sobota, 14 grudnia 2013

Coraz bliżej święta

Za 9 dni wigilia, niewiarygodne jak ten czas szybko leci. Już nie mogę się doczekać, powoli mnie ogarnia ta świąteczna atmosfera. Poza tym jeszcze tydzień przerwy świątecznej, w końcu będę miała trochę więcej wolnego czasu :).


Zastanawiałam się nad prezentem świątecznym dla Soni. W końcu doszłam do wniosku, że tak na prawdę niczego nie potrzebuje. Zabawki dostała niedawno, obróżek ma sporo, szelki też ma, a nie chcę wydawać pieniędzy na niepotrzebne rzeczy. I tak wiadomo, że prezenty dla psa sprawiają największą radość właścicielowi. Dlatego postanowiłam, że w ramach prezentu przez cały czas kiedy będę miała wolne od szkoły będziemy chodzić na bardzo długie spacery, bo będziemy mogły pójść na spacer wcześniej i nie będę musiała martwić się tym, że o 16:00 robi się ciemno. Z pewnością ucieszy się, że poświecę jej jeszcze więcej czasu :).

Święty Mikołajek z prezencikiem :)

niedziela, 8 grudnia 2013

Recenzje: KONG classic 'bałwanek'


Klasyczny bałwanek firmy Kong to jedna z najpopularniejszych zabawek dla psów. Jest przeznaczona przede wszystkim do wypełniana jedzeniem. Dobrze wypełniona może zająć psa na bardzo długo, a trudność możemy stopniować poprzez zmienianie zawartości zabawki i sposobów faszerowania. Poza tym Kong jest znany ze swojej wytrzymałości. My mamy najpopularniejszą wersję czerwoną w rozmiarze M, przeznaczoną dla psów od 7 do 16 kg (chociaż według mnie lepiej dobierać ją do wielkości psa i rozmiaru jego pyska). Są dostępne jeszcze w wersji dla szczeniaków, psich seniorów (niebieskie i fioletowe), które są wykonane w miękkiego tworzywa i dla psich niszczycieli (czarne), które są o wiele bardziej wytrzymałe.

wtorek, 3 grudnia 2013

Recenzje: Kong Squeezz Ball

Rozpoczynam pisanie recenzji od piłeczki Konga.

Firma Kong ma bardzo ciekawą ofertę zabawek. Ich pierwszym produktem był czerwony "bałwanek" do wypełniania jedzeniem (którego niedługo także opiszę). Obecnie można dostać też Kongi: do czyszczenia zębów (dental), dla szczeniąt, psich seniorów, niszczycieli (czarne), do przeciągania i aportowania (wubba), do zabawy w wodzie (aqua, wet wubba), o teksturze piłki tenisowej (air dog), piszczące (squeezz), gumowe piłeczki, tzw. kule smakule (biscuit ball), dla psów inteligentnych (genius, wobbler), pluszowe zabawki, bezpieczne patyki (safestix) i... chyba coś jeszcze ;).

W serii Squeezz jest kilka kształtów zabawek: piłeczkę, kość, patyk, piłkę do rugby, ringo, aport i "jels" które chyba nie są jeszcze dostępne w Polsce, wszystkie są dostępne w różnych rozmiarach.
My mamy zwykłą piłeczkę w rozmiarze M, o średnicy około 6 cm.


Piłeczki są zdecydowanie naszymi ulubionymi zabawkami. Sonia je lubi za to, że uciekają, odbijają się i łatwo jej jest nosić je w pysku, a ja cenię w nich małe rozmiary i to, że zawsze mogę taką piłeczkę schować do kieszeni i zabrać na spacer bo nie zajmuje dużo miejsca. Do tej pory mieliśmy piłeczki tenisowe, piankowe, hoko funny i jedną gumową jeżową która okazała się niewypałem bo nie spodobała się psince. Wszystkie z wymienionych przeze mnie piłek (oprócz jeżyka) miały znaczące wady: szybko się niszczyły, nasiąkały śliną a po oślinieniu ślicznie panierowały się w piasku :). Po zabawie taką piłkę nieprzyjemnie bierze się do ręki czy chowa do kieszeni.

Kong Squeezz Ball okazała się dla nas idealna. Świetnie odbija się od różnych powierzchni (przetestowałam to na podłodze w domu, asfalcie, trawie i piasku), piszczy i jest bardzo wytrzymała. Nie mam co prawda psa niszczyciela, ale w porównaniu do tanich piłeczek piankowych w których od razu robiły się dziury po zębach to jest znaczna różnica, bo jak dotąd piłcia Konga wygląda jak nowa :). Do tego pływa na wodzie. Na razie z tej właściwości nie korzystałyśmy, przetestowałam to w warunkach domowych, ale na wiosnę z pewnością zobaczymy jak się sprawdza jako wodny aport. Piasek nie przykleja się do niej w dużym stopniu, a nawet jeśli się wybrudzi można ją łatwo przetrzeć czy opłukać wodą. Nie jest trudna w czyszczeniu, bo ma gładką powierzchnię. Ma w środku dziurę przez którą można przewlec sznurek i piłeczka może posłużyć jako szarpak.


Według mnie, jedyną jej wadą jest cena. Ale kiedy policzyłam sobie ile wydałam na tanie piłeczki po 6 zł, to wyszło więcej niż koszt piłki Konga, a ta z pewnością będzie służyła nam długo.

Uważam ten zakup za udany i jak najbardziej mogę tą zabawkę polecić :).
Ja kupowałam ją w sklepie Fun4Dog.pl (http://fun4dog.pl/pl/p/KONG-Squeezz-Pilka-Piszczaca-Srednia/361), ale można ją dostać też m. in. w Toys4Dogs.pl (http://toys4dogs.pl/kong-squeezz-ball-m-zawsze-piszczaca-pilka,id324.html) i Karusek.com.pl (http://www.karusek.com.pl/produkt.php?prod_id=14836&cat=204).

PS. Przepraszam za tą przerwę w pisaniu bloga, ale chciałam właśnie dodać tą recenzję i czekałam na okazję kiedy uda mi się zrobić dobre zdjęcia z zabawy piłeczką. Niestety pogoda nam nie sprzyjała, a że mam ciemny obiektyw i brak wprawy w robieniu zdjęć w ruchu dodaję takie.

PS2. Eksperymentuję trochę z tłem bloga, tamte jesienne listki powoli przestawały pasować do pory roku (w końcu zbliża się już zima, a kolorową jesień mamy dawno za sobą), dlatego chcę znaleźć coś neutralnego. Zawsze miałam problem ze skomponowaniem wyglądu bloga, bo nigdy nie jestem z niego do końca zadowolona. 

---------------------------------------------------------------
edit.
A jednak nie nadaje się na zabawkę do wody, jak wpadnie do niej woda to strasznie ciężko jest ją wydostać. Z naszej dopiero po paru tygodniach jakimś cudem wyparowała.
---------------------------------------------------------------
po roku donoszę że piłka jest sprawna i DALEJ PISZCZY! :D

piątek, 8 listopada 2013

Frisbeeee!!!



Jeśli kogoś ciekawi, co to za wierny fan nam się przygląda, to jest to pies mojego sąsiada który od kilku dni śledzi nas na spacerach :).

poniedziałek, 4 listopada 2013

Przesyłka!


Uwielbiam dostawać takie paczki :D.
Lecimy zaraz na spacer z dyskami i piłeczką, a wieczorem psica przetestuje Konga. Jak wszystko  zostanie poużywane dostatecznie długo i intensywnie to będę dodawać recenzje :).

A teraz muszę odkładać pieniądze, bo policzyłam sobie ile będę musiała wydać na mojego przyszłego psa (szczepienia, akcesoria: obroża, smycz, adresówka, miski itp., być może też kastracja/sterylizacja, chyba że będzie miał/a ten zabieg zrobiony już w schronisku) to trochę to wszystko będzie kosztować.

niedziela, 20 października 2013

Życie toczy się dalej


Trzeba się pozbierać i żyć dalej, łzy już niczego nie zmienią. Muszę się otrząsnąć i zająć Sonią, która ostatnio była zaniedbana. Najpierw choroba Skwarka, potem jego odejście, teraz moje przeziębienie... Biedna psina większość czasu spędzała w domu i na podwórku.

