sobota, 25 sierpnia 2018

Bieganie z psami


Bieganie to od jakiegoś czasu jedna z moich ulubionych form spędzania czasu z psami. I jedna z moich ulubionych form spędzania czasu z sama sobą....

Piszę ten tekst w oparciu o moje własne doświadczenia. Nigdy nie biegałam wyczynowo, nie mam fachowej wiedzy w tym kierunku, dlatego nie traktujcie tego co piszę jak wypowiedzi eksperta w temacie. Startowałam w 3 dogtrekkingach, ostatnio 2 lata temu i na razie nie planuję żadnego. Sama startowałam w jednym miejskim biegu na 10 km i też nie mam parcia żeby zgłaszać się na kolejny, ale kiedyś na pewno jeszcze to zrobię, bo to było całkiem fajne. A piszę ten post żeby opowiedzieć Wam od czego u mnie się zaczęło, jak to się stało że tak mi się spodobało, jak to wygląda u mnie teraz. Może żeby trochę żeby Was zachęcić i dać Wam kilka rad, jak to robić żeby było bezpiecznie i miło.




Moje bieganie z psem i bieganie w ogóle zaczęło się od szukania sposobu na zmęczenie psa, którego nie mogę na spacerze spuścić ze smyczy. Kupiłam szelki i zaczęliśmy biegać. Potem ja postanowiłam że tak, chcę to ciągnąć dalej, chcę poprawić moją kondycję i może przy okazji schudnąć. Nie trzeba było dużo czasu żeby to mi się serio spodobało! Byłam wtedy w gimnazjum i przysięgam, mój nauczyciel wf'u by chyba nie uwierzył że krótko potem robiłam z psem ponad 15 km dogtrekkingi - na których sporą część robiłam biegiem, że biegałam po kilka razy w tygodniu po około 5 km, a kilka lat później sama na luzie robiłam 8-10 km i nawet wystartowałam w takim biegu, nie zatrzymałam się i nie umarłam - ani w trakcie, ani po.

Miałam taki okres że biegałam co drugi dzień albo przynajmniej 3 raz w tygodniu, potem miałam przerwy że nie biegałam wcale, kilka razy do tego wracałam i dziś znów sporo biegam ale dla przyjemności. Wychodzę pobiegać bo chcę! Bo tylko bieganie daje mi taką możliwość wyłączenia się, niemyślenia i bycia samej ze sobą. W praktyce ostatni miesiąc to właśnie bieganie 3, czasem 4 razy w tygodniu, poprzednio to było jakiś raz na tydzień, ale nie ważne, zawsze to jest dobre.

Zaczynałam od canicrossu - Kermit w sledach, przypięty aportyzatorem do pasa, trochę ciągnął trochę po prostu biegł przede mną.

dogtrekking w październiku 2015

Ale Kermit nie był fanem tego na co dzien. Przerzuciliśmy się potem na bieganie obok mnie, w szelkach Ruffweara, na krótkiej smyczy, a w końcu na bieganie luzem bez niczego. Od roku biegam z psami praktycznie tylko luzem (tylko ostatnio zaczęłam bawić się czasami w canicross z Everem) Nasze wyjścia na bieganie wyglądają na ogół tak:





Najczęściej biegałam z samym Kermitem. Ostatnio niestety zauważyłam że przestał za mną nadążać, truchta z tyłu jakieś 20 m za mną. Teraz pewnie ograniczę mu tą rozrywkę, przynajmniej w tej intensywności i częstotliwości. Nie jest już najmłodszym psem i jest spory. Szkoda mi strasznie, bo Kermit jest moim ulubionym psem do takiej aktywności. Trzyma się blisko mnie, ja panuję nad nim samym głosem, mogę go zawołać i przytrzymać, albo kazać trzymać się blisko mnie kiedy trzeba, możemy bezstresowo mijać ludzi / rowery / traktory na polach itd. bo Kermit je grzecznie ignoruje. (chciałabym żeby ja sprzed 3-4 lat mogła to przeczytać! że ten pies kiedyś będzie taki normalny).

Ever zapierdziela sobie gdzieś niedaleko mnie, przy okazji sam robiąc sobie interwałowy trening, zwiedzając łąki, węsząc, po czym przyspieszając nagle bez celu - bo lubi ;). Ale z nim muszę wybierać trasy z dala od jakichś domów gdzie mogą się trafić psy na podwórkach, rozglądać się czy nie ma rowerów / samochodów / traktorów blisko (biegam w słuchawkach zawsze, i miałam jeden niefajny incydent kiedy nie usłyszałam że jedzie za nami chłopak na rowerze... Ever przyczaił i go trochę wystraszył ;)).

