsce na Mistrzostwach Polski. Wciąż nie dowierzam i oglądam ten medal :D.

Tak do tego doszło:






niedziela.

Najpierw przeleżałam na polu z aparatem robiąc zdjęcia n TnG 1. Potem - Spaced Out. Szybkie przypomnienie sobie zasad i lecimy się pobawić. Fajna ta konkurencja, chyba każdy wychodzi na nią uśmiechnięty. Jestem zadowolona z naszej rundy, mamy całego spaced outa, cattle ładnie ogarniał wymianę dysków na odległość i wszystko łapał - straty czasu są przeze mnie.

Po spaced out'cie ja się pobawiłam znów w sędziego liniowego ze stoperem na Time Warpie. (dziękuję za to krzesło i parasol który potem dostałam, bo bym chyba bez tego już nie mogła)



Szybka rozgrzewka - TrowNGo Level 2. Konkurencja której nie lubię, bo tylko minuta, bo serio trudno, bo sekundy i centymetry sprawiają że możesz coż zjebać i stracić DUŻO punków. Startowałam tak dla ogarniania mojej głowy. Po tym dniu polubiłam :D. Kiedy okazało się że nasza runda to było 45 pkt, i dała nam TRZECIE MIEJSCE. Myślałam że zdążyliśmy zrobić 4 rzuty, ale obejrzałam filmik - było ich 5. Wtedy sobie uświadomiłam na ile nas tak na prawdę stać - wiedząc że max punktowana strefa to 15 pkt. Mam motywację żeby poprawić celność i lecimy z tym na kolejnych zawodach :D.






45 pkt to na styk kwalifikacja do dywizji mistrzowskiej. Tam już tak szałowo nie było bo złapał jednego czy dwa dyski mniej (czyt. jednego czy dwa więcej ja rzuciłam nie dość dobrze). Ale kto by się przejmował. Drugie podium już mieliśmy, kolejną rundę życia też. Można ze spokojem wracać do domu.






Aaaa zapomniałam! Super zabawa na ludzkim time warpie :D. Dzięki Michał za to że byłeś moim łapaczem! 

A tymczasem... za miesiąc jedziemy do Gdyni i już się nie mogę doczekać!

1 komentarz:

Polecany post

Aport zabawki

Pies zwiewa z szarpakiem po wygraniu go, kładzie się i gryzie fajną piłkę, po złapaniu dysku leeeeci zrobić z nim wielką rundkę dookoł...