Trudno mi się przyzwyczaić do życia z jednym psem. Spacery są jakieś takie nudne, smutne. Po prostu brakuje mi Skwarka, ale niestety już tego nie zmienię. Muszę się przyzwyczaić i wrócić do codzienności, na niektóre rzeczy nie mamy wpływu więc trzeba się z tym pogodzić.

Za oknem taka piękna jesień, uwielbiam tą porę roku, a ja siedzę w domu i płaczę zamiast cieszyć się pogodą, piękną przyrodą i spacerami.



Na dogomanii znalazłam niedawno bardzo ciekawe i pocieszające opowiadanie:


Pewnego razu Pan Bóg przechadzał się po Rajskim Ogrodzie. 
Nagle za krzaka wyszedł Diabeł: 
- Słyszałem, że stworzyłeś człowieka... - zagadnął Szatan. 
- Tak, już żyje na Ziemi. Może mieć partnera i dzieci, na razie uczy się rozpalać ogień i budować miejsce na nocleg, ale za tysiące lat będzie władcą całego globu. 
- I co z tego - prychnął Diabeł - nawet za te tysiące lat i tak będzie SAMOTNY. 
Zasępił się Pan Bóg, podrapał w długą, siwą brodę i powiedział: 
- Więc stworzę mu przyjaciela! Wybiorę jedno ze zwierząt, które uczyniłem, aby go strzegło i było mu poddane, ale jednocześnie oddało mu całe swoje serce. 
- To niemożliwe! - Diabeł się roześmiał i gdzieś przepadł. 
Pan Bóg natomiast zwołał zwierzęta z każdego gatunku i wybrał PSA. 
- Odtąd będziesz ogrzewał człowieka swoim ciepłem, uspokajał spojrzeniem, kochał z całego serca, nawet, kiedy on Cię znienawidzi. 
- Dobrze - odparł dobry pies. 
- Chociaż będziesz musiał znosić wszystkie upokorzenia, staniesz się też jego najlepszym przyjacielem. To bardzo zaszczytna rola. Niestety Twoje serce będzie musiało bić dwa razy szybciej i nie będziesz mógł żyć długo - najwyżej 15 - 20 lat. 
- Ale powiedz mi, czy człowiek nie będzie cierpiał, gdy odejdę do Ciebie? 
- Właśnie o to chodzi. 
- Jak to? - zdumiał się pies. 
- Będzie cierpiał i będzie wiele dni nie utulony w bólu. Ale to Ty nauczysz go odchodzenia i przemijania, Ty nauczysz go kochać i odchodząc zostawisz wielką miłość w jego sercu. Jesteś aniołem, którego powołałem, aby niósł radość i nadzieję, ale także uczył wiecznego prawa przemijania, aby ludzie wierzyli, że po ich życiu, jest życie TUTAJ. Kiedy to zrozumieją, nie będą płakać, bo będą wiedzieć, że spotkają Ciebie znów.
I w ten sposób Pies stał się aniołem, który przybrał skórę zwierzęcia i trafił na ziemię, aby uczyć Człowieka miłości, wierności i przyjaźni, ale także przemijania. Nauczyć, że jest TU i TERAZ, ale także TAM i POTEM...
Anna Starek (poprostuania@gmail.com)

poniedziałek, 14 października 2013

Żegnaj maleństwo...


Przyczyna: silna, bardzo szybko rozwijająca się babeszjoza. Nie pomogła interwencja weterynarza, nie pomogły silne leki. Ostatnie cztery dni były chyba najgorszymi dniami w moim życiu...
Nie sądziłam, że to się tak skończy. Szczególnie wtedy kiedy po pierwszej dawce leku było widać lekką poprawę. Świadoma tego najgorszego byłam w sobotę, kiedy zobaczyłam, że Skwar nie chce wstać, ma żółte wargi i dziąsła. Wtedy usłyszałam od weta, że mój pies ma uszkodzoną wątrobę i nie wiadomo czy wyliże się z tej choroby. 
W środę ostatni raz byliśmy na spacerze we trójkę... 
Wczoraj wieczorem ostatni raz, resztką sił zamerdał lekko ogonem na mój widok...
W nocy odszedł za Tęczowy Most...

Biegaj sobie piesku po zielonych łąkach, ganiaj tenisowe piłeczki, bądź zdrowy, szczęśliwy i czekaj na mnie. Kiedyś jeszcze się spotkamy.

wtorek, 8 października 2013

Wybory Najsympatyczniejszego Kundelka 2013

fot. Jakub Orzechowski - Agencja Gazeta
W niedziele byliśmy z Sonią na Wyborach Najsympatyczniejszego Kundelka Lublina, imprezie organizowanej przez czasopismo "Cztery Łapy" i lubelskie schronisko.
Kiedy się dowiedziałam, że odbędzie się to w tym roku nie byłam pewna czy uda mi się pojechać, bo dzień mi nie pasował. Ale w końcu jakoś się to udało zorganizować.
Wybrałam się tam głównie dla rozrywki i przetestowania tego co wypracowałam z Sonią w wakacje odnośnie skupiania się w rozproszeniach. Przyznam, że psina pozytywnie mnie zaskoczyła, bo skupiała się bardzo ładnie, była grzeczna, nie bała się i najwidoczniej duża ilość psów i ludzi w ogóle jej nie przeszkadzała. Z kilkoma psiakami się przywitała. Jak zwykle entuzjastycznie reagowała na te małe, a bała się dużych.
Odbywały się różne konkursy. Myślałam nad wzięciem udziału w konkursie na sztuczki, ale bałam się jak psina się zachowa jeśli ja się zestresuję, więc zrezygnowałam, ale zgłosiłam ją do mało ambitnego konkursu na najdłuższy ogon, gdzie zajęła czwarte miejsce. Wygrałyśmy puszkę karmy i składaną miskę, poza tym dostaliśmy różne ulotki i gazetkę "Cztery Łapy".
Miałam też okazję obejrzeć lubelskie schronisko, w którym dotąd nie byłam mimo że mam niedaleko.
Na pewno na Wyborach Najsympatyczniejszego Kundelka pojawimy się też za rok i może wtedy Sonia zaprezentuje swoje skromne umiejętności na scenie a nie na trawniku obok :).

fot. Jacek Babicz - Kurier Lubelski

Zrobiłam też kilka zdjęć - http://jaworskaphoto.blogspot.com/2013/10/wybory-najsympatyczniejszego-kundelka.html?showComment=1381261336570#c296957139528930618

poniedziałek, 30 września 2013

Liebster Blog Award! 4

A więc znów odpowiadamy na pytania, tym z bloga Fuksa:

1. Ile Twój pies ma lat?
Sonia 4, Skwarek 8.
2. Jakie psie sporty Cię interesują?
Przede wszystkim kocham dogfrisbee i obedience.
3. Co sądzisz o stosowaniu łańcuszków zaciskowych i kolczatek?
Według mnie, jeżeli ktoś potrafi ich prawidłowo używać nie robiąc krzywdy (fizycznie ani psychicznie) psu to są kolczatki i łańcuszki są ok. W niektórych przypadkach mogą działać całkiem dobrze. Jednak zazwyczaj te narzędzia trafiają w niewłaściwe ręce i są używane nieprawidłowo, często jako zwykłe, codzienne obroże.
4. Jak często wychodzisz ze swoim psem na spacery i jak długie one są?
Raz dziennie chodzimy na co najmniej godzinny spacer, w weekendy na dłuższe. Poza tym mamy koło domu spore podwórko które często bawimy się i ćwiczymy.
5. Jakie są Twoje ulubione rasy psów?
Kelpie, Australian Cattle Dog, Mudi i Samoyed
6. Oprócz psów i psich sportów jakie są Twoje zainteresowania?
Fotografia
7. Lubisz czytać książki?
Uwielbiam :)
8. Jak spędzasz wolny czas?
Spacery, treningi z psami, książki, a późnymi wieczorami internet.
9. Chciałabyś/chciałbyś pojechać ze swoim psem na obóz? A może już na takim byłaś/byłeś?
Nie byliśmy jeszcze, ale mam to w planach.
10. Jakie są Twoje psie plany na ferie zimowe?
Na razie żadne. Pewnie będziemy robić to samo co w tamtym roku, czyli odpoczywać, uczyć się sztuczek, a jeśli nie będzie śniegu po kolana to chcę coś robić w kierunku frisbee.
11. Jaka jest Twoja ulubiona pora roku?
Wszystkie uwielbiam. Każdą za coś innego, ale ulubionej wybrać nie potrafię :).

