czwartek, 14 marca 2013

Presja

Przekonałam się ostatnio jak wiele złego może ona zdziałać. Szczególnie przy tak wrażliwym psie jak Sonia.
Jeszcze niedawno pracowało nam się z sunią świetnie. Najlepszy okres Sonia miała w zimie, konkretniej był to styczeń-luty. Wiecznie nakręcona na zabawki, sztuczki, smakołyki, robienie czegoś. Na spacerach ciągle trzymała się blisko mnie i prosiła o to żebym rzuciła piłeczkę czy dała jej smaczka. W każdą sztuczkę wkładała mnóstwo radości, energii i entuzjazmu.
Kiedy śnieg stopniał i zrobiło się cieplej zaczęłyśmy spacerować dłużej i częściej, wyjęłam dyski, zaczynałam robić z nią agility i więcej obi. Wszystko nagle się posypało. Przestałam być dla Soni super. Zaczęło ją bardziej interesować węszenie, kopanie, bieganie po krzakach. Nie chciała nic robić, nie chciała biegać za ukochaną piłcią, sztuczki szybko ją nudziły. Pojawiło się pytanie: dlaczego?
Czy to dlatego, że ją przeforsowała, czy wymagałam zbyt wiele? Przecież chciałam robić to samo co jeszcze w zimie. Czy nagle coś zaczęło ją rozpraszać? W końcu doszłam do wniosku, że podświadomie nakładam na nią presję. W zimie nic nie planowałam. Wszystko robiłyśmy spontanicznie, dla zabawy. Teraz zaczęłam więcej planować, układałam sobie plan tego co będziemy ćwiczyć, co musimy zrobić w nowym sezonie... i w ten sposób popsułam wszystko. Sonia się zgasiła. Już nie była dawnym super psem.
To samo było z agility. W lecie to uwielbiała. Jednak wtedy wyglądało to tak, że raz na kilka dni poszłyśmy sobie na podwórko, poskakałyśmy przez hopki i na tym się kończyło. W zimie nie ćwiczyłyśmy, bo źle nam się biegało po śniegu. Teraz zaczęłam sobie ustalać co musimy przećwiczyć. Wychodząc na podwórko nie myślałam już: "A może by tak pójść poskakać na agi?", ale: "Musimy poćwiczyć slalom, bo Sonia myli stronę z której powinna wchodzić... Musimy poćwiczyć wysyłanie do przeszkód... Musimy przyśpieszyć..." I to zaowocowało tym, że Sonia zaczęła nienawidzić przeszkody. Od razu jak szłyśmy w to miejsce gdzie stoi nasz torek, ona uciekała i zaczynała gdzieś węszyć.
Z początku się załamałam, ale teraz doszłam do wniosku, że muszę wyluzować, nie robić nic na siłę, nie próbować psinki do niczego zachęcać, ale tylko te rzeczy które lubi (vaulty, skakanie, wszystkie sztuczki związane z wskakiwaniem na mnie, proste kółeczka...) i tylko wtedy kiedy Sonia sama prosi mnie o to żeby coś porobić, na spacerach po prostu pozwolić jej biegać. Koniec z planami i wymaganiami, po prostu będziemy się bawić i wszystko robić spontanicznie.

A na koniec jeszcze przyjemny akcent. Pochwalimy się, że zamówiłam norwegi z AcrivDog i czekamy na przesyłkę :). Wkrótce możecie się spodziewać notki poświęconej szelkom.
PS. Tylko strasznie się boję, że źle psinkę zmierzyłam i szele będą źle dopasowane... :/