poniedziałek, 22 października 2018

Ludzka część - aspekty pracy nad sobą w psim sporcie


Mam wrażenie, że znaczna większość osób trenujących coś z psami skupia się cały czas na psie. Trochę zapominamy o tym, że stanowimy połowę teamu. I to tą ważniejszą. I to w każdej dyscyplinie. Już kiedyś poruszyłam ten temat na blogu, pisząc o motywacji człowieka i samodyscyplinie. Dziś wspomnę o różnych aspektach pracy nad sobą. Bo tak jak w szkoleniu psa do sportu, u nas też gigantyczną rolę pełnią: podstawy, detale, sprawność fizyczna, znajomość ćwiczeń, głowa i nasze emocje. 

piątek, 12 października 2018

Jesienny powrót do obi - seminarium i Rzeszów


Po pierwszym sezonie frisbee, w który obydwoje byliśmy tacy zaangażowani, przyszła pora na odkopanie torby z aportami, pachołkami i piłkami, wypchanie kieszeni parówkami i powrót do dłubania posłuszeństwa. Po przerwie, nazywanej przeze mnie najpierw kryzysem, potem "trenujemy do freestylu" a jeszcze potem "poprawiamy naszego tosssa", udało się wrócić do obidiensów z nową energią i tym nowym, luźniejszym podejściem.

W efekcie poszło zgłoszenie do zerówki na IV Mega Obedience Cup - nieoficjalne zawody w Rzeszowie. A tydzień wcześniej organizowałam u nas seminarium z Kamilą Burek (29-30 września).

wtorek, 9 października 2018

OUR SANCTUARY

"...if the spark in your eye goes out
I can be your glow
Bringing you home..."

We've found our shared passion, our sanctuary, where we can find shelter and peace


Robiąc ten filmik nie zależało mi na chwaleniu się dopracowanymi figurami, możliwościami mojego psa i pokazywaniu innych widowiskowych stron tej dyscypliny. To kolejny ode mnie filmik, nie nastawiony na robienie wrażenia, ale nastawiony na bycie MOIM. Chciałam pokazać czym stało się dla mnie dogfrisbee... nie tylko w chwili obecnej, właściwie to długo przez Everestem, długo przed tym zanim zaczęłam planować psa do sportu. Jakieś 6 lat temu. Od czasów kiedy chodziłam sobie wieczorami sama z dyskami, rzucać, wyobrażając sobie jak fajnie by było gdyby kiedyś miał kto to łapać (ciągle to robię, tylko teraz z konkretnymi planami treningowymi, próbując przesunąć granicę swoich rekordów na dystansie ;) i trochę mniej muszę sobie wyobrażać). Dziś zarówno rzucanie samemu, jak i treningi z psem to dla mnie chyba najprzyjemniejsza z moich ucieczek od codzienności. A mój pies podziela tą moją fascynację wokół tego co robimy z plastikowymi dyskami.