Moje pytania i nominacje - KLIK

piątek, 27 września 2013

O naszym przywołaniu i uciekaniu słów kilka

Przywołanie jest jak wiadomo najważniejszą komendą którą każdy pies powinien mieć opanowaną do perfekcji. U nas z tą perfekcją było różnie.
Skwarek jest psem zmiennym. Różne fazy przechodzą u niego co kilka miesięcy. Poprzedniej wiosny miał duże problemy z przywołaniem, lato było takie sobie, a całą jesień był psiakiem super nakręconym na mnie, wiecznie skupionym, przybiegającym na każde wołanie i bardzo chętnym do pracy, zima też była taka sobie. Tej wiosny wróciły problemy z przywołaniem i uciekaniem. Szczególny problem sprawia mi to, że Skwar kiedy tylko ma ku temu okazję ucieka pod dom w którym mieszkają dwie suczki. Dom ten znajduje się blisko naszych ulubionych , leśno-polnych tras spacerowych. Uciekanie nie jest związane z cieczką tych suczek, bo Skwar ucieka cały czas. Nie zależy mu widocznie nawet tak bardzo na tym, żeby dostać się na to podwórko, bo kiedy przychodzę tam, aby go zabrać i przyprowadzić do domu, on zawsze stoi za płotem i szczeka, nawet kiedy brama jest otwarta. Postanowiłam popracować ponownie nad jego przywołaniem i skupieniem na mnie, tak żeby przychodził zawsze kiedy będę go wołać i aby uważał mnie, za najciekawszą rzecz na świecie. Chcę aby myślał, że nie warto uciekać bo o wiele ciekawiej jest kiedy będzie trzymał się blisko mnie. Chcę, żeby tak jak rok temu mógł biegać podczas spacerów luzem, smyczowe spacerki nie sprawiają takiej przyjemności ani mi, ani jemu.
Z początku sądziłam, że o sposobach nauki przywołania wiem prawie wszystko... tak było dopóki nie przeczytałam książki J. Gałuszki "Aria! Do mnie!". Serdecznie polecam tą lekturę wszystkim którzy mają z przywołaniem problemy. Dowiedziałam się na przykład, że kiedy ponad rok temu ćwiczyłam ze Skwarem przywołanie na 10 m lince popełniłam kilka błędów. Po pierwsze nie przyzwyczaiłam go wcześniej do obecności linki tylko od razu rozpoczęłam szkolenie przez co potem psiak na lince przychodził zawsze, a bez niej już nie. Poza tym wiem już, że nie wolno "spalić komendy" czyli pozwolić psu nie zareagować na przywołanie, bo kiedy raz się na to pozwoli to potem pies może myśleć, że wołanie właściciela nie znaczy, że trzeba koniecznie przybiec, ale że może przybiec jeśli chce.
Jeśli chodzi o Sonię, to nie mamy aż tak dużego problemu. Sonia ogólnie trzyma się na spacerach blisko mnie. Niedociągnięcia w naszym przywołaniu zauważyłam kiedy tego lata odważyłam się spuścić ją kilka razy ze smyczy w paku i nad jeziorem wśród innych ludzi. Wtedy psica była blisko kiedy była na mnie skupiona, ale już jak coś ją zainteresowało to odbiegała ode mnie i nie odwoływała się od razu. Dlatego postanowiłam jak najbardziej wzmocnić u niej tę komendę.
Na razie u obu psiaków wszystko idzie w najlepszym kierunku, a dziś Skwar biegał luzem w miejscu z którego często uciekał i cały czas skakał koło mnie i domagał się uwagi :D.



czwartek, 29 sierpnia 2013

Liebster Blog Award! 3

Nie sądziłam, że jeszcze raz wpiszę te słowa w pole "tytuł posta". Dostałam kolejną (już czwartą!) nominację, tym razem od Popo z bloga "Whippecie Szczęście", nie sądziłam, że mój blog jest tak popularny :).
Odpowiedzi na pytania od Popo:
1.W jakim sklepie najczęściej kupujesz ubrania?
Kupuję w różnych sklepach, często dostaję też coś od mojej babci która mieszka za granicą.
2. Czytasz gazety o psach?
Tak. Czytam "Przyjaciela Psa" i zamierzam zamówić prenumeratę "Dog & Sport
3. Nosisz okulary?
Nie
4. Najlepszy smak lodów?
Miętowe, pistacjowe, trudno mi się zdecydować.
5. Uprawiasz ze swoim psiakiem psie sporty?
Tak. Z Sonią obi, frisbee, na wiosnę chcę zapisać się na kurs agi (na razie robimy podstawowe elementy na naszych kilku przeszkodach), a ze Skwarem bikejoring i dogtrekking, o kilku tygodni biegam też z oboma psami co drugi dzień.
6. Byłaś kiedyś na obozie z psem?
Nie
7. Wolisz spacerować w lesie, czy po mieście?
Bardzo lubię las, ale ponieważ mieszkamy na wsi i do lasu chodzę prawie codziennie (czasem idziemy na łąki) to lubię też wybrać się na spacer po mieście kiedy mamy do tego okazję, to taka odmiana i świetna okazja do treningu w rozproszeniach.
8. Ulubiony serial?
Rzadko oglądam seriale, ale lubię "Ranczo" i "Świat według Kiepskich", bo czasem dobrze jest się odmóżdżyć :D
9. W jakim województwie mieszkasz?
lubelskim
10. Converse vs Vans? 
Converse
11. Jeździsz na nartach?
Nie

Swoje pytania i nominowane przeze mnie blogi umieściłam w pierwszej części.

wtorek, 27 sierpnia 2013

Libster Blog Award! 2

Ponieważ dostałam kolejną nominację, tym razem od Ekoni z bloga "Za szarym kamieniem", piszę drugą część posta o Libster Blog Award.
Moje odpowiedzi na pytania od Eko:'
1. Kawa czy herbata?
Kawa <3
2. Gdybyś mógł/mogła zmienić jedną rzecz na świecie byłoby to..?
Zmieniłabym podejście ludzi do zwierząt, bo nadal bardzo dużo zwierząt na świecie jest krzywdzonych przez ludzi.
3. Rzecz, która uszczęśliwia Cię najbardziej?
Długi wieczorny spacer lub udany trening obi/frisbee.
4. Wolisz działać spontanicznie czy planować?
Jestem typem człowieka który lubi mieć wszystko dokładnie zaplanowane :).
5. Czego boisz się najbardziej?
Dużych owadów (większych od np. muchy), a szczególnie gigantycznych ciem
6. Ulubiony owoc?
Truskawka, malina, uwielbiam też owoce egzotyczne.
7. Co zapoczątkowało Twoją przygodę z psami?
Trudno mi sobie to przypomnieć. psy kochałam praktycznie od zawsze.
8. Jakieś plany na przyszłość?
Na razie marzę o karierze w psich sportach, chcę też pomagać bezdomnym psom, a w przyszłości planuję studia weterynaryjne, chociaż ostatnimi czasy pochłania mnie bardzo moja druga pasja jaką jest fotografia.
9. Ulubiony gatunek muzyczny?
Rock
10. Wolisz mieszkać w mieście czy na wsi?
Kocham wieś
11. Noc czy dzień?
Dzień

Swoje pytania i nominowane przeze mnie blogi umieściłam w pierwszej części.

czwartek, 15 sierpnia 2013

Lidbster Blog Award!