Nasze bieganie teraz zawsze wygląda podobnie. Biorę max 2 psy na raz bo tyle mam rąk na jakieś emergency ;) nie mam smyczy bo nie chce mi się ich nosić, mam tylko telefon w jednej ręce. Psy mają tylko obroże, Kermit ma fizjologiczny kaganiec. Pakujemy się w samochód, jedziemy kawałek w fajne bezpieczne miejsce, puszczam psy, rozgrzewam się i biegniemy sobie.



kto może biegać z psem? 

Każdy zdrowy człowiek posiadający zdrowego psa (albo pożyczający, tak jak ja kiedy był okres, że nie miałam zdrowego czterołapa na stanie w moim stadzie). Człowiek wiadomo - żadnych zdrowotnych przeciwwskazań do biegania, ale to każdy jest za siebie odpowiedzialny. Pies - nie powinno się biegać z psami otyłymi, cierpiącymi na żadnego choroby czy to układu ruchu, krążenia czy czegokolwiek innego (najlepiej porozmawiać z dobrym wetem), nie poleca się też biegania dla psów ras z krótkimi pyszczkami, jak mopsy, buldogi angielskie, francuskie itp., ale przyznaję że nie wiem tak na prawdę na ile można pozwolić sobie z takim psem ze względu na jego naturalną możliwą wydolność. Najlepiej porozmawiać z dobrym wetem, nie pseudobiegaczem jak ja.

*   *   *

kilka rad 

>> Nie zmuszamy psa do biegania, wszystko w jego granicach komfortu. Jeżeli okaże się że nasz psiak nie lubi biegać w szelkach, nie nadąża za nami, albo nie chce ciągnąć i nie daje się do tego pozytywnie zmotywować, chociaż my się strasznie napaliliśmy na canicross to... trzeba odpuścić. Spróbuj zabrać psa w bezpieczne miejsce gdzie możesz spuścić go ze smyczy i pobiegać luzem swoim tempem, w międzyczasie wąchając krzaczki. A jeśli twój pies nie ma przywołania, albo nie masz bezpiecznego miejsca - pójdź pobiegać sam/a a psa zabierz potem na spacer.

>> Nie biegamy z psem po asfalcie / betonie / kostce brukowej. Serio, nie! Tym bardziej kiedy pies ciągnie, tym bardziej kiedy jest gorąco, tym bardziej kiedy pies przed chwilą pływał / moczył łapy a do tego właśnie - jest gorąco. Jeśli już to tylko w przypadku kiedy pies może biec poboczem / trawnikiem obok. Tyle słyszałam historii o pozdzieranych opuszkach i oparzeniach, że nie mam ochoty narażać na to moich psów. Ja od czasu do czasu lubię pobiegać po twardszej nawierzchni, ale nie zabieram wtedy ze sobą psów.

>> Raczej nie biegamy w upały. Znaczy tak... Ja jak uznaję że dobrze czuję się w tej wyższej temperaturze, widzę że mój pies nie leży i nie umiera, tylko na spokojnie mógłby pójść na spacer, to na bieganie też go zabieram. Ale wtedy biegam tylko z Everem / Jadzią, nie ze starszym Kermitem. Zawsze w ciepłą temperaturę biorę psa bez smyczy, żeby mógł biec swoim tempem. Do tego wybieram nie za długą trasę w okolicy gdzie jest cień i jakaś woda (np. biegamy nad rzeką gdzie rosną drzewa a pies może zejść do wody kiedy chce). I cały czas obserwuję czy pies daje radę, czy biega sobie na spokojnie i ma z tego przyjemność, czy nie jest przypadkiem całkiem zziajany i nie kładzie się w każdym kawałku cienia po drodze. Nigdy nie zmuszam psa do biegania!

>> A w zimie? Jeśli jest mróz? Jak najbardziej! Świetna opcja dla psów.

>> Rozgrzewajcie się. Jak biegam z psami luzem, czyli one mają niewymuszony ruch, to ja po prostu wypuszczam je i robię swoją rozgrzewkę. One w tym czasie wąchają, truchtają dookoła. Potem już normalnie biegamy. Jeśli biegam z Everem w szelkach i on ma ciągnąć, to najpierw daję mu chwilę pochodzić przed domem, albo biorę go na smycz i idę z nim na kawałek spacerku. Najlepiej żeby poruszał się kłusem.


