środa, 9 stycznia 2019

Aport zabawki


Pies zwiewa z szarpakiem po wygraniu go, kładzie się i gryzie fajną piłkę, po złapaniu dysku leeeeci zrobić z nim wielką rundkę dookoła boiska... Skąd ja to znam :). A gdyby tak pies od razu zawracał po złapaniu frisbee, wracał z dyskiem szybciej niż biegł do niego... gdyby tak po nagrodzeniu go piłką wciskał ją od razu w naszą rękę... cudowna wizja prawda? - Jak najbardziej realna!


Przerabiałam aport z każdym moim psem. Najłatwiej mi poszło z Kermitem. Z Sonią chyba wszystkie możliwe błędy i przerobiłam tyle metod, że droga była na prawdę długa. Z Everem na początku wydawało się że będzie banał - "o mój boże, mój 4-miesięczny szczeniak leci do mnie z każdym szarpakiem się przytulać, jaki ma cudowny naturalny aport i socjal!". Taaa... do czasu. Mój półroczny szczeniak kładł się żeby wymemłać szarpaka, a jak pierwszy raz rzuciłam mu backhanda to pobieeeegł z dyskiem, zrobić kilka kółek. Dzisiaj jest... w miarę. Na frisbee każdy dysk wracał do mojej ręki, rundy tossa szły płynnie i nie musiałam się martwić o to że będę walczyć z psem o powrót frisbiacza. Z innymi zabawkami zdarza mu się pobiec się nimi nacieszyć, jeśli ja się rozproszę i nie przypilnuję żeby reagować zanim mu przyjdzie coś takiego do głowy. Ale po wygrania szarpaka skacze z nim po mnie wciskając mi w rękę.
Jeszcze Jadzia, najbardziej zafiksowany na piłkę pies jakiego znam. Gdzie tam, ona nie przynosi, a zabrać jej można tylko na wymianę. To by było do zrobienia, ale ja z nią ostatnio za rzadko się bawię, a jej właściciel radzi sobie tylko w części rzucania ;).

Na naukę aportu jest wiele metod, i nie można mówić o tym żeby któraś z nich była jedyną słuszną. Różni przewodnicy mają różne preferencje, a i różne psy uczą się szybciej czy wolniej różnymi metodami. Napiszę kilka słów o mojej ulubionej. Wolę ją ze względu na to, że uczymy psa od zera tego konkretnego zachowania, bardzo dokładnie mu tłumacząc, że tak, przynoszenie nam zabawki się opłaca i nie, nie straci jej. Chodzi o to żeby pies tutaj był pewny siebie, nie czuł się zagrożony że straci zabawkę, i bardzo chętnie przebywał z nią blisko przewodnika. Wymarzonym efektem jest sytuacja w której nie my prosimy psa o podejście z zabawką, ale pies prosi nas żebyśmy wzięli zabawkę od niego.


Naukę zaczynamy od końca! Czyli od podawania zabawki. Nie od rzucania jej! Dzięki temu, kiedy już ją psu rzucimy będzie on wiedział co ma zrobić dalej. Większość laików najpierw rzuca Fafikom piłeczki, a potem się frustruje że ich pieskie nie mają zaprogramowanego w głowie przynoszenia, a ten pies zwyczajnie nie wie co ma dalej zrobić, bo nikt mu tego nie wytłumaczył (są psy które mają wrodzony aport, zazdroszczę ich właścicielom).

Ludzie mający styczność z jakąś sportową kynologiczną dyscypliną, wiedzą że większość złożonych zachowań uczy się od końca. Np. zatrzymywanych stref w agility, od pozycji na strefie, chodzenia przy nodze w obi od pozycji przy nodze i zwrotów. A aport zabawki w pierwszym odruchu zaczynaja od... rzucenia psu zabawki. A w lepszym scenariuszu...

1)

zaczynamy od przeciągania szarpakiem. Szarpiemy się - pies wygrywa. Wtedy namawiamy go żeby podszedł z zabawką do nas, wołamy, możemy mu trochę uciekać. Jak podejdzie to chwalimy, cieszymy się, nie musimy od razu łapać za zabawkę którą trzyma w pysku, możemy wcześniej go dotknąć, pogłaskać, dotknąć zabawki ale nie zabrać. Jak pies chętnie jest blisko nas z zabawką, to łapiemy za nią, szarpiemy się i znowu pies wygrywa. Pies zawsze wygrywa. Nie rzucamy zabawki psu, dopóki nie przepracujemy tego podawania.

Jeśli pies notorycznie ucieka z zabawką można przypiąć go na linkę. I jeśli nie uda nam się przełamać go do podejścia do nas z jego zdobyczą, na początkowym etapie samo to, że pies pozwoli podejść nam i nie ucieknie, to już jest dużo i trzeba to nagradzać.

Żeby nauczyć psa podawania nam zabawki prosto do ręki, przydatne bywa wykorzystanie targetu dłoni nosem. Pies musi go bardzo dobrze znać jako oddzielną komendę. Wtedy próbujemy namówić go do zrobienia tego z zabawką w pysku. U Soni nie wierzyłam że może to zadziałać, bo ona miała ogromne problemy z robieniem kilku rzeczy na raz (dotknąć nie wypluwając). Ale Everowi super to pomogło.

U niektórych psów ten początkowy etap trwa na prawdę długo. Czasem trzeba się do niego cofnąć nawet jeśli masz zaawansowanego psa.



2)

Niezależnie od nauki aportu uczymy puszczania na komendę. Ja to robię na smaczki, tylko warunkiem tu jest żeby pies płynnie przechodził między zabawką a jedzeniem i nie faworyzował jednego ani drugiego. Kiedy pies mocno trzyma szarpak, zatrzymuję się, podsuwam mu pod nos smaka, daję komendę PLUJ (tylko raz, nie powtarzam, czekam, pies ma się uczyć puszczać na pierwszą, spokojnie wypowiedzianą komendę), jak puści chwalę, pozwalam mu zjeść smaka i od razu daję znowu komendę na chwycenie zabawki CATCH.

U niektórych psów nie trzeba mieszać w to jedzenia. Na niektóre działa zasada że "martwa" zabawka (taka która już nie rusza się) przestaje być ciekawa i nie warto o nią walczyć. Czasem wystarczy tylko podczas szarpania zatrzymać się, dać komendę, poczekać aż pies puści i wtedy od razu w nagrodę pozwolić mu złapać i bawić się dalej.

3)

Jeśli mamy już to, że pies już za każdym razem chętnie podchodzi do nas z zabawką którą wygrał, możemy zacząć mu powoli rzucać. Na niewielkie odległości. Najbardziej lubię zaczynać od przytrzymania psa za obrożę, wyrzucenia zabawki i wysyłania do niej, czasem połączonego ze ściganiem. I jak pies podejmie zabawkę uciekamy mu w drugą stronę i wołamy. Od razu kiedy pies podniesie głowę, ma zobaczyć nas odwróconych u uciekających w przeciwną stronę.



Pamiętaj że aport nie jest po prostu kolejną komendą, że praca nad nim to proces. Tutaj chodzi o zbudowanie u swojego psa zaufania. O pokazanie mu, że sama zabawka jako przedmiot nie jest wartościowa, a na prawdę wartościowa jest zabawa z nami, jako aktywność.

Rozważałam nagranie do tego postu filmiku, w końcu zdecydowałam się puścić sam opis. Ale jak jest taka potrzeba żebym to pokazała na filmie to dajcie znać!




Brak komentarzy:

Prześlij komentarz