Dziękujemy bardzo Agacie od Alexa i Lani od Sashy za nominację do Liebster Blog Award. Myślę, że o tym słyszeliście i znacie zasady - odpowiadamy na pytania, nominujemy 11 blogów i zadajemy autorom blogów 11 pytań.

Moje odpowiedzi na pytania od Agaty:
1. Ile masz łącznie obroży dla swojego psa? 
Obecnie dla Soni 4, a dla Skwarka 3, ale liczba się ciągle zmienia bo kupuję nowe a nieużywanych się pozbywam.
2. Ćwiczysz ze swoim psem jakieś sporty?
Tak. Z Sonią obedience, dogfrisbee i planuję agility, a ze Skwarkiem dogtrekking i bikejoring.
3. Jakie lubisz kwiaty?
Konwalie
4. Twój pomysł na spędzenie wolnego dnia?
Bardzo długi spacer lub wycieczka rowerowa w towarzystwie psiaków :).
5. Na jakim filmie ostatnio byłaś w kinie?
Przyznam iż nie pamiętam, ale bardzo rzadko chodzę do kina.
6. Byłaś kiedyś na psim obozie?
Niestety nie.
7. Ile krajów zwiedziłaś?'
2 - Polskę i Wlk. Brytanię
8. Masz lustrzankę?
Jeszcze nie, ale będę mieć już niedługo :).
9. Jaki masz model telefonu?
Samsung Chat 222
10. Jaką książkę polecasz?
"Marley i ja" Jochna Grogana
11. Ile zabawek ma twój pies?
Razem mają 14.

Moje odpowiedzi na pytania od Lani:
1. Jaka jest Twoja ulubiona piosenka?
Co chwilę się to zmienia, ale na chwilę obecną jest to The Luminers - Ho Hey
2. Jaka jest Twoja ulubiona rasa psa?
Kelpie
3. Jakie imię męskie Ci się podoba?
Nigdy się nad tym nie zastanawiałam...
4. Jaki jest Twój ulubiony blog?
Trudno wybrać, ale chyba http://wenabc.blox.pl
5. Co robisz w wolnej chwili?
Trenuję z psami, piszę bloga, czytam inne blogi, oglądam filmy, jesienią i zimą lubię czytać książki...
6. Kiedy założyłaś/łeś bloga i dlaczego?
Pierwszego założyłam 2 i pół roku temu na interii, a po roku przeniosłam się tutaj.
7. Jak traktujesz psa, gdy odmawia posłuszeństwa?
Zależy jaka to sytuacja, jeśli chodzi o uciekanie to ignoruję go i wołam co chwil, w niebezpiecznych miejscach, np. blisko szosy, idę w jego stronę, ale tak żeby tego nie widział i nie pomyślał że go gonię. Jeśli ciągnie na smyczy (Skwarkowi się to zdarza) to koryguję i przywołuję do nogi. Jeśli nie chce się skupić i wykonywać moich poleceń to ignoruję, dopóki będzie chciał pracować.
8. Masz rodzeństwo?
Nie
9. Ulubiona pora roku - dlaczego?
Wszystkie, każda za coś innego :)
10. Ulubiona słodycz?
Czekolada <3
11. Czy masz szacunek do rodziców?
Raczej tak

Oto blogi które nominuję:
1. Actve Sheltie
2. Blog głównie Neski
3. Cody
4. Crazy Westie
5. LUCY
6. Luna i Kendo!
7. Lilu!
8. ~jimmycanfly!
9. Za szarym kamieniem...
10. Po prostu Kati!
11. Osiem łap, dwie nogi i świat

...i moje pytania do autorów blogów: (przyznam, że trochę czasu mi zajęło wymyślanie ich)
1. Czym jeszcze oprócz psów się interesujesz?
2. Jaki masz model aparatu fotograficznego?
3. Czy brałaś kiedyś udział w jakichś zawodach z psem?
4. Jeśli trenujesz z psem sporty to robisz to sama czy w jakimś klubie/centrum szkolenia?
5. W jakim mieście/wsi mieszkasz?
6. Czy chciałabyś się wyprowadzić do jakiegoś innego miejsca (jeśli tak to gdzie)?
7. Jaki jest twój ulubiony kolor?
8. Czy lubisz robić psie zakupy?
9. Jaką karmę je twój pies?
10. Wolisz zakładać psu szelki czy obrożę?
11. Jaki jest twój ulubiony psi sport?

wtorek, 13 sierpnia 2013

Po upadku przychodzi wzrost

Kolejny raz potwierdziła się u nas ta teoria. Tym razem nie chodzi mi o kolejne dziwne zachowania Skwara, ale o Sonię. Psica ma tendencję do tego, że albo jest psem super nakręconym na pracę, jedzenie i zabawki, albo przymulonym który wszystko robi jakby na odwal. Ostatnie kilka dni trwa ta pierwsza faza. Na spacerze psica cały czas biega dookoła mnie, wpatruje się we mnie i czeka czy czasem nie włożę ręki do saszetki, czy nie wyjmę piłeczki, albo jakiegoś smaczka. Turlanie się pod nogami ogarnięte, balansowanie z przedmiotami na głowie też, slalom w tył niezły, ale ja muszę poćwiczyć chodzenie w tył i pokazywanie równocześnie psicy w którą stronę ma zakręcać, chodzenie przy nodze nagle jest idealne :D (przynajmniej ja tak to widzę, bo Sonia nie wyprzedza, nie odsuwa się, nie ociąga i idzie ładnie z łepkiem do góry i ślepiami wpatrzonymi we mnie <3). Sesje frisbee skróciłam prawie maksymalnie, do jednego rollera na początek i trzech obejdź-floater. Kiedy ostatni raz bawiliśmy się dyskiem, psina była tak niesamowicie pobudzona że nie trafiała pyskiem w dekiel i nie udało jej się zahamować kiedy łapała do rollera. Wiem, że spokojnie mogłaby złapać króciutkiego backhandzika gdyby lepiej obserwowała dysk i nie wyskakiwała za wcześnie (często wyskakuje od razu kiedy wybiegnie zza moich pleców i myśli że uda jej się dolecieć do frisbee), ale najważniejsze że tak radośnie bawi się dekielkiem. Zauważyłam też, że frisbee najszybciej wraca do mojej ręki., z innymi zabawkami zdarzają się u nas problemy z aportem, bo Sonia łapie zabawkę, kładzie się na ziemi i memle. Moja teoria jest taka, że piłki/szarpaki są fajne do memłania, a frisbee jest fajne do gonienia i łapania więc musi jak najszybciej wrócić do pańci żeby je jeszcze raz rzuciła.
Treningi w rozproszeniach są coraz lepsze. W parku Sonia już ćwiczy bez smyczy, ładnie się odwołuje, skupia na mnie. Ostatnio robiliśmy różne sztuczki i obieganie drzewek. Byliśmy też w mega rozpraszających miejscach: na odpuście, festynie i nad jeziorem w niedzielę kiedy jest najwięcej ludzi. W takich sytuacjach robimy na razie samo skupianie się i proste sztuczki na smyczy (np. cofanie, obrociki, zmianę pozycji, dostawianie do nogi).
Podsumowując: mam super, super, super psinkę i mam nadzieję że taka już zostanie. 

sobota, 10 sierpnia 2013

8 lat...

Nie mogę w to uwierzyć... mój Skwareczek ma już 8 lat. Co prawda bardziej przywiązałam się do niego dopiero jakieś 4 lata temu, bo wcześniej byłam po prostu dzieckiem, a Skwarkiem zajmowali się moi rodzice.

