sobota, 8 czerwca 2013

Frisbee + smakołyki (?!)

Domyślam się, że ten post wywoła burzę komentarzy dotyczących tego, że stosuję najgorszą możliwą metodę i w ten sposób zepsuję wszystko (chociaż chyba nie ma co psuć). Jakoś to przeżyję, ale wcześniej radzę przeczytać notkę dokładnie i spróbować mnie zrozumieć...

Dawno na tym blogu nie było nic o frisbee. Można domyślić się dlaczego, nie robiłyśmy prawie nic oprócz kilku rollerków które zostały przez Sonię zignorowane. Nie wiem co się stało ale psica kompletnie przestała interesować się dyskami. Raz na jakiś czas próbowałam rzucić jej rollerka, małego overka przez nogę które zawsze kochała i często robiła na piłeczkę. Nie chciała wziąć dysku do pyszczka. Było kilka wyjątkowych sytuacji (tak może ze 3?) kiedy to Sonia zechciała pogonić rollera i raz nawet pobawiła się frisbee w domu. Już myślałam, że się przełamała ale znowu nastała pustka. Bawiła się piłeczkami, czasem szarpaczkiem (też miewaliśmy małe problemy, ale już powoli dajemy sobie radę), ale na frisbee nie było żadnej metody. Próbowałam podczas zabawy piłeczką nagle wyjąć dysk i zachęcać ją do zabawy, ale wtedy odwracała się i odchodziła (jak to ma w zwyczaju kiedy proponuję jej ćwiczenie jakiegoś elementu którego nie lubi, albo zabawę czymś czego nie lubi). Nie wiedziałam co się dzieje, bo wcześniej było całkiem nieźle. Chciałam to całkowicie rzucić (i w tym postanowieniu przetrwałam ze 2 miesiące), ale kilka dni temu doszłam do wniosku, że wolę aby psica bawiła się dyskiem za smakołyki, niż żeby w ogóle nie chciała wziąć go do pyska. Wiem że to najgorsza metoda, wiem że tak można wszystko zepsuć, ale my nie mamy co psuć. Frisbee będziemy robić tylko i wyłącznie dla funu tak jak te wszystkie elementy agility. Skupiamy się na obedience a wszystkie inne sporty są drugorzędne i na nich nam nie zależy. A więc zaczęłam od nowa uczyć małą obchodzenia i brania dysku z ręki. Z początku było ciężko ale jeszcze na pierwszej sesji udało mi się ją do tego namówić jak zobaczyła, że mam smakołyki, przechodzimy teraz powoli do małych floaterków. Smaki dawałam na samym początku po każdym złapaniu, teraz co 3-4 chwyty. Chcę zrobić to jeszcze rzadziej, może dojdzie do tego, że po jednej sesji z dyskiem Sonia będzie dostawała przysmaczka, a może polubi frisbee samo w sobie? W każdym razie trzymamy się tego, że NIE ZALEŻY NAM NA FRISBEE I ROBIMY TO DLA ZABAWY! I staram się już nic nie zepsuć :).