*   *   *

sprzęt 

dla człowieka: 

Buty! Koniecznie dobre buty! Nie znam się na tym, nie doradzę, ale wiem, że trzeba mieć kurde dobre buty, żeby nie zrobić sobie krzywdy! Napisała ta, która ostatnio biega w podartych najkach, które niby specjalnie do biegania kupiła, ale od początku najwygodniejsze nie były i za szybko zaczynały się rozlatywać. No ale nadal innych nie kupiła bo są pilniejsze wydatki. Nie bierzcie tak w pełni przykładu ze mnie (w innych kwestiach też nie warto). Jeśli w pewnym sensie się tak trenuje - to chodzi o zdrowie i buty to powinien być pilny wydatek (nie koniecznie nowa kolorowa obroża dla pieseczka)

Dziewczyny jeszcze dobry sportowy stanik - to druga rzecz na której nie warto oszczędzać. A poza tym to już może być stary dres. Ja zakładam po prostu spodnie które mi nie spadną z tyłka i bluzkę której mi nie szkoda i w której nie będzie mi za gorąco. A zimą ze dwie bluzy. To wszystko czego ja używam. A jeszcze muszę mieć dobre słuchawki bo bez muzyki nie umiem :)


dla psa:
to zależy...

- Bieganie luzem. 
Jak widzicie my biegamy bez sprzętu, ale zdaję sobie sprawę że większość ludzi nie ma takiego komfortu żeby wybrać sobie na co dzień na bieganie bezpieczne trasy, gdzie można puszczać psy. W takim wypadku...

- Bieganie z psem na luźnej smyczy, obok. 
Dobrze dopasowane szelki typu guard. Teraz kilka słów o firmach i modelach i chyba będę pisać trochę bardziej jak do laika, bo nie musisz być przecież maniakiem psich akcesoriów żeby trafić na mój blog (a maniacy z kolei pewnie mnie wyśmieją za moje niezorientowanie w najnowszych firmach).
Najlepiej chyba sprawdzają się te zabudowane. My mamy od kilku lat Ruffwear Front Range (ale kupowałam je daawno, w sklepie który chyba już dziś nie funkcjonuje), w rozmiarze który pasuje na Kermita i Evera. Ja je bardzo lubię, pierwsze szelki które na moich psach leżą tak dobrze, nie przekręcają się, nie ograniczają ruchów (tylko do ciągnięcia się nie nadają, Kermit wtedy w nich charczy).


Podobne modele mają Truelove, Hurtta Active albo Adventure, DogCopenhagen. Poza tym są guardy na wąskich taśmach, tylko trzeba dobrze dopasować rozmiar. Dobrej jakości na pewno dostaniecie ManMat'y, Hurtte, dużo polskich firm "handmade".

A szelki norweskie? Nie! W takich z psem nie biegamy! Po pierwsze ograniczają ruchy łopatek, po drugie rzadko są dobrze dopasowane, zazwyczaj psu łatwo z nich wyjść, po trzecie mogą podduszać. A po czwarte, dla mnie najbardziej trafiające i skreślające ten typ szelek - to co opowiadała znajoma zoofizjoterapeutka. Boję się tu szczegółowo rozpisywać żeby nic nie przekręcić. Chodzi o to że w miejscu gdzie przedni pasek szelek norweskich przechodzi nad łapami idą ścięgna, które w takich szelkach ciągle są pod naciskiem, są podrażniane podczas ruchu i mogą tam robić się stany zapalne.

- Canicross - czyli pies ciągnie. 

Szelki sled! Dla Evera mam od niedawna sledy firmy WzR, dla Kermita kiedyś miałam ZeroDC. Do sledów linka z amortyzatorem (ja mam starą długą od DogStyle i krótszą od Sali), koniecznie z amortyzatorem - dla komfortu Was obojga i dla ograniczenia przeciążeń Waszych kręgosłupów podczas szarpnięć. I dla człowieka pas biodrowy - ja mam genialny od ZeroDC. Kiedyś testowałam też inny i to nie było to. Więcej doświadczeń nie mam, ale ludzie chwalą Sali.



Jak zacząć? Hmmm... po prostu idź spróbuj i znajdź swój sposób na bieganie z przyjemnością. Nie czytaj tyle pseudoporadników tylko wypróbuj to w praktyce :)





Brak komentarzy:

Prześlij komentarz