Wciąż męczę się z problemami wychowawczymi, brakiem socjalizacji, agresją wobec psów i ludzi, terytorialnością, uciekaniem... Mam jeszcze za mało wiedzy, doświadczenia i umiejętności, żeby sobie z tym poradzić. Przeżyłam ze Skwarkiem wiele wspaniałych chwil, ale też wiele razy przez niego płakałam, kiedy myślałam że nie poradzę sobie nigdy z jego zachowaniem, że nigdy nie zrobię z niego normalnego psa. Wiele razy chciałam sobie odpuścić, przestać robić z nim cokolwiek, wychodzić z nim tylko na spacery na smyczy żeby nie ryzykować tego, że znów nie zareaguje na przywołanie, ucieknie mi, zaatakuje rower/samochód, czy wda się w bójkę z innym psem, ale nie potrafię... Ja po prostu kocham tego psa... Obecnie jest trochę lepiej, staram się z nim jak najwięcej ćwiczyć, wprowadzam go nawet w obi. Wiem, że nigdy nie będzie psem sportowym, nigdy nie zabiorę go na żadne zawody, być może, nie zabiorę go też na spacer z innym psem, ale tak jak jest, jest dobrze, bo cieszymy się sobą, spacerami po lesie, każdą nową nauczoną komendą i pokonaną przeszkodą.

Nie mogę uwierzyć, że Skwar ma już 8 lat, nadal jest tak radosnym i aktywnym psem. Może i trochę szybciej się męczy, ale nadal towarzyszy mi w wycieczkach rowerowych, nadal motywuje mnie do biegania (chyba gdyby nie Skwarek nigdy bym nie polubiła biegania), długich spacerów.
Piesku, jesteś cudowny taki jaki jesteś, kocham cię. Życzę ci przede wszystkim zdrowia i wiele, wiele lat szczęśliwego życia :).

wtorek, 23 lipca 2013

Małe sukcesiki :)

Dalej pracujemy sobie według mojego nowego planu treningowego czyli "robimy tylko jedną rzecz na raz" i efekty już są. Oto jak na chwilę obecną wyglądają zmiany pozycji Soni:



Slalom w tył też już jest całkiem fajny, bo psinka zakręca już w obie strony. Miałam teraz brać się za koziołka które już wcześniej zaczęłyśmy, ale nam nie wychodziło, jednak postanowiłam zrobić przerwę w obikowaniu i wrócić do nauki sztuczek. Na razie mam w planach nauczenie Soni sztuczki która mi się bardzo podoba :) - http://youtu.be/MAn1k8pmiCc?t=2m46s (oczywiście nie chodzi mi o zakładanie łapek na stopy, bo to już Sonia umie, tylko turlanie się pod moimi nogami), potem jeszcze myślę o skończeniu trupa którego kiedyś ćwiczyłyśmy i utrzymywaniu przedmiotów na głowie - http://youtu.be/CLQHVqLaBbA?t=1m23s.

Skwarek coraz lepiej ogarnia dostawianie do nogi. Znalazłam też sposób na przywołanie. Po pierwsze bardzo pachnące i smaczne smakołyki, a nie sucha karma. Po drugie, zamiast wołać go cały czas, piszczeć, uciekać itp., wołam raz, staję w miejscu i się nie ruszam, a psiak z ciekawości podchodzi do mnie i wtedy bardzo go chwalę i nagradzam :). Widać, że metody na ogół polecane przy nauce przywołania nie przy każdym psie się sprawdzają, dlatego trzeba dostosować metodę do psa, a nie psa do metody ;).

sobota, 20 lipca 2013

Rysunek

Dawno nic nie rysowałam, ale jakiś czas temu znów naszła mnie ochota. Nie mogłam znaleźć mojego kochanego kawałka węgla więc w ruch poszła kredka bambino :D. Oto co nabazgrałam (przyznam, że nie jestem z siebie specjalnie zadowolona, mogłam się bardziej postarać):
Jestem ciekawa czy ktoś poznaje ten pyszczek :).

czwartek, 11 lipca 2013

Cel i plan treningowy

Opracowałam sobie nowy sposób pracy z moimi psami. Doszłam niedawno do wniosku, że brakuje mi odpowiedniej organizacji, wszystko robię z nimi chaotycznie. Często ćwiczyłam z nimi wiele rzeczy na raz, jeszcze nie dopracowałam jednego elementu, a już zaczynałam następny. Więc nowy plan jest taki, że z jednym psem robię tylko jedną rzecz na raz i do następnej przechodzę dopiero wtedy kiedy dopracuję tą pierwszą.

Z Sonią pracujemy teraz nad zmianą pozycji. Ponieważ postanowiłam najpierw przerobić cały materiał zerówki i nie ruszamy nic z wyższych klas robimy samo siad-warój-siad-warój, a stój jeszcze kiedyś do tego dorzucimy. Powoli jest coraz lepiej i szybciej :). Jak dobrze dopracujemy pozycje weźmiemy się za slalom między nogami tyłem. Już wcześniej go jej uczyłam, ale nie jest najlepiej, bo Sonia zakręca tylko w jedną stronę (nie wiem czy ktoś zrozumie o co mi chodzi...), a dalej planuję dopracować chodzenie przy nodze tak żeby było idealnie (łącznie ze skrętami i zwrotami w obie strony), dokończyć trupa i robić coś z tym nieszczęsnym koziołkiem.

Ze Skwarkiem cały czas utrwalamy przywołanie. Od dwóch lat nad tym pracujemy, raz jest super, a raz tragicznie. Doszłam do wniosku, że muszę to podczas każdego spaceru powtarzać kilka razy i wtedy może dobrze sobie zapamięta, że zawsze warto wracać kiedy go wołam :). Dalej będziemy robić nieskończony slalom między nogami, ósemkę, zostawanie i wskakiwanie na udo które się zepsuło z niewiadomych powodów, a potem będziemy się bawić w sztuczki i mooooże jakieś elementy obi (aż tak polubiłam to posłuszeństwo, że chcę w to wkręcić Skwara).

Będę też trzymać się tego, że codziennie będę robić z każdym psem kilka krótkich sesji klikania (trochę w domu czy na podwórku i trochę na spacerach), a także powtarzać stare sztuczki, szczególnie potrzebuje tego Skwar, bo on bardzo łatwo zapomina różnych rzeczy i muszę z nim cały czas wszystko powtarzać.
Myślę, że jeśli wszystko sobie dobrze zorganizuję i będę trzymać się planu treningowego będzie nam się pracowało ze znacznie lepszymi i bardziej widocznymi efektami :).


A odchodząc od głównego tematu posta, muszę się pochwalić, że Sonia PŁYWAŁA! Zachęcam ją do wody już drugi rok i do tej pory zanurzała się tylko po brzuch. Wczoraj byłyśmy nad jeziorem, weszłam do wody i prowadziłam ją za smakołykiem, tak że doszłam z psiną do wody sięgającej mi po pas (Sonia jest niska i sięga mi normalnie do kolan). Dobrze, że nie było nikogo oprócz nas na plaży bo pewnie zdziwiłyby ich moje dziwaczne piski :D. Byłam bardzo zaskoczona, bo nie oczekiwałam tego że uda mi się zachęcić psinkę do pływania :).
Przy okazji możemy polecić norwegi jako świetny krój szelek dla psów oswajających się z wodą i początkujących pływaków, bo rączka na grzbiecie pozwala podtrzymać psa w głębszej wodzie :).
Potem pozwoliłam psince jeszcze trochę pobiegać sobie luzem i poćwiczyłyśmy jakieś sztuczki. A wcześniej byłyśmy chwilę w parku, bo musiałyśmy czekać na mojego tatę i znów bawiłam się w robienie Soni zdjęć na ławce.



sobota, 8 czerwca 2013

Frisbee + smakołyki (?!)

Domyślam się, że ten post wywoła burzę komentarzy dotyczących tego, że stosuję najgorszą możliwą metodę i w ten sposób zepsuję wszystko (chociaż chyba nie ma co psuć). Jakoś to przeżyję, ale wcześniej radzę przeczytać notkę dokładnie i spróbować mnie zrozumieć...

Dawno na tym blogu nie było nic o frisbee. Można domyślić się dlaczego, nie robiłyśmy prawie nic oprócz kilku rollerków które zostały przez Sonię zignorowane. Nie wiem co się stało ale psica kompletnie przestała interesować się dyskami. Raz na jakiś czas próbowałam rzucić jej rollerka, małego overka przez nogę które zawsze kochała i często robiła na piłeczkę. Nie chciała wziąć dysku do pyszczka. Było kilka wyjątkowych sytuacji (tak może ze 3?) kiedy to Sonia zechciała pogonić rollera i raz nawet pobawiła się frisbee w domu. Już myślałam, że się przełamała ale znowu nastała pustka. Bawiła się piłeczkami, czasem szarpaczkiem (też miewaliśmy małe problemy, ale już powoli dajemy sobie radę), ale na frisbee nie było żadnej metody. Próbowałam podczas zabawy piłeczką nagle wyjąć dysk i zachęcać ją do zabawy, ale wtedy odwracała się i odchodziła (jak to ma w zwyczaju kiedy proponuję jej ćwiczenie jakiegoś elementu którego nie lubi, albo zabawę czymś czego nie lubi). Nie wiedziałam co się dzieje, bo wcześniej było całkiem nieźle. Chciałam to całkowicie rzucić (i w tym postanowieniu przetrwałam ze 2 miesiące), ale kilka dni temu doszłam do wniosku, że wolę aby psica bawiła się dyskiem za smakołyki, niż żeby w ogóle nie chciała wziąć go do pyska. Wiem że to najgorsza metoda, wiem że tak można wszystko zepsuć, ale my nie mamy co psuć. Frisbee będziemy robić tylko i wyłącznie dla funu tak jak te wszystkie elementy agility. Skupiamy się na obedience a wszystkie inne sporty są drugorzędne i na nich nam nie zależy. A więc zaczęłam od nowa uczyć małą obchodzenia i brania dysku z ręki. Z początku było ciężko ale jeszcze na pierwszej sesji udało mi się ją do tego namówić jak zobaczyła, że mam smakołyki, przechodzimy teraz powoli do małych floaterków. Smaki dawałam na samym początku po każdym złapaniu, teraz co 3-4 chwyty. Chcę zrobić to jeszcze rzadziej, może dojdzie do tego, że po jednej sesji z dyskiem Sonia będzie dostawała przysmaczka, a może polubi frisbee samo w sobie? W każdym razie trzymamy się tego, że NIE ZALEŻY NAM NA FRISBEE I ROBIMY TO DLA ZABAWY! I staram się już nic nie zepsuć :).

niedziela, 26 maja 2013

Już 4 lata!

2009                                                               2013

4 lata temu urodził się miot czarnych, puszystych kuleczek. Los (a raczej ich właściciel) tak chciał, że wszystkie trafiły do schroniska. 3 lipca 2009 do tego schroniska zawitała rodzinka która szukała pieska. Adoptowała najmniejszą, najbardziej przygaszoną, przestraszoną i zamkniętą w sobie suczkę. Od tego dnia dostała imię Sonia...

Nie mogłam lepiej trafić. To właśnie dzięki tobie, psinko, weszłam w świat psich sportów (mimo tego, ze Skwarek był ze mną już wcześniej, ale wtedy byłam dzieciakiem i nie wiedziałam, że mogę robić z nim coś więcej) gdyby nie ty, nie jeździłabym teraz po seminariach, zawodach, nie poznałabym tylu wspaniałych ludzi i psów. Dzięki tobie uczę się nie podawać się, pokonywać wszelkie przeszkody, nie rezygnować z wyznaczonych celów, mimo problemów dążyć do spełnienia marzeń. Część z nich już się spełniła. Cóż więcej mogę powiedzieć... Dziękuję ci, moje maleństwo, za to że po prostu jesteś.


A jak urodziny to obowiązkowo muszą być i prezenty :).


poniedziałek, 20 maja 2013

Test karmy Doctor Dog

Dzięki uprzejmości firmy Doctor Dog, która zaproponowała nam współpracę, mieliśmy okazję testować ich karmę. Do testów dostaliśmy opakowanie 1 kg karmy w wersji "jednobiałkowa wołowina", są jeszcze opcje "basic" i "wiejski drób". Doctor Dog'a można kupić także w opakowaniach 3 kg lub w kartonach 6 kg i 12 kg.
Moje pierwsze wrażenie było całkiem dobre. Opakowanie jest ładne, estetyczne (szara, papierowa torba z wydrukowanymi po jednej stronie napisami).W środku karma jest zapakowana jeszcze w foliowy woreczek.
Granulki karmy są nietypowe. Nie są uformowane w kółeczka czy kwadraciki jak w większości karm, lecz mają nieregularne kształty. Widoczne są w nich kawałki chrząstek (tak mi się wydaje, że to chrząstki). Granulki są dość duże i małe pieski mogłyby sobie z nimi nie poradzić. Moja sugestia dla producenta: wyprodukować także wersję z mniejszymi granulkami dla psów małych.
Widać, że karma jest bardzo dobrze wysuszona. Jej zapach różni się od zapachu większości karm które składają się w dużej części ze zbóż. Doctor Dog pachnie bardziej mięsem.
Zawiera łącznie 76% mięsa, poza tym warzywa i zioła.
Skład: 42,81% mączka wołowa; 18,65% chrząstki wołowe; 16,64% podroby wołowe; 9,80% otręby
pszenne; 2,45% marchew suszona; 2,45% pasternak suszony; 0,86% jabłka polskie; 0,86% ziemniaki polskie; 0,01% koperek; 3,04% wilgotność; drożdże piwne suszone; naturalny przeciwutleniacz (bogate w tokoferol ekstrakty pochodzenia naturalnego).
Wielkim plusem jest dla mnie bardzo dokładnie opisany skład karmy. Zamiast czegoś w stylu: "produkty pochodzenia zwierzęcego ...%, produkty pochodzenia roślinnego ...%" mamy wszystkie składniki podane z dokładnością do setnych części procenta.
Zawartość składników pokarmowych: 42% białko ogólne; 23,02% tłuszcz po hydrolizie; 17,74% węglowodany; 10,4% popiół surowy; 3,6% włókno surowe; 3,04% wilgotność.
Karma zawiera sporo białka, co nie każdemu psu może dobrze służyć. Tłuszczu także jest dużo.
Jest dosyć wydajna. Dzienna dawka dla psa o wadze 10 kg wynosi 113g. Jest to spowodowane prawdopodobnie dużą zawartością białka i tłuszczu.
Pod względem cenowym karma jest dosyć droga. Opakowanie 1 kg wersji jednobiałkowa wołowina w firmowym sklepie producenta kosztuje 28,55 zł, opakowanie 3 kg - 69,95 zł, karton 6 kg - 119,85 zł, a karton 12 kg - 209,95 zł. Jeśli kupujemy większe opakowania za kilogram płacimy średnio 20 zł, czyli dzienna porcja dla psa który waży 10 kg kosztuje około 2,26 zł.
Doctor Dog moim psiakom bardzo smakuje. Gdyby granulki były mniejsze świetnie sprawdzałby się jako smakołyki. Psiaki nie mają po tej karmie żadnych problemów żołądkowych, mają dużo energii, ich sierść wygląda zdrowo. Widać, że karma dobrze się przyswaja i im służy.
Ogólnie dobrze oceniam tą karmę i mogę ją serdecznie polecić wszystkim właścicielom psów, którzy chcą karmić swoich pupili wysokiej jakości jedzeniem.
Zainteresowanych zapraszam na stronę Doctor Dog'a - http://doctordog.pl/

czwartek, 2 maja 2013

OBIjamy się

Jako że Sonia postanowiła olać zabawki, aby przeczekać ten nagły upadek zajęłyśmy się obi. Przyznam, że jestem z psiny na prawdę zadowolona w tej dziedzinie. Szczególnie dobrze idzie nam zostawanie. Nie spodziewałam się, że Sonia będzie potrafiła zostać na dłuższy czas niż kilkanaście sekund, bo dawno nie zajmowałyśmy się tym ćwiczeniem. Jednak maleństwo potrafi mnie pozytywnie zaskakiwać. Psinka ogarnęła także to nad czym długo pracowałyśmy, miałyśmy problem z tym, że kiedy wracam i staję koło niej ona odskakiwała i dopiero potem dostawiała się do nogi. Teraz już się nie rusza i czeka kiedy do niej podejdę.
Chodzenie przy nodze za to dalej kuleje... Ale pracujemy nad tym dalej.
Jeszcze tu chyba o tym nie wspominałam, ale dzięki Karlinie od Lakiego mamy koziołek. Robimy teraz dużo ćwiczeń na trzymanie i podnoszenie koziołka. Nadal Sonia puszcza za wcześnie czekając na smaczka, ale na tym polega obi, żeby dopracowywać cały czas takie szczegóły :).
Sądzę, iż to jest sport na w którym mamy największe szanse na sukces. Sonia to lubi i ja też lubię to coraz bardziej :). Ale boję się angażować, bo boję się, że znowu będę nakładać na psicę presję i zepsuje to tak jak zepsułam frisbee. W tajemnicy wam powiem, że planuję na przyszły rok debiut w really-o, ale ciiiiii... żeby nie zapeszyć :).
Ze Skwarem powoli robimy coś w kierunku dostawiania do nogi. Z nim zdecydowałam się na inną metodę niż z Sonią. Sonię uczyłam dostawiania na książce, a ze Skwarkiem próbujemy z obchodzenia. Niedługo pojawi się film o początkach Skwarowego obikowania.
A oto kilka urywków z dzisiejszego mokrego treningu na boisku (na filmie nie bardzo widać, że jest to "mokry trening", ale padał deszcz).
 Łiii... umiem już dodawać duże filmy :D.

niedziela, 28 kwietnia 2013

Szacunek dla psa

Każdy z nas, nawet pies, ma prawo mieć gorsze dni, dni kiedy nic się nie chce, nic nie wychodzi. Każdy z nas ma prawo odpocząć... Czasem nie powinniśmy robić czegoś na siłę, namawiać psa. Znamy swoje psy, wiemy kiedy są zmęczone, niechętne do pracy, zabawy. Wtedy nie warto trenować na siłę bo to nie przyniesie żadnych pozytywnych efektów. Wtedy trzeba uszanować to, że teraz są te gorsze dni i po prostu dać psu odpocząć, zrobić przerwę w treningach i uwierzyć, że będzie lepiej...


PS. Czy kogoś interesowałaby instrukcja wykonania drewnianej stacjonaty do agility? W internecie jest zazwyczaj tylko o stacjonatach z rurek PCV. Ja mam drewniane i niedługo będę robić kolejną, mogłabym wstawić instrukcje zrobienia jeśli to by kogoś interesowało. 

niedziela, 21 kwietnia 2013

Collection

Zbiór "ciuchów" moich psiaków powiększa się w tempie zastraszającym. Robimy przezwę w zakupach obroży, smyczy i szelek. Na razie muszę dokonać zakupu porządnej saszetki na smaki, a następną rzecz planuję na Skwarkowe urodziny, a będą to miętowe guardy z DogStyle dla mojego staruszka.
Niniejszym przedstawiam wam dokumentację garderoby moich futrzaków.
Na początek obroże...


Jest ich obecnie dziewięć (na zdjęciu brakuje czarnej, nylonowej obroży Skwarka). Od lewej są to...
1. Pomarańczowy Rogz z serii miękkich i lekkich w rozmiarze L 
2. Czarna z polarkiem szyta przeze mnie 
3. Furkidz Hippie Elephants
4. Niebieska z polarkiem szyta przeze mnie 
5. Czerwona zamszowa (nie pamiętam firmy)
6. Rogz Daygow Yellow z odblaskową nitką w rozmiarze M
7. Różowy ActivDog z wzorkiem "orient"
8. Zielony Hilton 
Mieliśmy kiedyś jeszcze czerwoną skórkę i szczeniaczkową obróżkę z dzwoneczkiem.

Szelki...

1. Granatowe step-in (nie pamiętam firmy)
2. Norwegi ActivDog z wzorem "folk"
Mieliśmy jeszcze czerwone step-in które sprzedaliśmy bo były źle dopasowane.


1. Niebieska linka mojej roboty
2. Zielona linka mojej roboty (używamy jej tylko do roweru i czasem do biegania)
3. DogStyle odkupiona z dogomanii
4. Krótka czarna smycz z Lidla

wtorek, 16 kwietnia 2013

Seminarium z Patrycją Kowalczyk

W niedziele byłyśmy wraz z Sonią i Wiki (w roli naszego towarzysza i fotografa) na seminarium z Patrycją Kowalczyk organizowane przez Szkołę Temperament. Głównym tematem było obi, ale Patrycja pokazywała nam również jak uczyć różnych sztuczek i elementów frisbee.
Ogólnie było świetnie, gdyby nie pogoda. Na początku padał deszcz, a potem cały czas trzęsłyśmy się z zimna. A spodziewałam się ciepełka...
Pierwsza część seminarium dotyczyła obedience.
Sonia była nawet fajnie nakręcona na początku, ale kiedy przyszła nasza kolej i wyszłyśmy na środek trochę się rozkojarzyła. Chciałyśmy poćwiczyć chodzenie przy nodze, ale psince zabrakło motywacji i Patrycja zaproponowała żebyśmy zrobiły na początek stój z marszu. Potem zajmowałyśmy się jeszcze zmianą pozycji z "siad" do "stój", gdzie Sonia miała przechodzić przednimi łapami przed tyczkę nie ruszając tylnych.
Druga część dotyczyła sztuczek i frisbee.
Wtedy już Sonia trochę lepiej pracowała. Uczyłyśmy się sztuczki zwanej "a kuku" czyli pies zakłada łapy na rękę człowieka i wystawia głowę między łapami. Psina szybko zrozumiała o co chodzi. Potem jeszcze ćwiczyłyśmy ukłon i chciałam ją nauczyć obchodzenia mnie tyłem, ale skończyły nam się bardziej motywujące smaczki, a psica nie chciała pracować za suchą karmę.
W sumie bałam się, że będzie gorzej, bo to był pierwszy raz kiedy Sonia robiła coś w zupełnie obcym miejscu przy zupełnie obcych ludziach i psach. Wiem teraz, że musimy się zajmować skupieniem w rozproszeniach. Będzie teraz do tego pewnie więcej okazji bo zostałyśmy zaproszone na trening w Temperamencie z którego pewnie wkrótce skorzystamy.




Za śliczne zdjęcia dziękujemy Karolinie Prus :)


niedziela, 7 kwietnia 2013

Czyżby wiosna?

Wygląda na to, że wiosna powraca... Zauroczona dzisiejszą temperaturą powietrza (9 stopni!) i promieniami wiosennego słońca postanowiłam nagrać coś ze spacerku.



Tak więc obikujemy z Sonią, sztuczkujemy ze Skwarkiem, odkurzamy dyski i odliczamy dni do seminarium które jest już za tydzień. 

wtorek, 2 kwietnia 2013

Odświeżamy garderobę


Wiosennie odświeżam garderobę psiakom.
W czwartek dostaliśmy długo wyczekiwane norwegi z Activ Doga. Chciałam je kupić dopiero za kilka miesięcy, ale jak dowiedziałam się, że AD "umiera" stwierdziłam, że muszę je teraz zamówić. Wzoru i kolorków nie przemyślałam tak dokładnie jak wtedy kiedy kupowałam obróżkę, ale końcowy efekt mnie bardzo zadowolił. Wszystko razem wygląda świetnie :).
Bałam się, że szelki będą złe bo nie wiedziałam czy psinę dobrze wymierzyłam. Na szczęście okazały się dobrze dopasowane.
Na spacerkach się sprawdzają wspaniale. W poprzednich step-in'ach było psince nie wygodnie. Wrzynały jej się pod pachami i nie czuła się w nich swobodnie. Norwegi jej w ogóle nie przeszkadzają i chyba jej w nich wygodnie, bo normalnie w nich biega i skacze :). Zakłada się je również szybciej i łatwiej niż nasze poprzednie szelki.




fot. Weronika Romanek


Chciałam jeszcze napisać o smyczy którą zamówiłam z dogomanii, ale jeszcze nie dotarła...

Uzależniłam się od kupowania rzeczy dla psów :D. Te zakupy to tylko początek... Marzy mi się teraz obroża Rogz Dayglow Yellow i smycz do kompletu. Zamierzam to niedługo zamówić razem z nowym dyskiem. A potem to się jeszcze zobaczy...
Niedługo opisze na blogu całą naszą kolekcję. Może po następnych zakupach :).

Mam jeszcze jedną dobrą wiadomość, przynajmniej dla nas. 14 kwietnia (czyli za 12 dni) jedziemy z Sonią do Lublina do Temperamentu na seminarium z Patrycją Kowalczyk! 

czwartek, 14 marca 2013

Presja

Przekonałam się ostatnio jak wiele złego może ona zdziałać. Szczególnie przy tak wrażliwym psie jak Sonia.
Jeszcze niedawno pracowało nam się z sunią świetnie. Najlepszy okres Sonia miała w zimie, konkretniej był to styczeń-luty. Wiecznie nakręcona na zabawki, sztuczki, smakołyki, robienie czegoś. Na spacerach ciągle trzymała się blisko mnie i prosiła o to żebym rzuciła piłeczkę czy dała jej smaczka. W każdą sztuczkę wkładała mnóstwo radości, energii i entuzjazmu.
Kiedy śnieg stopniał i zrobiło się cieplej zaczęłyśmy spacerować dłużej i częściej, wyjęłam dyski, zaczynałam robić z nią agility i więcej obi. Wszystko nagle się posypało. Przestałam być dla Soni super. Zaczęło ją bardziej interesować węszenie, kopanie, bieganie po krzakach. Nie chciała nic robić, nie chciała biegać za ukochaną piłcią, sztuczki szybko ją nudziły. Pojawiło się pytanie: dlaczego?
Czy to dlatego, że ją przeforsowała, czy wymagałam zbyt wiele? Przecież chciałam robić to samo co jeszcze w zimie. Czy nagle coś zaczęło ją rozpraszać? W końcu doszłam do wniosku, że podświadomie nakładam na nią presję. W zimie nic nie planowałam. Wszystko robiłyśmy spontanicznie, dla zabawy. Teraz zaczęłam więcej planować, układałam sobie plan tego co będziemy ćwiczyć, co musimy zrobić w nowym sezonie... i w ten sposób popsułam wszystko. Sonia się zgasiła. Już nie była dawnym super psem.
To samo było z agility. W lecie to uwielbiała. Jednak wtedy wyglądało to tak, że raz na kilka dni poszłyśmy sobie na podwórko, poskakałyśmy przez hopki i na tym się kończyło. W zimie nie ćwiczyłyśmy, bo źle nam się biegało po śniegu. Teraz zaczęłam sobie ustalać co musimy przećwiczyć. Wychodząc na podwórko nie myślałam już: "A może by tak pójść poskakać na agi?", ale: "Musimy poćwiczyć slalom, bo Sonia myli stronę z której powinna wchodzić... Musimy poćwiczyć wysyłanie do przeszkód... Musimy przyśpieszyć..." I to zaowocowało tym, że Sonia zaczęła nienawidzić przeszkody. Od razu jak szłyśmy w to miejsce gdzie stoi nasz torek, ona uciekała i zaczynała gdzieś węszyć.
Z początku się załamałam, ale teraz doszłam do wniosku, że muszę wyluzować, nie robić nic na siłę, nie próbować psinki do niczego zachęcać, ale tylko te rzeczy które lubi (vaulty, skakanie, wszystkie sztuczki związane z wskakiwaniem na mnie, proste kółeczka...) i tylko wtedy kiedy Sonia sama prosi mnie o to żeby coś porobić, na spacerach po prostu pozwolić jej biegać. Koniec z planami i wymaganiami, po prostu będziemy się bawić i wszystko robić spontanicznie.

A na koniec jeszcze przyjemny akcent. Pochwalimy się, że zamówiłam norwegi z AcrivDog i czekamy na przesyłkę :). Wkrótce możecie się spodziewać notki poświęconej szelkom.
PS. Tylko strasznie się boję, że źle psinkę zmierzyłam i szele będą źle dopasowane... :/

niedziela, 3 lutego 2013

Efekty uboczne

W swojej głowie stale tworzę mój ideał psa... szybkość, zwinność, skoczność, chęć do pracy, wieczny popęd do zabawy, skupienie, dobre relacje z innymi psami i ludźmi, brak jakiejkolwiek lękliwości czy agresji - te wszystkie cechy budują mój idealny wzór wymarzonego psa.

Kiedy spojrzę na moje dwa czterołapy to zauważam bardzo wiele różnic w porównaniu do mojego wzorca. Skwarek jest szybki, energiczny, ale czasem aż za bardzo. Miewa problemy ze skupianiem, gorsze okresy kiedy w ogóle nie chce pracować, przychodzić na zawołanie. Najgorsza jest jego terytorialność i agresja z którą sobie nie radzę. O ile powoli widać poprawę w naszej pracy nad gonieniem rowerów i samochodów to nie mogę się uporać z jego chęcią  pożarcia innych psów.  Na razie musimy zrezygnować ze wspólnych spacerów z innymi psami, bo boję się, że znowu wda się w bójkę i jeszcze skrzywdzi jakiegoś mniejszego psa. Problemem są tylko starsze psy płci męskiej. Skwar świetnie dogaduje się za to ze szczeniakami i suczkami :).

Sonia fajnie się skupia, świetnie się z nią pracuje, ale jest bardzo delikatna, wrażliwa, czasem się zamyka, mamy problemy z zabawą na spacerach i jej lękliwością. Ma takie fazy że zaczyna ignorować zabawki. Dużo wysiłku wyrabiam w budowanie jej motywacji i popędu łupu. W miejscach gdzie jest dużo ludzi czuje się trochę zagubiona i bywa że boi się obcych, dużych psów.

Z podziwem patrzę na inne psy - szybkie, energiczne, skupione, z wieczną chęcią zabawy, naturalnym aportem... bliskie mojemu wzorcowi. Zazdroszczę właścicielom takich czworonogów, którzy często nie doceniają zalet swoich pupili i nie wykorzystują ich potencjału. Znam psy które mogłyby podbijać zawody agility, frisbee, flyballu a zamiast tego wylegują się na kanapie i czasem pobiegają za piłeczką czy poćwiczą sztuczki. Coś za co ja dałabym się pokroić żywcem na kawałeczki ich właściciele mają na co dzień i jest to dla nich normalne.

Dużo pracy i energii wkładam w wyrobienie u moich psów takich rzeczy jak socjalizacja, motywacja do zabawy i pracy ze mną, aport itp. Zdaję sobie sprawę, że nigdy do końca nie zmienię moich psów i nie zrobię z nich takich ideałów bo  to niemożliwe. Niektóre ich cechy zostaną na zawsze. Wiem, że sama nie poradzę sobie do końca z agresją Skwara (a nie mam nawet co liczyć na pomoc fachowca), nigdy nie uda mi się zrobić z Sońci super otwartej na świat, socjalnej psicy. Na zawsze zostanie delikatną i lękliwą suczką, ale zawsze mogę trochę jej pomóc.

Efekty mojej pracy przychodzą powoli, często są ledwie widoczne, ale ten wspólnie spędzony czas, praca przynosi efekty uboczne - więź, zaufanie, radość z przebywania ze sobą. I to jest cudowne :). Właśnie dlatego nie ważne jest to czy moje psy są super sportowymi wymiataczami jakie sobie wymarzyłam. Są jakie są i mimo tego, że wiele rzeczy chcę w nich poprawić, to i tak nigdy nie zamieniłabym ich na jakiegoś super-bordera, który byłby super szybki, super inteligentny, super pracowity, super zsocjalizowany, super zmotywowany... Moje psy są super same w sobie. Kochamy się nawzajem i właśnie to się liczy. Nie ważne jest czy twój psiak o border, bernardyn, mały york, czy kundelek ze schroniska. Jak się ma bezgraniczne zaufanie i więź z psiakiem to można razem przenosić góry.